Uczestnicy "MasterChef" dawno nie byli tak zestresowani: Pot po d*pie się leje! Gotowali dla...

Uczestnicy kulinarnego show w siódmym odcinku musieli uniknąć skandalu dyplomatycznego. Udało im się?

To już siódmy dzień rywalizacji w programie "MasterChef". Za nami emocjonujący odcinek, w którym uczestnicy gotowali dla wyjątkowych gości. Nakarmić, i to nie byle jak, musieli ambasadorów Grecji, Belgii i Meksyku. Podzieleni zostali na dwie drużyny: niebieską i czerwoną, a przygotować mieli przystawkę, danie główne i deser - wszystkie potrawy miały być tradycyjnymi daniami z krajów ambasadorów. Kucharze amatorzy mieli wiele wątpliwości i byli bardzo zestresowani, ale na szczęście niektórzy z nich mieli ciekawe strategie.

Mamy panie i panów w garniturach za 10 tysięcy... nie, nie dajemy im czegoś, czym się upierdzielą - wyznał jeden z uczestników.

W trakcie gotowania okazało się, że 2 godziny i 40 minut może nie wystarczyć niebieskim do zwycięstwa. Chociaż wszyscy spieszyli się jak mogli, Leszek Wodnicki, wydawał się być nieprzejęty całą sytuacją.

Leszek miał swój świat - stwierdził Daniel Hucik, który był bardzo przejęty cała konkurencją. - A pot po du*ie się leje - oznajmił wykończony i zdenerwowany uczestnik.

MasterChef II Edycja 2013; fot: TVN / Jacek Wrzesi?ki; Daniel Hucik; JACEK WRZESINSKI

W pewnym momencie wolnego tempa niebieskich nie wytrzymał sam Michel Moran. Zdenerwowany juror podbiegł do drużyny.

Teraz poważnie - zaczął z krzykiem. - Będą 16 osób tam i wstyd nie będę miał! - oznajmił stanowczo.

Lider niebieskich, Charles Daigneault, zapewnił szybko jurora, że:

Wstyd nie będzie.

Michel Moran Kapif

Anna Starmach również nie była pewna, czy cały obiad wyjdzie uczestnikom - szczególnie niebieskiemu teamowi.

Ej fuj, ej, każdy talerz jest do poprawy - krzyknęła jurorka. - To jest nieładne - powiedziała, pokazując na faszerowane danie drużyny.

Do ogrodu Muzeum Archeologicznego w Krakowie wreszcie przyjechali ambasadorowie, którzy z niecierpliwością czekali na swoje dania. Każdą z potraw opisywał wyznaczony przez grupę lider - miał on dobrze mówić przynajmniej w jednym obcym języku. Jak się okazało, było tak tylko w teorii.

Ja naprawdę dobrze mówię po angielsku, ale dzisiaj zapomniałem, jak dobrze mówię po angielsku - tłumaczył się Charles Daigneault, lider drużyny niebieskich, którego dobra znajomość języka angielskiego chyba została w kuchni.

MasterChef TVN/X-News

Drużyny i ich potrawy oceniali sami ambasadorowie. Przystawkę najlepiej przyrządziła, według nich, grupa niebieska, a najsmaczniejsze głównie danie ugotowali czerwoni. O wszystkim zdecydować miał deser: baklawa z Grecji niebieskich lub ciastko czekoladowe z Belgii czerwonych. Okazało się, że czekolada czerwonych nie miała sobie równych.

Obalam mit, że gotuję tylko schabowe i kompoty - podsumowała Maria Ożga, która przyrządziła deser.

MasterChef TVN/X-News

Za to twórczyni nieudanej baklawy, Diana Volokhowa, nie mogła ukryć rozczarowania z porażki.

Mogłam polec na mięsie, ale na deserze... - mówiła z łzami w oczach uczestniczka.

O tym kto "oddaje fartucha" i żegna się z programem miał zdecydować suflet. Uczestnicy programu mieli 90 minut na przygotowanie idealnego, co nie jest łatwe, puszystego deseru. Chociaż aspirujący do miana master chef'a kucharze sufletów mogli zrobić tyle, ile dusza zapragnie, bardzo szybko wystawiali swoje desery pod ocenę jury. Pierwszy był Charles, który tą konkurencją wydawał się być bardzo przejęty.

Będę modlić się do piekarnika - oznajmił, po czym zwrócił się do urządzenia i sufletu znajdującego się w jego środku. - Proszę, urósł, już urósł!

Po spróbowaniu deserów i "próbie łyżeczki" - wsadzona w suflet łyżka powinna powoli opadać - jury podjęło decyzję. Najlepszy okazał się bananowy suflet Daniela Hucika, a z programem pożegnał się Jarek Falkowski, który oznajmił, że i tak otworzy własną restaurację.

Jarosław Falkowski, MasterChef X-news

Oglądaliście 7. odcinek programu? Uważacie, że to był słuszny wybór?

majk

Więcej o: