Tu liczą się ONE. Kidman nie ruszała się przez 90 minut, żeby nie pognieść sukni, a Aniston dostała "nagrodę pocieszenia". Po to oglądamy Oscary

Orły, Złote Kaczki, Telekamery, Złote Globy, Emmy... Tak, to wszystko ważne nagrody. Ale nic nie jest w stanie równać się z wielkim (komercyjnym) filmowym świętem, które obejrzymy w nocy z niedzieli na poniedziałek naszego czasu. Magii i urokowi Oscarów uległam lata temu i niezmiennie co roku czekam na tę galę. W tym roku szczególnie.

Od razu zaznaczam - to nie będzie tekst o tym, kto zasługuje na Oscara, jakie filmy i aktorzy w tym roku wyróżnili się najbardziej, dlaczego to "Ida" powinna wygrać itp. To wszystko wiemy, znamy typy bukmacherów i krytyków. I nie ma co ukrywać - Oscary są ważne dla artystów, dla wielu są przepustką do wielkiej kariery. Tylko zastanówmy się, o czym, tak naprawdę, po gali jest najgłośniej. Pomyślmy o Oscarach z 2014 roku. Ellen, pizza i słynne selfie - to niewątpliwie pierwsze skojarzenia, które przychodzą większości z nas do głowy. Oscary 2013 - upadek Jennifer Lawrence (tego nie da się zapomnieć, uwielbiam Jennifer i jej współczułam, ale muszę wkleić gifa).

Nie kombinujmy - towarzyska część imprezy to to, co widzów obchodzi najbardziej. Oscary to wręcz taki "szwedzki stół" - każdy bierze to, co najbardziej mu się podoba, układa własne gwiazdorskie "menu". I każdy znajdzie tam coś dla siebie. Uwierzcie mi, w tym roku ten "stół" zapowiada się wyjątkowo smakowicie.

 

Bo to przecież (show)BIZNES

Kiedy tak "na serio" zaczęłam interesować się amerykańskim show-biznesem, czytać nie tylko popularne portale typu People czy Us Weekly, gdzie właściwie przeczytamy to, co gwiazdy i ich agenci chcą, żebyśmy przeczytali, uświadomiłam sobie, jaki to jest BIZNES. Tam nic nie jest dziełem przypadku. To nie tak, że zagrałeś genialną rolę, zasługujesz na nominację i ją po prostu dostaniesz. Nie, tam prowadzi się KAMPANIE.

Od lat krążą legendy o tym, jak skuteczny, ale i bezwzględny w promowaniu "swoich" aktorów i filmów potrafi być megaproducent Harvey Weinstein. W 2013 roku w sekrecie zatrudnił szefa kampanii Baracka Obamy, by pomógł zwiększyć szanse "Pamiętnika pozytywnego myślenia". Efekt? Oscar dla Jennifer Lawrence. W 2012 roku zorganizował specjalny pokaz "Artysty" dla Akademii, któremu przewodziły wnuczki Chaplina. Opłaciło się - dostał 5 Oscarów, m.in. za najlepszy film, reżyserię i męską rolę pierwszoplanową. W 2011 roku przeszedł samego siebie. W ramach "promowania" "Jak zostać królem", zorganizował wiele branżowych imprez, których gospodarzami i gośćmi były wielkie gwiazdy, m.in. Ridley Scott, Jennifer Lopez, Mick Jagger czy też najbardziej wpływowi ludzie mediów: Arianna Huffington, Rupert Murdoch i Katie Couric. W nagrodę 4 Oscary - najlepszy film, reżyser, aktor pierwszoplanowy i scenariusz oryginalny.

February 24, 2013 - Los Angeles, California, United States: Harvey Weinstein talks with Quentin Tarantino at the Governor's Ball at the 85th Annual Academy Awards at the Dolby Theatre at Hollywood & Highland Center. (Wally Skalij/Los Angeles Times/Polaris)Quentin Tarantino i Harvey Weinstein / LOS ANGELES TIMES / POLARIS/EAST NEWS/Wally Skalij

A to i tak nie wszystkie "sztuczki" w asortymencie producenta. Weinstein oczywiście zaprzecza i twierdzi, że nigdy nie uciekał się do podejrzanych sposobów promowania filmów. Ale ludzie z branży wiedzą swoje i mu raczej nie odpuszczą. Warto jednak dodać, że jest on także bardzo szanowaną osobą w Hollywood. Ale musicie przyznać, że takie "smaczki" sprawiają, że Oscary stają się wielowymiarowe i nie takie oczywiste. Bo za ich kulisami naprawdę toczy się "walka".


Nie ma Oscarów bez Jen. I J.Lo. I Gwyneth

O tym, kto jest nominowany, dowiedzieliśmy się kilka tygodni temu. To byli pierwsi pewni goście gali. W kolejnych tygodniach ogłaszano, kto statuetki będzie wręczał. I, jak dla mnie, w tym roku to ta lista budzi większe show-biznesowe emocje. Zacznijmy od mojej ulubienicy.

Nawiążę do opisanego wyżej tematu kampanii - w tym roku jej mistrzynią była właśnie Jennifer Aniston. Szkoda tylko, że nie osiągnęła tego, co zamierzała, a jej dobra passa skończyła się wraz z ogłoszeniem nominacji do Oscarów. Tak, Rachel z "Przyjaciół" wynajęła profesjonalną pomoc do kampanii oscarowych. Tę samą, która jest odpowiedzialna za wielki sukces "Artysty" i "Jak zostać królem". Ale niestety, choć w ciągu właściwie dwóch miesięcy robiła wszystko, żeby się pokazać i żeby Akademia zobaczyła w niej poważną aktorkę, nie udało się. Choć było blisko. Zwłaszcza, że do roli w "Cake" przytyła i dała się oszpecić. No nic, następnym razem. Choć, jak dla mnie, ta nominacja powinna być jej - zamiast tej, którą przyznano Reese Witherspoon. Ale ja nie jestem obiektywna :)

Justin Theroux i Jennifer Aniston na Oscarach w 2013 rokuJustin Theroux i Jennifer Aniston na Oscarach w 2013 roku / Andrew Evans / PR Photos

Ale skupmy się na tym, co najważniejsze - moja Jennifer i tak będzie na Oscarach. W ramach "nagrody pocieszenia" zaproponowano jej wręczanie jednej z nagród. A co ona biedna miała zrobić? Unieść się dumą, odmówić i tym samym narazić się wszechmocnej Akademii? Oj nie, aż tak odważny nie jest chyba nikt.

Gdyby odmówiła, wyglądała by w ich oczach jak dupek i, prawdopodobnie, zablokowaliby znowu ewentualne nominacje - gdyby w przyszłości miała na nie szanse. Widzicie, jak Akademia potrafi manipulować? - komentuje blogerka LaineyGossip.com.

Niestety, nie można mieć wszystkiego. Nie powtórzy się więc w tym roku jedna z moich ulubionych sytuacji EVER, kiedy to na Oscarach w 2009 roku obecna była Jennifer, Angelina i Brad. O takich momentach mówi się latami.

A że od zawsze i na zawsze jestem w Team Aniston, to przy każdej możliwej okazji muszę wrzucić to zdjęcie. Dla takich fanów jak ja ;)

Brad Pitt, Jennifer AnistonBrad Pitt i Jennifer Aniston / East News

Wróćmy do obecności na gali. Nie wierzmy w zapewnienia gwiazd, typu: mam do tego dystans/to dla mnie wielki i niespodziewany zaszczyt/w ogóle nie przypuszczałam/jest tylu lepszych aktorów. Bla, bla, bla. NIE. One tego dystansu nie mają, a otrzymanie nominacji to dla niektórych sprawa życia i śmierci i zrobią wszystko, aby ją zdobyć. Nie zawsze chodzi o nominację. Bo samo zaproszenie na Oscary w roli wręczającego nagrodę to już jest COŚ. Zwłaszcza, że można sprawić, że to o tobie, a nie o zdobywcach Oscara będzie się mówiło na długo po zakończeniu gali.

I tu gładko przejdźmy do Paltrow. Ach, moja Gwyneth. Jedna z najbardziej zarozumiałych, wyniosłych i ambitnych gwiazd Hollywood. I za to ją kocham (choć większość ludzi ją nienawidzi). Ona nawet nie udaje, że jest inna. Chociażby to, jak uwielbia, tak "przy okazji", wspominać z kim to ona się nie przyjaźni i jakich to nie ma słynnych znajomych. I tak właściwie z każdego wywiadu dowiecie się, że jest najlepszą przyjaciółką Beyonce, Jaya Z, Roberta Downeya Jra i Cameron Diaz. No i od razu zadzwoniła do Bey i Jaya po incydencie w windzie. Pamiętajcie, ona kumpluje się z najlepszymi, nie miejcie wątpliwości. Urocze, prawda? Ale nawet hejterzy nie mogą odmówić jej jednego - jest ikoną mody. Tylko spójrzcie.

nGwyneth Paltrow at the 84th Annual Academy Awards - The Oscars 2012 - held at the Hollywood & Highland Centre.Bulls

W 2012 roku nie było lepiej ubranej gwiazdy na gali. Tylko Gwyneth i długo, długo nic. Kreacja nawet "doczekała się" niezbyt atrakcyjnej kopii - Agnieszka Jastrzębska miała na sobie bardzo podobną na tegorocznym Balu Dobroczynności (suknię "zaprojektowała" Viola Piekut).

Nie mogę się doczekać, co Gwyneth założy tym razem. Tylko błagam, zmień makijażystę. Bo w piątek nie było dobrze.

Przejdźmy do kolejnej ikony stylu, która w tym roku także jest jedną z wręczających. Nicole Kidman. Suknia na Oscary to nie żarty i ona wie to najlepiej. W 1997 roku wymarzyła sobie kreację od Johna Galliano dla Diora. I zrobiła wszystko, by ją zdobyć. Nie było mowy, żeby założyła inną suknię.

Cała historia jest opisana w książce "Made for each other", która opowiada o modzie oscarowej. Kiedy Nicole zdobyła suknię i ją założyła, była tak zdyscyplinowana i wytrzymała, że siedziała nieruchomo w limuzynie przez 90 minut, żeby jej nie wygnieść. Żeby tylko osiągnąć perfekcję, gdy w końcu zostanie sfotografowana. Rezultat? Jedna z najlepszych oscarowych kreacji wszech czasów. Ta suknia praktycznie zrobiła z niej gwiazdę - pisze blogerka LaineyGossip.com.

Nicole Kidman i Tom Cruise na Oscarach w 1997 rokuNicole Kidman i Tom Cruise na Oscarach w 1997 roku / Barry King/Liaison/Getty Images

Wręczać będzie też moja kolejna ulubienica. Do Jennifer Lopez mam słabość od lat. Wystarczy, że zacznie pozować, a mogę na nią patrzeć bez końca. Tak, wiem, nie jest jakąś wybitną artystką. Myślicie, że Akademia zaprasza ją tak często, dlatego, że J.Lo należy do grona najlepszych aktorek na świecie? Nie, ona po prostu przyciąga widownię. Bo wie, jak zwrócić na siebie uwagę. Nie zawsze ma na sobie udaną kreację. Ale nie ma opcji, żeby o J.Lo się nie mówiło.

Jennifer Lopez na Oscarach w 2001 i 2002 rokuJennifer Lopez na Oscarach w 2001 i 2002 roku / Bulls

Jennifer Lopez na Oscarach w 2006, 2007, 2010 i 2012 rokuJennifer Lopez na Oscarach w 2006, 2007, 2010 i 2012 roku / Bulls

I nie zapomnijmy o złotych latach "Bennifer":

Jennifer Lopez i Ben AffleckBen Affleck i Jennifer Lopez w 2003 roku / EAST NEWS/RICHARD YOUNG

 

"Hunger games"

A jak już wiesz, że pójdziesz na Oscary, to co robisz? Bo gwiazdy, w większości, zaczynają ćwiczyć i odchudzać się jak szalone. I tak w Hollywood zaczynają się "Igrzyska śmierci" - ale lepiej pasuje tu oryginalny tytuł: "Hunger games". Genialnie wykorzystała go Tina Fey na Złotych Globach:

Tina Fey i Amy PoehlerScreen z NBC

 

Wszyscy się kochamy i wcale nie rywalizujemy

A teraz czas na porcję zdjęć z serii: oglądam je X razy. To te moje ulubione - gwiazdy ze sobą rozmawiają, witają się, przytulają, żartują. Oscary to też przecież jedna wielka impreza, na którą zaproszeni są ci najlepsi. Aktorki więc sobie plotkują i chwalą swoje kreacje. Na te kilka godzin całe Hollywood jest jak jedna wielka (ale dysfunkcyjna) rodzina. Tak, wiem, niektórzy się przyjaźnią naprawdę. Ale nie wszyscy. Spokojnie, w poniedziałek wszystko wraca do normy, zaczynają się ploteczki, animozje i walka o te same role.

Sandra Bullock i Meryl StreepSandra Bullock i Meryl Streep / CHRIS PIZZELLO/AP

Sandra Bullock i George ClooneySandra Bullock i George Clooney / MARK J. TERRILL/AP

Brad Pitt i Angelina JolieBrad Pitt i Angelina Jolie / MARK J. TERRILL/AP

Adele, from left, Justin Theroux and Jennifer Aniston arrive at the Oscars at the Dolby Theatre on Sunday Feb. 24, 2013, in Los Angeles. (Photo by Matt Sayles/Invision/AP)MATT SAYLES/INVISION/AP/Matt Sayles

 

Żeby nie było tak kolorowo

No to teraz może o tym, na co nie czekam. A w czołówce tzw. "mani cam" - chyba najgłupszy czerwonodywanowy wynalazek. Serio? Kamera do pokazywania manikiuru? Na to może być tylko jedna reakcja. Taka jak u znanej z serialu "Mad Men" Elisabeth Moss ;)

Ach, zdaje się, że jest jeszcze kamera do pokazywania torebek, zbliżeń na kreację, pokazuje się też obrót 360 stopni gwiazdy w sukni. No dobra, czasami to obejrzę. Co nie znaczy, że uważam, że to potrzebne :)

Skoro już narzekam, to może teraz o liście prezentujących nagrody. Chociaż cieszy mnie tam obecność wielu osób, to brakuje mi niesamowicie Julii Roberts. Bez jej śmiechu i egocentryzmu żadna gala nie jest kompletna :) Tak, Julia, podobnie jak Gwyneth, zawsze musi skupić uwagę na sobie. Co z tego, że tylko wręcza nagrodę, a nie ją otrzymuje. Big mistake.

Żałuję też bardzo, że nie będzie Roberta Downeya Jra. On z wręczania nagród robi po prostu genialne show. Fragment z 2010 roku, gdy wręczał nagrodę w parze z Tiną Fey, oglądałam już wiele razy i ciągle do niego wracam.

Ale to tylko takie małe minusy. Bo teraz czas przygotować się do mojego ulubionego targowiska próżności, uzupełnić zapasy kawy i kanapek ;) Odliczam więc godziny do oscarowej gali. A TU przeczytacie więcej o tym, dlaczego tak uwielbiam Oscary.

Na Gazeta.pl możecie śledzić relację na żywo, na Plotek.pl już w nocy będziemy publikować zdjęcia z czerwonego dywanu i wszystko, co będzie się działo na gali. Zapraszamy!

Magdalena Terepka