Urbański o żonie: Zobaczyłem w niej Hannibala Lectera, a przed ołtarzem przyrzekała, że będzie ze mną na dobre i na złe

Urbański o byłej żonie, rozwodzie i opiece nad dziećmi.

Nie od dziś wiadomo, że od miłości do nienawiści jeden krok. Tak było również w przypadku Huberta Urbańskiego i Julii Chmielnik. Najpierw było wielkie gorące uczucie, teraz jest niesmak i publiczne oskarżenia. Urbański nie komentował rozwodu, a gdy to w końcu zrobił, nie przebiera w słowach. Na łamach "Newsweeka" oskarża byłą żonę o szereg moralnie wątpliwych zachowań (Zobacz: Urbański: Kilka tygodni po śmierci ojca usłyszałem od żony, że mam sobie z tym wszystkim radzić sam). Tłumaczy wcześniejsze szturmowanie bankietów dla celebrytów i opowieści o wielkiej miłości w kolorowej prasie.

Co mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie? Chyba tylko, że się chorobliwie zakochałem. I znowu banał: miłość jest ślepa. Byłem ślepy, ale na własne życzenie, nikt mnie nie oszukał. Kiedy poznałem moją byłą żonę, byłem wiele lat po rozwodzie, dzieci dorastały, żyłem sam. I kiedy myślałem, że jest dobrze tak, jak jest, nagle się zakochałem. Nigdy nie byłem religijny, ale kiedy moja była żona poprosiła o ślub kościelny, ku zdumieniu wszystkich, którzy mnie znali, powiedziałem "tak". I ożeniłem się z kobietą, która przed ołtarzem przyrzekała, że będzie ze mną na dobre i na złe, a w najtrudniejszy chyba momencie mojego życia powiedziała: "Mam tego dosyć, radź sobie sam"
Zabolało?
To jest takie uczucie, jakby się człowiek zderzył z rozpędzonym pociągiem. A do tego złość na siebie, że się tego wcześniej nie widziało. To jest tak, jakbyś się nagle obudziła obok swojego męża, spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich kogoś obcego, takiego Hannibala Lectera. Uświadamiasz sobie wtedy z przerażeniem, że on cały czas tam był.

Hubert Urbański Newsweek

Urbański narzeka także na polski wymiar sprawiedliwości, który przy podejmowaniu decyzji sugeruje się stereotypami.

Żyjemy w kraju, w którym kobiecie wystarczy powiedzieć przed wymiarem sprawiedliwości "jestem matką" i dzieci zostają przy niej. A jak facet powie "jestem ojcem", to usłyszy "i co z tego?". Ja z tego powodu nie dostałem szansy na opiekę naprzemienną nad córkami. A przecież niewielu jest ojców, którzy wiedzą, ile mleka pije jedno dziecko, a co je drugie na kolację.

Myślicie, że po TAKIEJ publikacji łatwiej będzie mu się dogadać z Chmielnik w kwestii dzieci?

Hubert Urbański Kapif

Hubert Urbański Kapif

aga