Marek Bukowski w 'Tomasz Lis na żywo': Myśleli, że ja jestem już trupem, że ja nie odrosnę. Mocne wystąpienie aktora

Tomasz Lis na żywo. Marek Bukowski w ostrych słowach odniósł się praktyk tabloidów, które po tym, jak postawiono mu zarzut posiadania narkotyków, w bardzo brutalny sposób relacjonowały życie aktora i jego rodziny. Po półrocznym procesie Bukowski został uniewinniony.
Bukowski u Lisa "Myśleli, że ja jestem już trupem, że ja nie odrosnę". Marek Bukowski w programie "Tomasz Lis na żywo" w ostrych słowach odniósł się praktyk tabloidów, które relacjonowały życie aktora i jego rodziny. Marek Bukowski w programie "Tomasz Lis na żywo" w ostrych słowach odniósł się praktyk tabloidów, które po tym, jak postawiono mu zarzut posiadania narkotyków, w bardzo brutalny sposób relacjonowały życie aktora i jego rodziny. Po półrocznym procesie Bukowski został uniewinniony. "Działania podjęte wobec mojej rodziny przekroczyły wszelkie dopuszczalne normy oraz były bezprecedensowym przejawem chamstwa, degrengolady moralnej [...] Dość słów, czas na czyny". Tak, dzień po ogłoszeniu wyroku uniewinniającego od zarzutów posiadania narkotyków, pisał na swoim Facebooku Marek Bukowski. Wystąpienie aktora w programie "Tomasz Lis na żywo" można uznać za kolejny znaczący krok jego batalii o "oczyszczenie się i zrehabilitowanie" swojego nazwiska. W prasie brukowej publikowano materiały dotyczące nie tylko samej sprawy znalezionych w samochodzie Bukowskiego narkotyków, lecz także jego rodziny. Kancelaria, która zajmowała się obroną aktora, na bieżąco zbierała materiały, obnażające, w jak daleki sposób niektóre publikacje naruszały dobre imię gwiazdora oraz jego bliskich. Zapadł już także pierwszy wyrok, zakazujący jednemu z wydawnictw umieszczania jakichkolwiek wzmianek o starszym synu Bukowskiego. - Dzwoniono do mojej 75-letniej mamy. Starszy syn został zaatakowany w sposób bezprecedensowy. Dzwoniono do każdego miejsca pracy starszego syna, który jest trenerem tenisa, pracuje z dziećmi. Próbowano go dyskredytować, pozbawić go pracy - mówił Bukowski. - Cieszę się, że trwało to pół roku, bo niektóre z mediów mogły w pełni pokazać swoje barbarzyństwo. Dlaczego chciano mnie zniszczyć? Bo oni myśleli, że ja jestem już trupem, że ja nie odrosnę, że nie dostanę drugiego życia.

"Działania podjęte wobec mojej rodziny przekroczyły wszelkie dopuszczalne normy oraz były bezprecedensowym przejawem chamstwa, degrengolady moralnej (...) Dość słów, czas na czyny". Tak, dzień po ogłoszeniu wyroku uniewinniającego od zarzutów posiadania narkotyków, pisał na swoim Facebooku Marek Bukowski. Wystąpienie aktora w programie "Tomasz Lis na żywo" można uznać za kolejny znaczący krok jego batalii o "oczyszczenie się i zrehabilitowanie" swojego nazwiska.

Przez ostatnie pół roku trwał festiwal pogardy, obłudy i chamstwa wobec mnie. Najgorsze jest, że to wszystko jest tak bezkarne. Jestem kolejną osobą, (...) którą się opluwa, na którą wylewa się Niagarę pomyj.To była pani Anna Przybylska, pan Maciej Stuhr, to był pan Kolski, to jest pan Leszczyński - stwierdził Bukowski u Tomasza Lisa.

W prasie brukowej publikowano materiały dotyczące nie tylko samej sprawy znalezionych w samochodzie Bukowskiego narkotyków, lecz także jego rodziny. Kancelaria, która zajmowała się obroną aktora, na bieżąco zbierała materiały, obnażające, w jak daleki sposób niektóre publikacje naruszały dobre imię gwiazdora oraz jego bliskich. Zapadł już także pierwszy wyrok, zakazujący jednemu z wydawnictw umieszczania jakichkolwiek wzmianek o starszym synu Bukowskiego. Jak wspomniał gwiazdor "Na dobre i na złe, jest to jeden z największych koncernów medialnych, który wydaje także poczytną i poradnikową prasę kobiecą.

Dzwoniono do mojej 75-letniej mamy. Starszy syn został zaatakowany w sposób bezprecedensowy. Dzwoniono do każdego miejsca pracy starszego syna, który jest trenerem tenisa, pracuje z dziećmi. Próbowano go dyskredytować, pozbawić go pracy - mówił Bukowski. - Cieszę się, że trwało to pół roku, bo niektóre z mediów mogły w pełni pokazać swoje barbarzyństwo. Dlaczego chciano mnie zniszczyć? Bo oni myśleli, że ja jestem już trupem, że ja nie odrosnę, że nie dostanę drugiego życia.

Marek Bukowskiu Tomasza Lisa w 'Tomasz Liz na żywo' Screen z TVP2

Marek Bukowski zaznaczał, że "nie chce kneblować ust dziennikarzom", jednak w bardzo emocjonalny sposób zwracał rozmówcy i słuchaczom uwagę, przede wszystkim na bezkarność zamożnych wydawców prasy brukowej, a także "drapieżny" sposób narracji. Zdaniem aktora kary dla wydawców brukowców nie są w ogóle odczuwalne.

Sprawę stworzyły media. (...) Nie mam do nich pretensji [do paparazzi- przyp. red.], taką mają pracę, choć ja wolałbym wyjadać ze śmietnika, niż tak pracować. Jednak gdzieś jest jakieś kolegium redakcyjne, które podjęło decyzję dla pieniędzy, aby ten mężczyzna podjechał pod mój dom - mówił Bukowski w "Tomasz Lis na żywo". -  (...) Czy dla kogoś, kto zarabia 50 milionów na czysto, kara odszkodowania w wysokości 300 milionów jest w ogóle odczuwalna? Chciałbym, aby częściej kierowano się orzeczeniem Sądu Najwyższego, w myśl którego "kara dla sprawcy przestępstwa musi być dolegliwa".

We wrześniu zeszłego roku, Bukowski wieczorem wracał z planu serialu "Na dobre i na złe". Około 20 przy ulicy Stawki zatrzymali go policjanci w nieoznakowanym radiowozie. Gdy przeszukiwali samochód aktora, znaleźli "zawiniątko z suszem roślinnym". Jak powiedział nam rzecznik prasowy st. asp. Mariusz Mrozek, było to 7,75 gramów marihuany. Aktor był trzeźwy i od początku twierdził, że narkotyki nie należą do niego. Tezę o podrzuceniu marihuany do jego samochodu potwierdza fakt, że na zawiniątku nie znaleziono jego odcisków palców ani śladów DNA. Na korzyść obrony działał fakt, że tydzień przed zatrzymaniem ktoś włamał się do samochodu, w którym później znaleziono narkotyki.

Nie mam pretensji do tej osoby, ona to prawdopodobnie zrobiła dla pieniędzy. Żal mi jej, współczuję jej - stwierdził Bukowski.

karo

Pobierz nową aplikację Plotek.pl Buzz na telefony z Androidem

POLUB NAS

Więcej o: