Krzysztof Tyniec - fajny facet

Krzysztof Tyniec to fajny człowiek. Utalentowany, ale skromny. Inteligentny, ale nie przemądrzały. Z sukcesami, ale pozostający w cieniu innych. Pracowity i ambitny, ale w granicach rozsądku. W "Tańcu z gwiazdami" potwierdza wszystkie swoje zalety. Tańczy najlepiej ze wszystkich uczestników, ciężko pracuje na treningach, a do tego ciągle komplementuje innych. Legendarny Pan Fasola udzielił "Gali" długiego i ciekawego wywiadu, w którym opowiada o swojej trudnej drodze do sukcesu.

 

Jak się okazuje, Tyniec w ogóle nie podejrzewał, że zajdzie tak daleko w programie:

Powiem szczerze, że sam jestem trochę zaskoczony. W ostatniej chwili odwołałem wyjazd do Londynu i sprzedałem bilet lotniczy zarezerwowany trzy miesiące wcześniej, bo nie przyszło mi do głowy, że w dniu wylotu nadal będę uczestniczył w programie.

A nie mówiliśmy, że skromny? Talent natomiast najlepiej widać w tańcu.

 

 

 

Co to jest szczęście? Przed laty byłem na wykładzie profesora Władysława Tatarkiewicza (...) jako mądry człowiek napisał własnę definicję [szczęścia, red.]: "Szczęśliwy jest ten, kto jest z siebie zadowolony". (...) Starożytni mędrcy uważali, że dopiero pod koniec życia, oglądając się wstecz, można powiedzieć, czy jest się szczęśliwym, czy nie. Więc na pani pytanie: "Czy jest pan szczęśliwy?", mogę powiedzieć: "Mam nadzieję".

Wow. Nigdy nie spodziewalibyśmy się, że uczestnik "Tańca z gwiazdami" będzie wiedział kim był profesor Tatarkiewicz, a co dopiero, że będzie go dosłownie cytować! Wyobrażacie sobie podobne przemyślenia padające z ust Kasi Tusk albo Rafała Maseraka? No właśnie.

 

Skromny, utalentowany, inteligentny, wykształcony. Jedziemy dalej:

Starsza córka niedawno wróci z Wielkiej Brytanii. Właśnie kończy studia w Londynie. Studiuje antropologię na jednym z najlepszych wydziałów antropologicznych w Europie. Zaczęła pisać pracę dyplomową. Już jeden dyplom ma w kieszeni, bo dwa lata temu obroniła pracę z filozofii. Jesteśmy z niej bardzo dumni.

Aktor z dużymi sukcesami zawodowymi najbardziej dumny jest ze swojej córki. Tyniec nie mówi nic o swoich najlepszych rolach, głośnych przedstawieniach, znajomościach. Po prostu opowiada o rzeczach dla niego najważniejszych.

 

Pracowity:

Z koszulami jako akwizytor chodziłem po małych sklepikach, ale rzadko ktoś chciał je ode mnie kupić. (...) Teściowa, która pracowała w NRD, przysyłała wełniane pończochy i rajstopy na sprzedaż. Niewiele, po kilkanaście par. W niedziele chodziłem na bazar na Skrze i handlowałem nimi.

Ambitny:

Chcieliśmy grać ważne role, być Hamletami. (...) Od starszych kolegów słyszeliśmy, że dostają tylko epizody, muszą pięć lat terminować. Dlatego, chociaż uważałem Tadeusza Łomnickiego za swego mistrza zrezygnowałem z etatu w Teatrze na Woli, który mi zaproponował. Zdecydowałem się jechać do Słupska, mimo, że już wtedy byłem żonaty.

Ale bez przesady. Krzysztof Tyniec ma dwie życiowe dewizy:

Pierwsza: herbatę należy słodzić małą łyżeczką. I druga: trzeba poruszać się do przodu małymi kroczkami, a nie susami. Nie jestem zachłanny, na wszystko muszę solidnie zapracować.

Naszym zdaniem Krzysztof Tyniec już teraz zapracował na zwycięstwo w "Tańcu z gwiazdami". W starciu umiejętności i talent vs uroda i okładki "Faktu" głosujemy na to pierwsze. Panie Fasola - do boju!

 

PS Znaleźliśmy zdjęcie, na którym widać, że Krzysztof Tyniec ma jeszcze jedną zaletę - jest prawdziwym gentlemanem.