Obrońca Durczoka dla "Super Expressu": Prawie wszystkie zarzuty są nieprawdziwe

Prawnik Kamila Durczoka zapowiada kroki przeciw "Wprost", a zeznania rzekomej ofiary dziennikarza nazywa wyssanymi z palca "insynuacjami".
Obrona Durczoka Obrońca Durczoka dla "Super Expressu": Prawie wszystkie zarzuty są nieprawdziwe Prawnik Kamila Durczoka zapowiada kroki przeciw tygodnikowi "Wprost", a zeznania rzekomej ofiary dziennikarza nazywa wyssanymi z palca "insynuacjami". Prawnik Kamila Durczoka zapowiada kroki przeciw tygodnikowi "Wprost", a zeznania rzekomej ofiary dziennikarza nazywa wyssanymi z palca "insynuacjami". Jacek Dubois bronił posłankę Beata Sawicką, Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. Teraz wziął sprawę Durczoka. W rozmowie z "Super Expressem" przekonuje, że "sprawy", de facto, nie ma. Są "anonimowe oskarżenia i insynuacje". Podkreśla, że nie szykuje linii obrony, bo przeciwko szefowi "Faktów" nie toczy się żadne postępowanie. - Osobną kwestią jest jednak podjęcie działań prawnych w sprawie nieprawdziwych informacji na jego temat. W tej chwili możliwość naszych działań jest dosyć ograniczona. Z prostego powodu - mój klient przebywa w szpitalu. Nie jest na bieżąco informowany o tym, jakie informacje na jego temat się pojawiają. Ja natomiast gromadzę materiały, dowody w sprawie. Gdy Kamil Durczok opuści szpital, z pewnością podejmiemy odpowiednie kroki przeciwko tygodnikowi "Wprost" - zapowiada Dubois. Prawnik dziennikarza zaznacza, że "prawie wszystkie zarzuty" stawiane Durczokowi przez tygodnik są nieprawdziwe. - Naprawdę trudno przypuszczać, by ktoś przez wiele lat kierowania jakimś zespołem pracowników ani razu nie podniósł głosu. Sytuacje, że mój klient mógł na kogoś krzyknąć, mogły mieć miejsce. Powiedział zresztą o tym w wywiadzie dla TOK FM - wyjaśnił obrońca. Z rozmowy adwokatem wynika, że Durczok nie wiedział, co znajdowało się w mieszkaniu ("Przecież mieszkanie nie należało do niego! Ten lokal ma chyba 130 metrów"). Także to, że ktoś celowo chce zaszkodzić znanemu dziennikarzowi. Motywacje mogły być najróżniejsze. Od prywatnych, jakiejś osobistej zemsty czy niechęci, po poważniejsze, włącznie z biznesowymi. Na razie mamy za mało wiedzy w tej sprawie - wyjaśnia.

Jacek Dubois bronił posłankę Beata Sawicką, Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. Teraz wziął sprawę Durczoka. W rozmowie z "Super Expressem" przekonuje, że "sprawy", de facto, nie ma. Są "anonimowe oskarżenia i insynuacje". Podkreśla, że nie szykuje linii obrony, bo przeciwko szefowi "Faktów" nie toczy się żadne postępowanie.

Osobną kwestią jest jednak podjęcie działań prawnych w sprawie nieprawdziwych informacji na jego temat. W tej chwili możliwość naszych działań jest dosyć ograniczona. Z prostego powodu - mój klient przebywa w szpitalu. Nie jest na bieżąco informowany o tym, jakie informacje na jego temat się pojawiają. Ja natomiast gromadzę materiały, dowody w sprawie. Gdy Kamil Durczok opuści szpital, z pewnością podejmiemy odpowiednie kroki przeciwko tygodnikowi "Wprost" - zapowiada Dubois.

Prawnik dziennikarza zaznacza, że "prawie wszystkie zarzuty" stawiane Durczokowi przez tygodnik są nieprawdziwe.

Naprawdę trudno przypuszczać, by ktoś przez wiele lat kierowania jakimś zespołem pracowników ani razu nie podniósł głosu. Sytuacje, że mój klient mógł na kogoś krzyknąć, mogły mieć miejsce. Powiedział zresztą o tym w wywiadzie dla TOK FM - wyjaśnił obrońca.

Z rozmowy adwokatem wynika, że Durczok nie wiedział, co znajdowało się w mieszkaniu ("Przecież mieszkanie nie należało do niego! Ten lokal ma chyba 130 metrów"). Także to, że ktoś celowo chce zaszkodzić znanemu dziennikarzowi.

Motywacje mogły być najróżniejsze. Od prywatnych, jakiejś osobistej zemsty czy niechęci, po poważniejsze, włącznie z biznesowymi. Na razie mamy za mało wiedzy w tej sprawie - wyjaśnia.

Kamil Durczok trafił do szpitala 16 lutego. Poczuł się źle po wywiadzie udzielonym w TOK FM.

socha

POLUB NAS

Więcej o: