Tylko u nas! Marina (znowu) wraca do studia. "To jej ostatnia szansa". Grabari: Pokochała się w roli ofiary, ale nauczyła na błędach

Kiedy z hukiem debiutowała blisko dziesięć lat temu, Edyta Górniak niemal namaściła ją na swoją następczynię. Dziś, podobnie jak nad jej idolką, nad Mariną Łuczenko-Szczęsną wisi klątwa niespełnionej kariery i zmarnowania ogromnego talentu. Wszystko wskazuje jednak na to, że zadziorna gwiazda nie godzi się na wyrok internetowych specjalistów od wszystkiego i zamierza podjąć jeszcze jedną próbę podbicia polskiego show-biznesu. Czy tym razem udaną? Wszystko wskazuje na to, że tak.

Marina od początku kariery ma wszystko, żeby ją pokochać lub znienawidzić i to z dokładnie tych samych powodów. Śliczna, utalentowana i pyskata, z pewną dozą nonszalancji lub - jak powiedzieliby niektórzy - arogancji. Jeśli komuś natura daje to wszystko na talerzu, to generowanie negatywnych emocji jest niejako wyrównaniem za tę niespotykaną szczodrość. Można je ignorować albo dokładać do pieca. Bóg jeden wie, że na przestrzeni ostatniej dekady Marina do tego pieca lubiła dołożyć, często na oślep. Nie zdając być może sobie sprawy ze swojego uprzywilejowania, wokalistka pokochała się najbardziej w roli ofiary. No bo przecież jak można nie lubić tego siódmego cudu świata, nie sypać z rozpędu lajkami pod kolejnym zdjęciem ociekającym bogactwem, nie wzruszać się wrażliwością rodem z Moliera 2 i nie cieszyć się po prostu, że ta bogini zstąpiła do nas plebejuszy raczyć nas swoim jestestwem? Oczywiście, że z zazdrości.

To ten wytrych, którym celebryci tłumaczą sobie wszystkie niepowodzenia. Bo ludzie zazdroszczą: urody, pieniędzy, sukcesu. Też by tak chcieli, ale nie mają, a to przecież najważniejsze na świecie rzeczy. I pewnie ta litania Matki Boskiej Louboutinskiej Bolesnej trwałaby w najlepsze, a Marina jeszcze długo okupowałaby rankingi najbardziej nielubianych polskich gwiazd, gdyby nie rzecz prozaiczna i aż kiczowata w swojej przewidywalności czyli... macierzyństwo. Nagle okazuje się, że jednak jest coś ważniejszego niż czerwona podeszwa i na naszych oczach staje się cud. Patrzymy na Marinę i przez pryzmat naszych telefonów widzimy w końcu człowieka. Kobietę.

Marina Łuczenko-SzczęsnaMarina Łuczenko-Szczęsna Instagram

Marina (znowu) wraca. Tym razem wie, po co

Okej, tylko co ta odmieniona Marina może polskiemu show-biznesowi zaproponować? I czy w ogóle chce? Bo przecież wiemy, że "nie musi". Wydana dwa lata temu płyta "On My Way" była projektem autoerotycznym - choć naprawdę niezła - miała chyba w zamierzeniu sprawić przyjemność przede wszystkim samej Marinie. Płyta, porzucona przez artystkę szybko po premierze, odeszła w zapomnienie, a zamiast wielkiego powrotu, dostaliśmy wystrzelenie racy ratunkowej z napisem "hej, jestem wokalistką, pamiętacie?". I kiedy już wydawało się, że tylko wspomnieniami w tym kontekście żyć będziemy, bum - wokalistka szykuje kolejny comeback, krytycznie podchodząc do wcześniej popełnianych błędów.

Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że Marina po raz kolejny usiadła do rozmów z profesjonalną wytwórnią i to jedną z największych w kraju, gdzie swoje schronienie znajdują tylko pieczołowicie wybrane rodzime talenty. Co więcej, w nowych utworach ma w końcu przemówić do nas po polsku, rozumiejąc chyba, że polskie radio wybaczy pozowanie na amerykańską gwiazdę jedynie Margaret - faktycznie robiącej karierę zagranicą. Rozmawia, współpracuje, eksperymentuje z producentami i jest otwarta na zmiany - tak przynajmniej twierdzą ci, którym przyszło z nią pracować nad tym nowym rozdziałem. A to już pierwszy krok do stworzenia hitu, którego tak bardzo potrzebuje.

- Marina to fajna i utalentowana dziewczyna, ale nie oszukujmy się - branża muzyczna jest brutalna i za chwilę dla wokalistki po 30-ce może już nie być tutaj miejsca. To co zrobi jako następne, to jej ostatnia szansa na wielki powrót. Jeśli jej nie wykorzysta, może być ciężko - mówi mi znajomy pracujący dla dużej firmy fonograficznej, z uwagi na bezwzględność w wyrażaniu swojej opinii, chcący zachować anonimowość.

Trudno się z nim nie zgodzić, bo żyjemy w czasach wręcz nadprodukcji celebrytów, wokalistek, influencerów. Nie trzeba już wiele umieć, wystarczy tylko dobrze się sprzedać w sieci, a sukces czeka tuż za rogiem, bo nastoletnia publiczność nie stawia wysokich wymagań. Podwaliny pod reaktywację kariery Mariny na razie mają się dobrze - każde publiczne wyjście młodej mamy zbiera żniwa w postaci przychylnych artykułów i komentarzy, serial "39 i pół tygodnia", w którym ją zobaczymy, zaliczył solidny start w ramówce TVN, a internauci zdają się być gotowi na danie jej kolejnej szansy.

Tak duży kredyt zaufania każe przekazać samej zainteresowanej tylko jedną, bardzo krótką wiadomość: Marina, nie spieprz tego.

Marina to piosenkarka, ale też żona świetnego piłkarza. Przez lata nie zmieniła się prawie wcale, ale pamiętacie, jak wyglądały kiedyś inne WAGs?

Piotr Grabarczyk

Więcej o:
Komentarze (16)
Tylko u nas! Marina (znowu) wraca do studia. "To jej ostatnia szansa". Grabari: Pokochała się w roli ofiary, ale nauczyła na błędach
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: 43r 3212

    Oceniono 17 razy 13

    nigdy ubrana, zawsze przebrana

  • Gość: gosc

    Oceniono 17 razy 11

    Nowa agencja PR-owa promuje Marynkę takim tekstem. Myślicie, że zadziała? Nie sądzę.
    A co do życia, 'talentu', 'boskości' itd to niech każdy żyje jak chce, jesli nie wie co go interesuje ani jak ma zycie przeżyc na sile wchodzi wszystkim do lodówek, dopomina się uwagi żeby zyskac potwierdzenie swojej cudowności. I co z tego? Nic, na koniec jest trupem, ale takim,ktory nie wiedzil po co zyl

  • Gość: Rita

    Oceniono 18 razy 10

    Sratatata o Marinie.Nie śpiewa, nie tańczy, nie robi nic tylko pokazuje się z najlepszej strony, a to focia tam A to focia tu.A to tu się pokaże bo mam ładną kiecke.Tylko czemu ta kukiełka nic nie mówi?!

  • Gość: Zuza

    Oceniono 18 razy 8

    Nie dałam rady przez to przebrnąć, artykuł powinien być znacznie skrócony.

  • Gość: Rafał

    Oceniono 13 razy 7

    Kukiełka .

  • scierplaminoga

    Oceniono 6 razy 4

    mając znaną twarz, pieniędzy jak lodu, dostęp do europejskich studiów nagrań i producentów chociażby z UK, umiejąc jako tako nawet śpiewać po kiego wafla chodzić do wytwórni, która jedyne co może to naciągnąć na kasę. Samemu nagrać płytę zrobić klipy po kilkadziesiąt tyś zł i wydać.

  • andrzej.duxa

    Oceniono 1 raz 1

    dno

  • Gość: G

    Oceniono 5 razy -3

    Ostania szansa? Bie sadze. Ona moze wszystko ale nie musi nic

  • dodosdontquack

    Oceniono 12 razy -4

    "za chwilę dla wokalistki po 30-ce może już nie być tutaj miejsca"?! to czego ku... ja, facet grubo po trzydziestce, mam sluchac? jakiej rapujacej gimbazy (bez urazy, ale to nie moj przedzial wiekowy)? Marina jest swietna i powinna sama decydowac o swoim stylu i muzyce. Nie nazwalbym jej kariery i zycia porazka, ale jesli ktos jej zaszkodzil, to zli doradcy, ktorzy probowali ja zmieniac.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX