Krzysztof Tyniec o swojej przygodzie z tańcem

W wywiadzie dla Teletygodnia Krzysztof Tyniec opowiada o "Tańcu z Gwiazdami".
Teraz już wiem na pewno, że taniec towarzyski to wielka sztuka. Trzeba przez to przejść, żeby docenić.

Kasia Tusk nie doceniła.

 

Co najbardziej stresowało Tyńca?

Świadomość, że tańczymy na żywo przed 5 milionami ludzi. Każda pomyłka widoczna! To nie serial. Tu niczego nie można było powtórzyć, poprawić.

Nas najbardziej rozbawiła jednak historia o spadających spodniach.

Raz na parkiecie sytuacja była dość dramatyczna. Gdy w 4. odcinku tańczyliśmy pasodoble, przy mocnych, gwałtownych stąpnięciach spadły mi spodnie. Były uszyte z wełnianej tkaniny - bez paska. Zrobiłem krok i poczułem, że chodzę po własnych nogawkach. Panika - żeby mi tylko te gacie nie spadły do końca! Ale jakoś udało się wysupłać stopy i obcasy z tkaniny.

Może w jakimś specjalnym odcinku te spodnie jednak spadną? Cała Polska by się cieszyła.

[O życiowych porażkach] Życie nie składa z samych sukcesów. Z porażki trzeba trzeba wyciągnąć lekcje. Życie nauczyło mnie, żeby pracować najlepiej jak umiem. Nie robić niczego dla nagrody. Chociaż jeśli owocem tej pracy jest nagroda, jestem szczęśliwy i zadowolony.

Pisaliśmy już, że Krzysztof Tyniec to fajny i mądry facet. I ciągle się o tym na nowo przekonujemy. Ktoś powinien go wysłać na zgrupowanie reprezentacji Polski. Zrobiły piłkarzom szkolenie o konstruktywnej motywacji.