Isabel wysłała Marcinkiewiczowi list pożegnalny. Pisze też o seksie i byłej żonie. Najmocniejsze fragmenty autobiografii

Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz napisała książkę, w której opisuje początki i rozpad małżeństwa z byłym premierem Polski. Nie zabrakło w niej szczegółów dotyczących ich życia intymnego. Wybraliśmy najlepsze fragmenty.

Wydana samodzielnie w formie e-booka książka "Zmiana" liczy sobie ponad 160 stron, z czego większość poświęcona jest związkowi z Kazimierzem Marcinkiewiczem. Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz wyjaśnia, że jej napisanie było dla niej formą terapii, chciała też w ten sposób przestrzec inne kobiety przed wiązaniem się z "takimi mężczyznami jak Kazimierz Marcinkiewicz."

Powstała w jednym z najtrudniejszych dla mnie momentów życia. Miałam nadzieję, że ten moment, (który otworzył stare rany) nigdy się nie pojawi, że nigdy nie zapuka do moich drzwi. Porzucenie, samotność, mierzenie się samemu z problemami, zły stan psychiczny i rozwód ciągnący się miesiącami. Mój mąż Kazimierz Marcinkiewicz, 22 lata starszy ode mnie mężczyzna, nie chciał  znaleźć płaszczyzny porozumienia - wyjaśnia motywy napisania książki we wprowadzeniu.

Początki znajomości z Marcinkiewiczem

Mieszkająca na stałe w Londynie Izabela poznała Marcinkiewicza w kawiarni na lotnisku. 

Usłyszałam męski głos „Gdzie Pani leci?”. Podniosłam głowę - to był on - Kazimierz Marcinkiewicz. Spojrzałam na numer bramki i na numer lotu do Londynu. Odpowiedziałam z uśmiechem „Do Londynu”. Może to był tani podryw, a może próba nawiązania rozmowy. Zapytał o coś jeszcze, ale nie usłyszałam, więc zaproponowałam, aby się przysiadł bliżej, wtedy będzie nam łatwiej rozmawiać. Zatopiliśmy się w rozmowie jak starzy, dobrzy znajomi - wspomina. 

Olchowicz w dalszej części książki przyznała, że premier zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Ona podchodziła do znajomości bardzo ostrożnie. Do kolejnego spotkania doszło dopiero po kilku miesiącach. O polityku zaczęła myśleć poważnie, gdy ten wyznał jej, że planuje odejść od żony.

Oznajmił, że są małżeństwem tylko na piśmie i myśli o poważnej zmianie swojego życia, to znaczy o rozwodzie poprzedzonym separacją. Mówił, że jego związek się wypalił. Żyli od dawna na odległość.

Autorka w wielu miejscach książki podkreśla, by nie myśleć o niej jako o kochance, bo z Marcinkiewiczem związała się już po jego rozwodzie z pierwszą żoną. Zaznacza też, że finansowo radziła sobie bardzo dobrze i nie można jej zarzucić, że zainteresowały ją pieniądze starszego o 22 lata polityka. 

Nie wchodziłam w ten związek jako zależna kobieta. Posiadałam spore oszczędności i zarabiałam ponadprzeciętną pensję w Londynie. W pewnym momencie osiągnęłam niezależną pozycję business analityka i zastępcy IT managera, z pensją 70 tysięcy funtów rocznie, później około 80 tysięcy funtów rocznie - opisuje.

Kazimierz Marcinkiewicz oświadczył się Olchowicz po kilkumiesięcznej znajomości. Wydarzenie to zostało zrelacjonowane w "Zmianie" ze szczegółami.

Oświadczył się w bardzo tradycyjny sposób. Wygłosił przemówienie, do którego się wcześniej przygotował, co wzruszyło mnie do łez. Widziałam, jak drżą mu ręce. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego słów, deklaracji i chęci zmiany jego dotychczasowego życia. Był niezmiernie przekonujący. Gdy usiadł na sofie, złapał mnie za rękę, posadził na swoich kolanach. Mówił bardzo pięknie i przejmująco, prawdziwie, tak to wtedy odebrałam - wspomina.

Kazimierz Marcinkiewicz, Izabela Olchowicz-MarcinkiewiczKazimierz Marcinkiewicz, Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz East News

Intymnych szczegółów związku w książce jest więcej. Izabela pisze też o seksie z Marcinkiewiczem. To już niestety w kolejnej części, przedstawiającej kryzys w małżeństwie. 

Seks z nim był świetny, czerpaliśmy z niego oboje. Później jednak szantażował mnie, obrażał się i mówił, że dziś nie dostanę tego, czego chcę. Przed wyprowadzką Kaz skupiony był tylko na sobie i na swoich potrzebach. Był zajęty wyłącznie własnymi sprawami - twierdzi.

Początek problemów

W podrozdziałach "Czar pryska", "Heartbreakcity", "Przedsionek do piekła" i "Walentynki 2013- jakby ich nie było" Olchowicz opisuje powolny i bolesny proces rozpadu związku. Problemy zaczęły się, gdy małżonkowie przeprowadzili się do Polski. Izabela zarzucała mężowi, że izoluje ją od swoich dzieci, z którymi udało się jej nawiązać dobry kontakt oraz to, że nie wspiera jej w szukaniu pracy.

Dla niego wszystko było proste. On wracał do siebie, ja nie. Jednak moje poświęcenie nie zostało docenione. Coś zaczęło się niebawem psuć. [...] Nie chciałam pracować w Polsce za 5 tys. zł miesięcznie, a przy tym robić to na czyjś rachunek. Rozmawiałam ze znajomymi, którzy widzieli moją przyszłość w czarnych barwach. Ja potrzebowałam czegoś więcej, pomyślałam, że na pewno coś wymyślę, ale potrzebuję wsparcia i inspiracji. Mąż mi w tym nie pomagał. 

O tym, że chce się wyprowadzić, poinformował ją, wysyłając SMS-a.

Wszystko już miał zaplanowane. Pewnego dnia dostałam od niego SMS-a- „że jest nieodwołalne - odchodzę - chcę być sam – dłużej nie wytrzymam”. Po kilku głębszych oddechach odpisałam: „Rozumiem, że możesz być sfrustrowany. Będzie dobrze. Razem damy radę. Porozmawiamy w domu. (...)”.

Małżonkom nie udało się jednak dojść do porozumienia. Tak Olchowicz wspomina dzień wyprowadzki męża z domu. 

Przypadkiem usłyszałam jego krótką rozmowę z synem, do którego powiedział spokojnym głosem „mam w domu piekło, przyjadę, jak tylko uda mi się wyrwać”. Nie wiedziałam, że to był wspaniale przygotowany scenariusz, który zresztą został potem wykorzystany przeciwko mnie w sądzie, podczas rozprawy rozwodowej.

Kazimierz Marcinkiewicz, Izabela Olchowicz-MarcinkiewiczKazimierz Marcinkiewicz, Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz East News

Kłopoty małżeńskie bardzo mocno odbiły się na zdrowiu psychicznym autorki. Olchowicz w długich fragmentach opisuje jak cierpiała po odejściu męża, z którym długo nie mogła się pogodzić. 

Na niczym nie mogłam się skupić. W domu siedziałam przy zasłoniętych oknach. Kaz zagroził mi, że nie będzie przyjeżdżał, jeśli wciąż będę poruszać temat naszego rozstania. A ja wciąż nie znałam powodu jego odejścia. [...] Mijały dni, tygodnie. Nie odsłaniałam okien, w tej ciemności ciągle na niego czekałam, nasze zdjęcia leżały na regale w salonie. Niczego nie zmieniłam. Mieszkanie wyglądało tak, jakbyśmy nadal razem mieszkali. W łóżku została jego poduszka, do której się tuliłam przed zaśnięciem. W tą samą poduszkę wycierałam łzy o poranku, gdy uświadamiałam sobie, że Kaza już nie ma. W garderobie wciąż wisiały jego koszule. 

Autorka przyznała, że jej stan psychiczny pogorszył się na tyle, że pojawiły się u niej myśli samobójcze.

Całkowicie przybita, zebrałam trochę sił i napisałam list pożegnalny. Jego treść już wcześniej układałam sobie w głowie - miał być krótki i rzeczowy. Zastanawiam się, czy na końcu dopisać - kocham cię. Nie dopisałam.

W książce zamieściła treść listu pożegnalnego, który wysłała mężowi.

Fragment książki Izabeli Olchowicz-MarcinkiewiczFragment książki Izabeli Olchowicz-Marcinkiewicz Fragment książki Izabeli Olchowicz-Marcinkiewicz

Rozwód i wnioski Izabeli

Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz i Kazimierz Marcinkiewicz rozwiedli się na czwartej rozprawie w styczniu 2016 roku, prawie trzy lata po tym, jak polityk wyprowadził się z ich wspólnego mieszkania. Autorka książki przyznała, że niemal do samego końca wierzyła w to, że uda jej się uratować małżeństwo. Dojście do siebie ułatwiła jej terapia i opiekunka, która pomaga jej w codziennym funkcjonowaniu po wypadku, którego doznała w 2014 roku. (Gdy jechała na spotkanie z mężem, prowadzony przez nią samochód uderzył w ekran dźwiękoszczelny). W końcowych wnioskach związek z Marcinkiewiczem wspomina w gorzkich słowach. 

Złowił mnie w swoją sieć, jak rybkę, którą potem wyrzucił na suchy ląd. Rybka na szczęście, resztkami sił, znalazła drogę powrotną do wody.

Izabela Olchowicz-MarcinkiewiczIzabela Olchowicz-Marcinkiewicz East News

W kolejnym akapicie przyznała jednak, ze nie otrząsnęła się do końca po rozwodzie i raczej nie nastąpi to szybko.

Ile lat upłynie zanim pozbieram gruzy po wszystkim? Chyba bardzo wiele, bo od przeszłości nie ucieknę, ale jej zrozumienie jest dla mnie niezmiernie ważne - napisała. 

EK

 

Więcej o:
Komentarze (182)
Isabel wysłała Marcinkiewiczowi list pożegnalny. Pisze też o seksie i byłej żonie. Najmocniejsze fragmenty autobiografii
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • ikabg

    Oceniono 238 razy 118

    Zdecydowanie większa odpowiedzialność ciąży na Marcinkiewicz. Nie zachował się jak na mężczyznę przystało. .. Uwidół młodą gąskę, ewidentnie nieco oderwaną od rzeczywistosci marzycielkę... szkoda mi jej i byłej żony, starego w ogóle mi nie żal, jest żałosny...

  • Gość: Sherlock

    Oceniono 153 razy 107

    "Samochód oddaj koleżance, która jest właśnie w ciąży i przyda jej się nowe auto" - błagam, kto tak pisze? Koleżanka nie ma imienia i nazwiska? Ewidentnie widać, że "list pożegnalny" powstał na potrzeby książki.

  • alexcomp

    Oceniono 107 razy 85

    Już dawno nic mnie tak nie rozbawiło, zwłaszcza list pożegnalny. Przewiduję, ze powstanie jeszcze o tym film, potrzebny jakiś dobry reżyser, może Pan Krauze się skusi - dobry materiał na bogatą płaszczyznę emocjonalną. A co do samej Pani Isabel, to wiadomo, że jeszcze długo się nie podniesie i za głupie 5 tysi do roboty nie pójdzie, w końcu ma kogo doić.

  • mer-llink

    Oceniono 114 razy 84

    Słusznie pana MArcinkiewicza, intelektualnego prowincjusza i parafiańskiego komiwojażera pokarało idiotką....
    Bedzie to ciągnąc się za nim do końca jego miglancowatego biegania po światku.. Ale na to zasłużył - choćby jako kreatura pana Kaczyńskiego, na którego komendę zrobił mnóstwo szkód Polsce, a także Warszawie.

    P.S> Moja opinia o Pani nie bierze się z ksiązki, ale trwa od dawna: gdy przed laty czytałam Jej grafomańskie wierszydła, uznałam, że tak "utalentowana" Pani dobrze potrafi ciosać kołki na niemądrej głoweńce pana Marcinkeiwicza. Słusznie.

  • Gość: Gość

    Oceniono 77 razy 67

    To ze Marcinkiewicz był i jest pajacem, to każdy wiedział i widział, jedyna rzecz na jej obronę, ze siedziała zagranica i bidula nie wiedziala. Ale ona sama jest odrażająca, taka przekupa z targu, to niewiarygodne jak, co i o czym ona mówi.

  • Gość: justi

    Oceniono 59 razy 53

    Ech, te poetki. I ci wybitni politycy. Kiedyś to były doły społeczne - teraz to celebryci ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX