Dawid Podsiadło w "Mamy Cię!". Jego reakcja na koniec - bezcenna: A ty specjalnie płakałeś?

Dawid Podsiadło to najprawdopodobniej najspokojniejszy człowiek w show-biznesie. Prawdopodobnie dlatego realizatory "Mamy Cię!" skonfrontowali go z najbardziej nieprzewidywalnym żywiołem, jaki można sobie wyobrazić: małymi dziećmi.
Dawid Podsiadło złapany Jego reakcja na koniec - bezcenna. Realizatorzy programu "Mamy Cię!" skonfrontowali Dawida Podsiadło z małymi dziećmi i zamknięty z nimi w pokoju. Artysta zachował jednak spokój. Realizatorzy programu "Mamy Cię!" skonfrontowali Dawida Podsiadło z małymi dziećmi i zamknięty z nimi w pokoju. Plan był prosty, a jednocześnie niesłychanie podstępny. Dawid Podsiadło został zaproszony do jednego z przedszkoli. Dzieciaki przyjęły go entuzjastycznie, zasypały milionem pytań, a jeden z malców nawet pociskami na niby z plastikowego pistoletu. Opiekunka wyszła na korytarz, a drzwi za sobą dyskretnie zamknęła na klucz tak, by to wyglądało na zatrzaśnięcie. Dawid Podsiadło został sam z kilkunastoma małymi wulkanami energii. Oczywiście, po takiej zapowiedzi zapanowała zbiorowa histeria. Dzieci zaczęły walić w drzwi, wzywać mamę i płakać. Ekipa z drugiej strony drzwi dostarczyła Podsiadle przez szparę pod drzwiami najpierw coś, co wyglądało jak wytrych, a potem śrubokręt. Muzyk odkręcił klamkę tylko po to, by chwilę później stwierdzić, że zrobił coś zupełnie bez sensu. - To coś dało w ogóle? Po co ja to odkręciłem? - zapytał bezradnie. Artysta w konfrontacji z żywiołem stawał się coraz bardziej bezradny, choć wciąż zachowywał olimpijski spokój. Jednak to nie był szczyt zakłopotania, w jaki wpędzili go twórcy programu. Bo drzwi w końcu się otworzyły i Podsiadło, wraz z grupą swoich tymczasowych podopiecznych, odzyskali wolność. Dzień dobry, przyszedłem po Martynkę - w drzwiach pojawił się ojciec jednego z dziecka. Zanim Dawid Podsiadło zdołał na dobre uświadomić sobie, że właśnie "zgubił" dziecko, Martynka się odnalazła. Dumnie wkroczyła na przedzie ekipy programu z olbrzymim bukietem kwiatów: "Mamy Cię!" - krzyknęli wszyscy. Jego reakcja? Bezcenna: - Ekstra. Dziękuję bardzo. Świetnie. A ty specjalnie się rozpłakałeś? - zwrócił się w stronę chłopca, którego wcześniej uspokajał. W takiej chwili pomyślał o czymś takim!

Plan był prosty, a jednocześnie niesłychanie podstępny. Dawid Podsiadło został zaproszony do jednego z przedszkoli. Dzieciaki przyjęły go entuzjastycznie, zasypały milionem pytań, a jeden z malców nawet pociskami na niby z plastikowego pistoletu. Jak wspomniałem, "wkrętka" nie była skomplikowana. Opiekunka wyszła na korytarz, a drzwi za sobą dyskretnie zamknęła na klucz tak, by to wyglądało na zatrzaśnięcie. Dawid Podsiadło został sam z kilkunastoma małymi wulkanami energii.

Słuchajcie, nic się nie dzieje. Spokojnie, my tu będziemy działać - powiedziała przez drzwi opiekunka.

Oczywiście, po takiej zapowiedzi zapanowała zbiorowa histeria. Dzieci zaczęły walić w drzwi, wzywać mamę i płakać. Ekipa z drugiej strony drzwi dostarczyła Podsiadle przez szparę pod drzwiami najpierw coś, co wyglądało jak wytrych, a potem śrubokręt. Muzyk odkręcił klamkę tylko po to, by chwilę później stwierdzić, że zrobił coś zupełnie bez sensu.

To coś dało w ogóle? Po co ja to odkręciłem? - zapytał bezradnie.

Dawid PodsiadłoTVN/X-News

Któreś z dzieci pojęło, że finezją niewiele się tu zdziała.

Proszę pani, nie pani weźmie młotek i wyważy drzwi! - krzyknęło.

Jeden z chłopców zaczął płakać.

Nie możesz się stresować, bo to nic nie da - tłumaczył mu Podsiadło. - Drzwi otworzą się, jak się otworzą dopiero - zakończył zgrabnym bon motem.

Artysta w konfrontacji z żywiołem stawał się coraz bardziej bezradny, choć wciąż zachowywał olimpijski spokój.

Świetnie, w ogóle co ja tutaj robię? Nie, nie umiem tego zrobić. Nie wyjdziemy stąd. Możemy zacząć panikować już - mówił wciąż nie zdradzając jakichkolwiek oznak zdenerwowania.

Jednak to nie był szczyt zakłopotania, w jaki wpędzili go twórcy programu. Bo drzwi w końcu się otworzyły i Podsiadło, wraz z grupą swoich tymczasowych podopiecznych, odzyskali wolność.

Dzień dobry, przyszedłem po Martynkę - w drzwiach pojawił się ojciec jednego z dziecka.
Słuchajcie, gdzie jest Martyna? - zapytała wszystkich opiekunka.
Jak to, gdzie jest Martynka? - powtórzył zaniepokojony ojciec.
Panie Dawidzie, pan był tutaj cały czas...
Ale wszyscy wybiegli na zewnątrz, więc zakładam, że...
Tak, ale my je połapałyśmy.
Może nie złapaliście Martynki...

Zanim Dawid Podsiadło zdołał na dobre uświadomić sobie, że właśnie "zgubił" dziecko, Martynka odnalazła się. Dumnie wkroczyła na przedzie ekipy programu z olbrzymim bukietem kwiatów.

Mamy Cię! - krzyknęli wszyscy.

Jego reakcja? Bezcenna.

Ekstra. Dziękuję bardzo. Świetnie. A ty specjalnie się rozpłakałeś? - niemal natychmiast zwrócił się w stronę chłopca, którego wcześniej uspokajał.

W takiej chwili pomyślał o czymś takim!

Miałeś taką minę, jakbyś chciał podusić te dzieci - skomentował to potem w studiu Marcin Prokop.
Było kilku kandydatów, tak - przyznał bez ogródek Podsiadło.

I jak tu go nie lubić?

Dawid PodsiadłoTVN/X-News

alex

Więcej o: