"Love Island" to kolejny telewizyjny odmóżdżacz? Tak, ale uwaga, wciąga. Obejrzałam kilka odcinków i chyba wiem, na czym polega fenomen

"Love Island. Wyspa miłości" to nowy format w Polsce. W Wielkiej Brytanii program doczekał się siedmiu edycji i grona oddanych fanów. Czy warto włączyć Polsat i zobaczyć, o co właściwie w tym wszystkim chodzi? Warto, ale nie jeżeli oczekujecie rozmów na poziomie. Szukacie dobrego odmóżdżacza? Trafiliście świetnie.

Telewizje wciąż prześcigają się w nowych pomysłach na przyciągnięcie widzów. Grupa atrakcyjnych ludzi zamknięta w willi na hiszpańskiej wyspie, do tego basen, ciepły klimat i presja szybkiego "sparowania", by nie odpaść z programu brzmi jak przepis prosty, ale mało odkrywczy. Ale po co szukać czegoś nowego, skoro u Brytyjczyków ten pomysł okazał się kurą znoszącą złote jajka? 

Osiłki i Barbie na Ibizie

Może się wydawać, że w telewizji widzieliśmy już wszystko. Były już śluby od pierwszego wejrzenia, było randkowanie w bieliźnie, o podglądaniu kamerami przez 24 h na dobę nie warto nawet wspominać. Co jest więc niezwykłego w "Love Island"? No właśnie nic. Idea jest bardzo prosta. W programie zaczyna 10 osób - pięć kobiet i pięciu mężczyzn. Są zamknięci bez dostępu do internetu czy telefonów (mogą jedynie robić sobie nimi zdjęcia) w ekskluzywnej willi na Ibizie. Muszą dobrać się w pary, a o to, żeby nie były one zbyt trwałe dbają nowi uczestnicy, którzy w czasie trwania show dochodzą do programu. Co tydzień, na zmianę panie lub panowie wybierają dla siebie partnerów. Mogą wybrać "starych", mogą też zupełnie nowych. Kto nie ma pary, odpada z programu.

Tu trzeba dodać, że tym, co wyróżnia uczestników "Wyspy Miłości", jest atrakcyjność. Nie są to może osoby przesadnie interesujące, w zdecydowanej większości nie mają intelektu jak brzytwa, ale wszyscy są piękni jak z obrazka. Albo raczej jak z Instagrama, bo atrakcyjność w tym przypadku równa się wysportowane, opalone ciało, a u pań dodatkowo przedłużone włosy i delikatnie powiększone usteczka. Nie znajdziemy tu doktorów socjologii, za to zobaczymy miss, makijażystkę gwiazd, trenera tenisa czy zawodnika MMA. Na Ibizie jest ciepło (pytanie, co potem - w październiku noce na Balearach nie są już tak gorące), więc w dzień uczestnicy chodzą w strojach kąpielowych, a wieczorami odstawiają się jak na Sunrise Festival. Jest na co popatrzeć.

Love IslandLove Island Love Island/Polsat

Ale gdyby oglądanie gorących ludzi w strojach kąpielowych lub disco-wieczorowych było ciekawe, konkursy piękności nie odchodziłyby do lamusa. W programie liczą się DRAMY. Te, jak każdy fan telewizyjnej rozrywki wie, są podstawą udanego programu typu reality show. Na szczęście producenci nie zawalili castingu i "wyspiarze" mają dość ciekawe osobowości, a każdy z nich jest inny, więc można prowadzić długie dyskusje o tym, kogo się lubi, a kogo nie.

Program, który reklamuje się nagością

Billboardy "Love Island" nie należały do subtelnych. Roznegliżowane ciała w centrum miasta przyciągały wzrok, ale też mogły sugerować uprzedmiotowienie uczestników i to, że będą pokazywani po prostu jako piękne, flirtujące ze sobą ciała. Nie jest to program dla tych, którzy oczekują, że telewizja wspomoże ruch LGBT, feminizm czy inne prospołeczne działania. Ale czy uczestnicy to po prostu piękne, półnagie manekiny? To już zależy tylko od nich, ale by wygrać trzeba się nie tylko podobać płci przeciwnej, ale też wzbudzić sympatię widzów. Ta, sądząc po komentarzach, jest zmienna, ale internauci zdecydowanie wolą tych, którzy potrafią budować zdania złożone.

Love Island, billboard w WarszawieLove Island, billboard w Warszawie Gazeta.pl

Dlaczego ludzi tak kręci oglądanie, jak grupa osób szuka miłości? Emilia Klima, z wykształcenia socjolog, a prywatnie wieloletnia fanka show (wcześniej edycji brytyjskiej, teraz polskiej), twierdzi, że chodzi o szczerość emocji, które oglądamy na ekranie:

Fenomen formatu wynika z tego, że uczestnicy mierzą się z bliskimi widzom emocjami: zauroczenie, zawód miłosny, zazdrość, strach przed okazaniem uczuć, niepewność w związku, czy nawet zdrada. Biorąc poprawkę na to, że to nadal jest program telewizyjny, jest w tych sytuacjach sporo autentyczności, której brakuje chociażby formatom takim, jak "Big Brother", gdzie uczestnicy skupieni są głównie na sobie i kreowaniu swojego wizerunku. Widzowie, przez swoje własne doświadczenia, mogą łatwo utożsamić się z uczestnikami, kibicować tym, którym się nie wiedzie, ganić za zachowanie nie fair wobec partnera.

Oczywiście internauci przypisują już niektórym uczestnikom nieczyste intencje czy strategie. Ale czy można udawać przez wiele tygodni, kiedy kamera śledzi każdy twój krok? To dość trudne, choć nie zapominajmy, że w programie gra nie toczy się jedynie o miłość. W finale z dwóch par to widzowie wybierają tę, która wygrywa.

W programie stawka jest wysoka, grasz nie tylko o pozostanie na wyspie i szansę na 50 tysięcy, odpadniecie często wiąże się z publicznym upokorzeniem czy zwyczajnie odrzuceniem - zauważa Emilia.

Ciekawą sytuacją było tu odpadnięcie z programu Dominika. Chłopak musiał odejść po tym, gdy nagle okazało się, że przegrani w głosowaniu widzów na ulubioną parę, czyli ci, którzy otrzymali najmniej głosów, odpadają. Dominik wcześniej nie ukrywał, że ma złamane serce, bo Oliwia, do której zaczynał coś czuć, zmieniła obiekt westchnień, a relacja z nowym partnerem okazała się bardzo "namiętna". Najpierw internauci wyśmiewali chłopaka, bo okazało się, że w przeszłości grał w filmie porno. Po tym jak Oliwia bezceremonialnie go zostawiła, a kilka dni później oskarżyła o "sexual harrasment" (pisownia oryginalna, po polsku: molestowanie seksualne), rozpowiadając, że weszła do łazienki i przyłapała go na masturbacji (Dominik zaprzeczał, by taka sytuacja miała miejsce), widzowie stanęli za nim murem. Kiedy odpadł, na profilu "Love Island" pojawiły się setki komentarzy, by przywrócić go do programu. I choć w show był krótko, sympatia internautów to na pewno miła nagroda. Zwłaszcza, że mężczyzna ze łzami w oczach mówił, że naprawdę zależy mu na znalezieniu miłości.

Dominik powinien zostać! Fajny koleś, taki normalny, nie jak cała reszta tych pozerów, aby włoski były ułożone, aby ząbki błyszczały I bicek był spompowany. Jako jedyny nie grał w tym programie. I był po prostu sobą... - pisali internauci na Instagramie programu.

Z ziemi brytyjskiej do Polski

W Wielkiej Brytanii na początku na wyspie (Brytyjczycy postawili na Majorkę) znajdowali się celebryci. Dopiero później, w odświeżonej po przerwie wersji zdecydowano się na udział "zwykłych ludzi". Dobrze, że Polsat również postawił na nieznane osoby, przed kamerą są autentyczniejsi, widać, że nie potrafią się "profesjonalnie kontrolować" jak gwiazdy. Jednak w polskiej wersji show jest kilka osób, które na co dzień mieszkają w Wielkiej Brytanii. Wśród nich jest właśnie wspomniana już Oliwia, która według widzów dzięki oglądaniu programu zdążyła przygotować sobie strategię na wygraną. Czyli po prostu słodką miłość i buziaczki z przypadkowym zdaniem internautów (i wielu uczestników) chłopakiem.

Love IslandLove Island screen Instagram/loveislandwyspamilosci

Za sukcesem brytyjskiego formatu stoi również dynamiczny montaż i lektor, z zawodu komik, który swoimi komentarzami do relacji uczestników, pomaga "opowiedzieć" historie miłosne kreujące się na oczach widzów - zauważa Klima. - W polskiej wersji tego brakuje, jest trochę chaosu i nie do końca wiadomo, dlaczego uczestniczka, która jednego dnia jest blisko z jednym uczestnikiem, drugiego daje się masować innemu.

To prawda, na ekranie w ciągu godziny nie możemy zobaczyć wszystkiego i niektóre sytuacje są dla widzów nie do końca zrozumiałe. Nie mamy też wglądu w to, co dzieje się w "sypialni". Uczestnicy show śpią wszyscy razem, w jednym pomieszczeniu. Jeśli ktoś ma ochotę na nieco intymności, może poprosić o specjalną sypialnię. Do tej pory skorzystały z niej dwie pary. W programie wykorzystane zostały fragmenty "gry wstępnej", ale nie pokazano niczego, co byłoby tylko dla dorosłych.

Jeśli liczycie, że w "Love Island" zobaczycie seks, rozmowy o irańskim kinie czy giełdzie, nawet tego nie włączajcie. Owszem, jest to rozrywka dla mas, co wcale nie oznacza, że musi być słaba. Przeciwnie, jeśli nie boicie się, że wciągną Was perypetie Moniki i Damiana czy analizowanie strategii Oliwii, a o godz. 22 w dni powszednie chcecie po prostu "wyłączyć mózg", włączajcie "Wyspę Miłości" śmiało. Pamiętajcie, uprzedzałam, że to uzależnia.

Niektórzy miłości szukają w telewizji, innych dopada na planie filmowym. Te gwiazdy zakochały się w sobie w czasie kręcenia filmów:

Justyna Michalska

Więcej o:
Komentarze (65)
"Love Island" to kolejny telewizyjny odmóżdżacz? Tak, ale uwaga, wciąga. Obejrzałam kilka odcinków i chyba wiem, na czym polega fenomen
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Oplk

    Oceniono 54 razy 54

    Rozumiem że redakcja dobrze zarobiła na puszczeniu tego pseudo pochwalnego artykułu. A wzmianka o autentyczności uczestników rozbawiła mnie do łez.

  • Gość: Izka

    Oceniono 46 razy 44

    Wolę ojca Browna czy Hiacyntę z Powolniakiem po raz setny, żeby się odmóżdżyć, niż takie żenujące guano. Sama mam w domu kilkoro młodych ludzi i jakoś żadnego nie skusił ten fascynujący serial. Także nie wiem, kto chciałby to oglądać a jednak widownia jest.

  • Gość: kort

    Oceniono 34 razy 32

    Patostreaming i tyle w temacie. Dorabianie ideologii...To nie odmóżdza, tylko spacza.

  • Gość: gość

    Oceniono 27 razy 23

    ten program to dno moralne, towarzystwo lekkich obyczajów.

  • bazantzloty

    Oceniono 20 razy 20

    Wcale nie wciąga. Dno..

  • Gość: n

    Oceniono 15 razy 15

    Takie samo ku..stwo jak "warsaw shore" na MTV.

  • Gość: Wierny TVNowi

    Oceniono 15 razy 13

    Oglądałem. Na pornhub są jednak lepsze treści. Przynajmniej coś się dzieje.

  • andrzej.duxa

    Oceniono 12 razy 12

    analiza i argumentacja autorki - żenujace

  • Gość: Wacek Zawadzki

    Oceniono 12 razy 12

    Pamiętam, jak przy okazji emisji Warsaw Shore gazeta.pI zamieściła wywiad z prof. Godzicem, który chwalił się, że ogląda wszystkie odcinki i jest fanem któregoś z męskich uczestników.

    Czy Big Brother i Wyspa Miłości mają taki wąski budżet ar marketingowy ,że nie mogą zakupić wsparcia żadnego uznanego konstytucjonalisty, psychiatry lub kulturoznawcy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX