Ola Kwaśniewska: Jestem zmuszona do zabrania głosu w sprawie, której nie chciałam komentować

Celebrytka zaprzeczyła doniesieniom o swojej miesięcznej pensji.

Aleksandra Kwaśniewska ustosunkowała się do doniesień "Faktu", który opublikował informacje o jej rzekomych miesięcznych zarobkach (zobacz: Była menedżerka rzekomo ukradła jej 250 tysięcy. "Fakt" ujawnia zarobki Oli Kwaśniewskiej).

Zapoznawszy się z nowymi rewelacjami na swój temat, czuję się po raz kolejny zmuszona do zabrania głosu w sprawie, której nie chciałam komentować. Potwierdzam, że z początkiem roku zakończyłam współpracę z Małgorzatą Herde. Nie chcę i nie będę wypowiadać się na temat powodów naszego rozstania. Przedstawiane w prasie brukowej szczegółowe informacje na temat poniesionych przeze mnie strat, nie pochodzą ode mnie i są radosną twórczością dziennikarzy. Ze szczególnym zdumieniem przeczytałam o moich domniemanych zarobkach. Z całą stanowczością podkreślam: dziennik "Fakt" nie ma dostępu do tych informacji, a kwoty, które przedstawia pochodzą ze świata marzeń, urojeń i iluzji. Doceniam wysiłek redakcji, która na udowodnienie tezy, że jestem "stałą bywalczynią wszelakich rautów", dogrzebała się do czerwca, siedem miesięcy temu, kiedy rzeczywiście pojawiłam się "na salonach" więcej niż raz. Przypomnę jednak, że wbrew upartemu wmawianiu tego czytelnikom, nie pobieram wynagrodzenia za goszczenie na pokazach mody. Być może trudno to sobie wyobrazić, ale projektanci są moimi kolegami i koleżankami, a moja obecność na ich pokazach, zwykłym koleżeńskim wsparciem. Będę wdzięczna za zachowanie rozwagi w interpretowaniu i cytowaniu kolejnych doniesień prasy brukowej, która słynie z szukania sensacji i dziennikarskiej nierzetelności - napisała w oświadczeniu przesłanym dla Plotek.pl.

Aleksandra Kwaśniewska, Małgorzata Herde Kapif

psz