Była prezenterką telewizyjną, odeszła. "Usłyszałam, że brzydota słabo się ogląda". Ewelina Kopic w "DD TVN" o bielactwie

Zachorowała kilkanaście lat temu, to był jej ogromny kompleks. Sama o sobie mówiła "łaciata krowa". W upalne dni chodziła zapięta pod szyję i z długimi rękawami. Teraz nie boi się już otwarcie mówić o bielactwie.
Ewelina Kopic o bielactwie "Usłyszałam, że brzydota słabo się ogląda". We wtorek w "DD TVN" Ewelina Kopic opowiedziała Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi o swojej chorobie. Już nie boi się otwarcie mówić o bielactwie. Zachorowała kilkanaście lat temu, to był jej ogromny kompleks. Sama o sobie mówiła "łaciata krowa". W upalne dni chodziła zapięta pod szyję i z długimi rękawami. Teraz nie boi się już otwarcie mówić o bielactwie. We wtorek w "DD TVN" Ewelina Kopic opowiedziała Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi o swojej chorobie - jak sobie z nią radzi i jak wpłynęła na jej życie. Szanowni państwo, dla mnie bielactwo nie jest dramatem ani końcem świata. Przeczytałam absolutnie absurdalne nagłówki artykułów: "Szok, Ewelina Kopic odeszła z telewizji, ponieważ choruje na bielactwo". Bzdura. To nie rujnuje mi życia. Mam skórę w dwóch kolorach - i co z tego? - zaczęła. Marcin Prokop zapytał, czy w pracy zdarzały jej się problemy związane z wyglądem. Kopic, odpowiadając, przy okazji zdementowała pogłoski o tym, jakoby straciła pracę przez bielactwo. - Zdarzyło się, że usłyszałam, że mam nieestetyczne plamy i tak naprawdę pan szef nie koncentruje się na tym, co mówię, tylko na moich rękach. Miałam wtedy krótsze rękawy i zapomniałyśmy z makijażystką położyć fluid. Natomiast to była moja świadoma decyzja. Po prawie siedemnastu latach nie było mi łatwo odejść, bo sami wiecie, że to jest cudowna praca i od telewizji można się uzależnić, ale ja wiedziałam, że coś jest nie tak, że trzeba być w telewizji idealną panią. Nie jestem. W telewizji jest już za dużo celebrytów. Prowadzą programy, są ekspertami i uczą przeciętnych Polaków, jak żyć. Ja się w tym nie odnajduję. Kopic planowała autorski program, który mówiłby między innymi o bielactwie, jednak w tym momencie brutalnie zderzyła się z telewizyjną rzeczywistością, w której jest miejsce tylko na piękne rzeczy.

We wtorek w "DD TVN" Ewelina Kopic opowiedziała Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi o swojej chorobie - jak sobie z nią radzi i jak wpłynęła na jej życie.

Szanowni państwo, dla mnie bielactwo nie jest dramatem ani końcem świata. Przeczytałam absolutnie absurdalne nagłówki artykułów: "Szok, Ewelina Kopic odeszła z telewizji, ponieważ choruje na bielactwo." Bzdura. To nie rujnuje mi życia. Mam skórę w dwóch kolorach - i co z tego? - zaczęła.

Marcin Prokop zapytał, czy w pracy zdarzały jej się problemy związane z wyglądem. "Czasami to medium, w którym pracujemy jest cholernie bezwzględne. Nie ma miękkiej gry" - zauważył. Kopic, odpowiadając, przy okazji zdementowała pogłoski o tym, jakoby straciła pracę przez bielactwo.

Zdarzyło się, że usłyszałam, że mam nieestetyczne plamy i tak naprawdę pan szef nie koncentruje się na tym, co mówię, tylko na moich rękach. Miałam wtedy krótsze rękawy i zapomniałyśmy z makeupistką położyć fluid. Natomiast to była moja świadoma decyzja. Po prawie 17. latach nie było mi łatwo odejść, bo sami wiecie, że to jest cudowna praca i od telewizji można się uzależnić, ale ja wiedziałam, że coś jest nie tak, że trzeba być w telewizji idealną panią. Nie jestem. W telewizji jest już za dużo celebrytów. Prowadzą programy, są ekspertami i uczą przeciętnych Polaków, jak żyć. Ja się w tym nie odnajduję.

Kopic planowała autorski program, który mówiłby między innymi o bielactwie, jednak w tym momencie brutalnie zderzyła się z telewizyjną rzeczywistością, w której jest miejsce tylko na piękne rzeczy.

Napisałam sobie projekt programu, który mówiłby o życiu, o normalności, bo ja tak traktuję moje bielactwo. To w tej chwili jest częścią mnie i uważam, że to jest normalne. Wtedy usłyszałam od producenta: Wiesz, Ewelina, brzydota słabo się ogląda w telewizji. Ja nie miałam wątpliwości, że w takiej telewizji nie widzę dla siebie miejsca.

Ewelina KopicKapif

Choroba Eweliny Kopic ma podłoże genetyczne. Na bielactwo chorowała jej babcia, siostra choruje na łuszczycę, więc dziennikarka liczyła się z tym, że któregoś dnia ona także może zachorować. Przyczyniły się do tego silne przeżycia.

Mieliśmy rodzinną traumę... taki silny stres spowodował, że pojawiła się pierwsza plama, a później z każdym kolejnym stresem pojawiało się tych plam coraz więcej.

Kopic powiedziała, że ma już odbarwione ponad 50 proc. ciała: uda, plecy do połowy, pośladki. Choć bielactwo jest uznawane za defekt kosmetyczny, dziennikarka odczuwa je jako chorobę i to autoimmunologiczną. Te zwykle łączą się z innymi, w jej przypadku jest to sarkoidoza, objawiająca się u niej silnymi bólami i stanami zapalnymi. Mogłaby je uśmierzać za pomocą sterydów, ale tych akurat ze względu na bielactwo przyjmować nie może. Poza tym musi uważać na słońce. Mówiła, że zdrowa skóra na słońcu opala się, natomiast w miejscach dotkniętych chorobą powstają oparzenia. Obszerniej o tym wspominała w wywiadzie udzielonym portalowi Foch.pl, z którego dowiedzieliśmy się, że przez zbyt dużą ilość słońca ponad dwa lata temu trafiła do szpitala.

Dostałam udaru - mieliśmy cały dzień zdjęcia w plenerze, w ostrym letnim słońcu. Dostałam udaru, bo przecież nie mogłam być w czapce, a to są miejsca bardzo wrażliwe na światło, bo nie mają pigmentu, przez co nie mają żadnej ochrony przed promieniami słonecznymi. Wtedy bardzo mocno się zastanowiłam nad tym, co ja robię i czy to ma sens, tak się narażać - mówiła wtedy.

W tej chwili Ewelina Kopic ma nową nadzieję na wyzdrowienie. Opowiedziała o doktorce, która szuka ochotniczek do testowania nowego lekarstwa, podobno bardzo skutecznego. Kopic pomoże w ich szukaniu poprzez swój portal "Dobrze być sobą", zajmujący się między innymi poradami dla osób po przejściach.

alex

Więcej o: