Właścicielka wpadła Gessler w ramiona, a ona nie uznała "Rewolucji": To jest niejadalne, jest jak bełt!

Restauratorka nie chciała się pod nią podpisać.

"W tej restauracji jest niesmacznie, tu nie należy przychodzić" - tymi słowami Magda Gessler oceniła lokal, który był bohaterem "Rewolucji". A na początku nic nie zapowiadało niepowodzenia - właścicielka wpadła nawet w ramiona Gessler.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że niemal wszystko do czego dotknie się Gessler, zamienia się w złoto. Chodzi oczywiście o restauracje, które przywraca do życia. Tym większym zaskoczeniem jest, gdy kreatorka smaku nie uzna "Rewolucji". Tak właśnie było w przypadku "Sekretów Buska" - lokalu w Busku Zdroju mieszczącym się w hotelu. Właściciele - Agnieszka i Jacek - robili wszystko, by pracownikom żyło się jak najlepiej. Zwłaszcza Agnieszka, która na własnej skórze zaznała trudów pracy w gastronomii, starała się zapewnić jak najlepsze warunki swojej załodze. Dlatego niemal wszyscy mieli u niej umowę o pracę, to jednak pochłaniało olbrzymie koszty. Zresztą od początku nad tym lokalem wisiały czarne chmury.

Dzień przed otwarciem nasz szef restauracji się zapił. Znaleźliśmy go nieprzytomnego. Jeśli chodzi o kradzieże to z tego powodu z dwiema osobami się rozstałam - mówiła Agnieszka.

Właściciele szybko musieli znaleźć nowego szefa kuchni i tak nawiązali współpracę z Marcinem, który miał o sobie wysokie mniemanie.

Jestem znany na ziemi małopolskiej - chwalił się do kamery.

Niestety Gessler nie uległa jego czarowi, a przynajmniej nie przekonały go jego kulinarne umiejętności. Co więcej pierwszy raz od dawna z lokalu wyszła głodna. Flaki wydały jej się mdłe, a sznycla nawet nie tknęła. Na resztę ze dań się nie doczekała, bo kelnerka... zapomniała przekazać zamówienia do kuchni. Oburzona Gessler opuściła więc lokal.

Jak się klienta nie obsługuje to się go nie ma. Zapomniano o moim zamówieniu, inni klienci byli ważniejsi, uważam, że należy szybko uciekać - relacjonowała na gorąco.

Drugiego dnia Gessler znów nie dane było się najeść. Zamówiła tatar, a kucharz podał jej jajko z zarodkiem.

Myślałem, że przejdzie - powiedział bez skruchy do kamery.

Gessler nie kryła zawodu i skrytykowała nie tylko szefa kuchni, ale i właścicieli.

Dlaczego polegacie na Marcinie? Nie macie pojęcia o filozofii prowadzenia restauracji - oceniła.

Zaryzykowała i przeprowadziła rewolucję, choć sama była ciekawa, jaki będzie jej skutek. Zaproponowała, że specjalnością lokalu stanie się przysmak regonu, czyli karp. Od tej chwili w lokalu będzie można zjeść zupę rybną na prawdziwkach, pulpety z karpia i cielęciny i danie, na które ciekła nam ślinka: faworki z karpia. To właśnie ten przysmak zdobył podniebienia przechodniów na promocji. Podobnie zresztą jak i na uroczystej kolacji: dania z ryb cieszyły się olbrzymim uznaniem, a goście nie szczędzili pochwał. Gessler zapałała sympatią do właścicieli, a Agnieszka wpadła jej w ramiona i dziękowała za włożoną pracę.

Magda GesslerX-news/ MICHAL STAWOWIAK

Nic więc nie zapowiadało niepowodzenia.

Właściciele nie mieli pojęcia o kuchni, odwaliłam dobrą robotę, nauczyłam ich chociaż troszeczkę - zachwalała Gessler.

Najwyraźniej jednak nawet i Gessler nie zawsze pomoże, gdy brak umiejętności. Gdy przybyła na "kontrolę" restauracji, czekał ją srogi zawód. W lokalu nie pracował już szef kuchni, Marcin.

On nigdy nie widział swoich błędów, musieliśmy go zmienić - mówił właściciel.

Problem jednak w tym, że nikt go nie zastąpił i teraz odpowiedzialność została zrzucona na wszystkie kucharki. Dania z ryb, które miały być popisowe, zdecydowanie nie zdobyły podniebienia Gessler.

To jest niejadalne, jest bez smaku, jest jak bełt - mówiła - W tej zupie nie czuć prawdziwków, ohydne to jest. Pulpety nie przypominają żadnego mięsa.

Najbardziej dostało się jednak właścicielom.

Wy musicie nie mieć smaku, skoro dopuszczacie takie jedzenie.

Gessler nie miała wyjścia - nie uznała tej "Rewolucji".

Nie mogę tej knajpy polecić, szefa kuchni państwu brakuje - mówiła - W tej restauracji jest niesmacznie, ja jej nie polecam, właściciele mili, ale na kuchni się nie znają, tu nie należy przychodzić - zawyrokowała.

O dziwo, sama właścicielka nie wydała się zrażona tak ostrą krytyką.

Należę do optymistów,takie kopniaki są mi potrzebne - mówiła do kamery.

Może i te "Rewolucje" nie doczekały się uznania Gessler, ale na pewno sala restauracji skorzystała na wyglądzie. Ściany pomalowano na zielono, a wnętrze wygląda teraz na weselsze. Na profilu na Facebooku można oglądać nowy wygląd restauracji.

Czy mimo niepowodzenia "Kuchennych", lokal może liczyć na gości? Świeża ryba, którą Gessler wprowadziła do kart dań, cieszy się powodzeniem, jak czytamy na Gastronauci.pl.

Komentarz z Gastronauci.plScreen z Gastronauci.pl

Vic

Więcej o:
Komentarze (5)
Właścicielka wpadła Gessler w ramiona, a ona nie uznała "Rewolucji": To jest niejadalne, jest jak bełt!
Zaloguj się
  • pan.malowany

    0

    Madziu, belta raz

  • pan.malowany

    0

    Ciekawe slownictwo pani Gessler. W jakim towarzystwie ona musi przebywac i w jakich miejscach sie obracac skoro wspomina o brudnych dywanach obszczanych przez szczury, beltach, gownie itd. I ta kobieta chce nawracac innych?

  • Piotr Ficz

    Oceniono 1 raz -1

    Pani M. powinna wpierw nauczyć się mówić po polsku, a nie "po polskiemu".
    Pani M., wymawia się BOAZERIA. "Bułazeria" to chyba pomieszanie bułki z mizerią, a tego na ścianach raczej byśmy nie chcieli bo dopiero byłyby niezły bełt.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX