Zobacz, jak tragicznie może zakończyć się lektura powieści "Pięćdziesiąt twarzy Greya"

Poszli na całość.

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" od miesięcy nie schodzi z list bestsellerów. Miliony czytelników z wypiekami na twarzy czytają o innym, bardziej perwersyjnym obliczu seksu. Pewna para z Wielkiej Brytanii mocno zainspirowała się lekturą - postanowiła urozmaicić swoje życie erotyczne i pobawić się w pana i niewolnicę.

Zaczęło się niewinnie. 43-letni Brytyjczyk z Suffolk, Steven Lock przeczytał "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - książkę, która opisuje oparty na dominacji związek studentki z bogatym przemysłowcem. To było dla niego jak objawienie i stało się motorem zmian w jego wiejącym nudą życiu erotycznym - czytamy na Daily Mail.

Na internetowym portalu randkowym mężczyzna postanowił znaleźć partnerkę, którą, tak jak jego, zainspirowała lektura hitu E.L. James'a. Okazało się to niezbyt trudnym zadaniem, gdyż wiele kobiet zafascynowała opisywana w książce historia seksualnej "niewolnicy". Podobne fantazje dzieliła także czterdziestoletnia, rozwiedziona matka z Suffolk.

Para Brytyjczyków zaczęła się spotykać i postanowiła zrealizować swoje marzenie - zorganizować sesję BDSM. Planowanie scenariusza zabawy w pana i niewolnicę trwały prawie rok. Kobieta, podobnie jak w książce, podpisała kontrakt niewolnicy i wytatuowała sobie nawet w intymnym miejscu napis: "jestem własnością Stevena Lock'a".

Oświadczam, że zrobię wszystko, co uzna za słuszne Mój Pan. Jeśli moje działania nie będą zadowalające i nie przyniosą mu satysfakcji, godzę się na ból - taki kontrakt podpisała 40-letnia Brytyjka dzień przed sesją BDSM.

W końcu nadszedł upragniony dzień zrealizowania zaczerpniętej z książki fantazji. Para wybrała nawet słowo alarmowe "czerwony", które miało zostać użyte przez niewolnicę, gdyby zadanie ją przerosło. Potem zaczęła się sesja. Lock obwiązał mocno szyję kobiety liną, a jej nadgarstki przykuł łańcuchami do kajdan znajdujących się na podłodze sypialni. Potem zaczął ją bić sznurem. Ból był tak niesamowity, że kobieta zaczęła płakać i błagać, aby przestał. Nie użyła jednak słowa bezpieczeństwa, więc mężczyzna nie potraktował jej poważnie. Po chłoście Lock odbył z nią stosunek, a następnie wyszedł z pokoju.

Przerażonej kobiecie udało się sięgnąć do telefonu. SMS-em wysłanym do przyjaciół zaalarmowała, że leży "skuta jak pies" i poprosiła, o wezwanie policji. W międzyczasie do pokoju wrócił jak kochanek, a gdy kobieta odmówiła dzielenia z nim łóżka - uwolnił ją.

Steven Lock był wizytą funkcjonariuszy bardzo zdziwiony. Jego zdaniem partnerka doskonale wiedziała, czego się spodziewać, a skoro nie użyła słowa "czerwony", to sądził, że wszystko jest w porządku. Jego argumenty nie trafiły jednak do policjantów. Mężczyzna został oskarżony o pobicie, a sprawa trafiła do sądu. Kilka dni temu, po czterodniowym procesie, zapadł wyrok. Ława przysięgłych naradzała się dwie godziny.  Ostatecznie sąd uznał Stevena Lock'a za niewinnego! Ławnicy zdecydowali, że czyn nie spełnił znamion przestępstwa, a ich zadaniem nie jest pełnienie funkcji obrońców moralności. Czy słusznie?

emjot