Tomasz Lis zniszczył i skompromitował Marcinkiewicza?

Właściwie tylko przypomniał jego słowa...

Atak na Marcinkiewicza Tomasz Lis skompromitował byłego premiera przed publicznością. Tomasz Lis skompromitował w swoim programie byłego Kazimierza Marcinkiewicza. Rozmawiali na temat rozwodu oraz nowej miłości byłego premiera. Wczorajszy program "Tomasz Lis na żywo" przypominał bardziej "Rozmowy w toku" niż program publicystyczny. Tomasz Lis doskonale wie, jaki temat jest teraz na topie, dlatego dla zwiększenia oglądalności zaprosił do udziału w programie Kazimierza Marcinkiewicza. Dziennikarz dał byłemu premierowi okazję do wypowiedzenia się publicznie na temat rozwodu, nowej miłości oraz "flirtu" z tabloidami. Przez cały program widzowie mogli głosować w sondzie i odpowiadać na pytanie - czy Marcinkiewicz powinien wrócić do polityki? Początkowo byłemu premierowi szło nieźle, ale z każdym jego następnym słowem coraz więcej ludzi było przeciwnych jego powrotowi. Marcinkiewicz bronił się, usprawiedliwiał i przekonywał, że był uczciwy w stosunku do żony. Dodał również, że nie widział nic złego w sprzedawaniu tabloidom swoich prywatnych problemów. Moment przełomowy nastąpił, gdy Tomasz Lis przywołał stare wypowiedzi Marcinkiewicza na temat jego żony i rodziny. Oto jedna z nich: "Kocham Cię, a kochanie moje to rozstania i powroty - często nucę to za Korą swojej żonie" - powiedział kiedyś Marcinkiewicz. W tym momencie poparcie dla Marcinkiewicza zaczęło drastycznie spadać. Każda kolejna wypowiedź przywołana przez Lisa była jak uderzenie obuchem w głowę. Byłego premiera zatkało. W pewnym momencie przestał się już nawet tłumaczyć. Wiele osób oburza się, że przyganiał kocioł garnkowi. Tomasz Lis sam jest po rozwodzie i również opowiadał gazetom o swoim życiu prywatnym. Różnica jest jednak taka, że Kazimierz Marcinkiewicz zawsze obnosił się z miłością do swojej rodziny, a przede wszystkim z wiarą. Uchodził za idealnego katolika.

 

Wczorajszy program "Tomasz Lis na żywo" przypominał nam bardziej "Rozmowy w toku" niż program publicystyczny. Tomasz Lis doskonale wie, jaki temat jest teraz na topie, dlatego dla zwiększenia oglądalności zaprosił do udziału w programie Kazimierza Marcinkiewicza. Dziennikarz dał byłemu premierowi okazję do wypowiedzenia się publicznie na temat rozwodu, nowej miłości oraz "flirtu" z tabloidami.

 

Przez cały program widzowie mogli głosować w sondzie i odpowiadać na pytanie - czy Marcinkiewicz powinien wrócić do polityki? Początkowo byłemu premierowi szło nieźle, ale z każdym jego następnym słowem coraz więcej ludzi było przeciwnych jego powrotowi. Marcinkiewicz bronił się, usprawiedliwiał i przekonywał, że był uczciwy w stosunku do żony. Dodał również, że nie widział nic złego w sprzedawaniu tabloidom swoich prywatnych problemów. Moment przełomowy nastąpił, gdy Tomasz Lis przywołał stare wypowiedzi Marcinkiewicza na temat jego żony i rodziny. Oto jedna z nich:


Kocham Cię, a kochanie moje to rozstania i powroty - często nucę to za Korą swojej żonie - powiedział kiedyś Marcinkiewicz.

 


W tym momencie poparcie dla Marcinkiewicza zaczęło drastycznie spadać. Każda kolejna wypowiedź przywołana przez Lisa była jak uderzenie obuchem w głowę. Byłego premiera zatkało. W pewnym momencie przestał się już nawet tłumaczyć.

 

Wiele osób oburza się, że przyganiał kocioł garnkowi. Tomasz Lis sam jest po rozwodzie i również opowiadał gazetom o swoim życiu prywatnym. Różnica jest jednak taka, że Kazimierz Marcinkiewicz zawsze obnosił się z miłością do swojej rodziny, a przede wszystkim z wiarą. Uchodził za idealnego katolika.