Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę. Dziennikarka póki co nie może jeszcze się z nią spotkać

Martyna Wojciechowska ma jedną biologiczną córkę i trzy adoptowane. Tanzanki zmagają się z albinizmem.

Martyna Wojciechowska już od dziesięciu lat realizuje autorski cykl programów podróżniczych "Kobieta na krańcu świata". W 2014 roku, podczas kręcenia odcinka o polowaniu na albinosów w Tanzanii, dziennikarka poznała okaleczoną przez sąsiadów Kabulę. Między Wojciechowską a dziewczyną narodziła się wyjątkowa więź, dlatego też dziennikarka postanowiła ją zaadaptować.

Martyna Wojciechowska z kolejnym dzieckiem

Adopcja Kabuli była jednak dopiero początkiem powiększania rodziny Martyny Wojciechowskiej. Rok temu gwiazda TVN-u poinformowała, że na prośbę dziewczyny zaadoptowała też jej przyjaciółkę - Tatu.

Często ludzie na ulicy mówią, że wyglądamy jak bliźniaczki. Wszystko robimy razem. Możemy mieć nawet jedno mydło do mycia i będziemy się nim dzielić - wyznała w "Dzień Dobry TVN" Kabula.

Tatu, podobnie jak Kabula, zmaga się z albinizmem, co w Tanzanii jest porównywalne do wyroku śmierci. Tamtejsza ludność wierzy, że z części ciał albinosów można stworzyć amulety. Teraz do rodziny Wojciechowskiej dołączyła kolejna adoptowana córka.

Mogę też już ujawnić, że dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem Misji Afrykańskich i dzięki ich wsparciu finansowemu zaopiekowaliśmy się wspólnie kolejną dziewczynką, która dołączyła do Kabuli i do Tatu - zdradziła gwiazda w rozmowie w "Vivą".

Pomoc albinosom Tanzanii 

Podróżniczka wie, że sama nie jest w stanie pomóc wszystkim albinosom z Tanzanii, dlatego też wspiera budowę wyjątkowego schronienia, które będzie mogło pomieścić nawet kilkadziesiąt osób. Jak wyjawiła, prace już trwają, a niebawem zostaną wylane fundamenty. Dom dla osób dotkniętych albinizmem ma też być miejscem pracy dla Kabuli. Dziewczyna marzy o tym, żeby w przyszłości zostać prawnikiem i bronić słabszych.

Wojciechowska chciałaby odwiedzić w tym roku swoje adoptowane córki w Afryce, ale nie jest to takie proste. Rząd Tanzanii nie był zachwycony programami dziennikarki o polowaniu na albinosów. Z tego też powodu gwiazda nie otrzymała ostatnio wizy. Zapowiedziała już, że zamierza ubiegać się pozwolenie na podróż raz jeszcze.

Trzymamy kciuki, żeby się udało.

Więcej o:
Komentarze (79)
Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę! Póki co nie może jej jednak odwiedzić. Rząd Tanzanii odmówił dziennikarce wizy
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • wagadudu

    Oceniono 35 razy 13

    Nie róbcie ludziom wody z mózgu. To nie jest żadna adopcja, w normalnym rozumieniu tego słowa znaczeniu. Po prostu ta pani przekazuje co miesiąc określoną sumę pieniędzy na pomoc danemu dziecku tzw. adopcja duchowa. Owszem, to piękny gest, ale ma z adopcją, tak jak jest powszechnie rozumiana, tyle wspólnego co piłka nożna z piłką do metalu.

  • bling.bling

    Oceniono 17 razy 9

    To nie jest adopcja dziecka. Opieka nad dzieckiem nie jest powierzona przybranemu opiekunowi. To jest sponsoring kosztów wychowania i opieki. Te osoby nie są jej dziećmi (córkami), również w sensie potocznym.

  • gelbigel

    Oceniono 15 razy 9

    biedne dziecko

  • Gość: Ad

    Oceniono 34 razy 8

    Wspaniała kobieta. Nie kupuje drogich ubrań i butów jak nasze gwiazdeczki tylko zmienia świat na lepsze.

  • fuszi

    Oceniono 16 razy 6

    O Boże... A ja już sobie wyobrażałem, że te dziewczynki naprawdę przyjechały do Polski, żyja pod jednym dachem z Pania Martyna i jej biologiczna córka, chodza do polskiej szkoły, maja prawo dziedziczenia I tak dalej. Tymczasem Pani Martyna je po prostu wspomaga finansowo, Gest naprawdę piękny I szlachetny, sam adoptowałem na podobnych zasadach pszczołę, ale błagam: nazywajmy rzeczy po imieniu.

  • pomysłowy Dobromir

    Oceniono 7 razy 5

    Nie podawajcie takich danych chyba że na zamówienie, chociaż z jednej strony nawet nie z zazdrości Rozenek adoptuje cztery na raz a Radziu opłaci informacje we wszystkich gazetach RP

  • Gość: astrofizyk

    Oceniono 25 razy 5

    Może by tak pani Wojciechowska wyjaśniła na czym polega taka "adopcja". Jak wynika z artykułu, to te jej "córki" dalej zamieszkują w Tanzanii i nie wiadomo kto się nimi opiekuje, bo przecież nie Wojciechowska, mieszkająca w Polsce. Ciekawe jest też, kto udzielił zgody na adopcję i czy ona ma jakieś konsekwencje prawne w Polsce i Tanzanii. Kiedyś ogrody zoologiczne proponowały "adopcję" zwierząt w nich trzymanych. Zwierzę dalej pozostawało w zoo, tylko kartka na wybiegu informowała kto je "zaadoptował". Żeby się nie okazało, że adopcje pani Wojciechowskiej to podobna forma lansy.jak ta w zoo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX