Był barmanem w USA i uważał, że muzyka to niemęskie zajęcie. Teraz wygrał 'X Factor'. Co wiemy o Artemie Furmanie

Kojarzymy go głównie z dramatyczną balladą 'Strzelaj', ale potrafi również pokazać rockowego pazura. Artem Furman wygrał właśnie tegoroczną edycję 'X Factora'. Co o nim wiemy?
Artem Furman Artem Furman Kapif

Artem Furman

Artem Furman, sympatyczny 24-latek z Ukrainy, zwyciężył w tegorocznej edycji programu "X Factor". W finale pokonał Martę Bijan i Annę Tacikowską. Na scenie pokazał różne swoje oblicza, od łagodniejszego do bardziej drapieżnego, choć kiedy wcześniej wykonał dramatyczną balladę "Strzelaj", wszyscy kojarzyli go właśnie z takim repertuarem. Tymczasem Artem jest wesołym człowiekiem o dużym poczuciu humoru. Udowodnił to już na początku.

Nazywam się Artem Furman - przedstawił się jurorom i publiczności w pierwszym odcinku.
Dlaczego? - chciał wiedzieć siedzący za stołem jurorskim Czesław Mozil.
Bo jestem z Ukrainy...

Potem przyznał, że żart Mozila był całkiem zabawny... Mozil został opiekunem Artema i doprowadził go aż do zwycięskiego finału.

Artem FurmanScreen z Facebook.com/Artem Furman

Artem FurmanKapif

Artem Furman Artem Furman TVN/X-News

Dzieciństwo

Artem Furman urodził się 24 lata temu we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie. Grać uczył się już jako dziecko, choć początkowo nie doceniał możliwości, jakie da mu to w przyszłości.

Miałem pięć lat, kiedy mama zaprowadziła mnie na lekcje skrzypiec. To trwało dwa lata. Nie chciałem tego robić. Pamiętam, że miałem surowego nauczyciela, który bił mnie smyczkiem po palcach, wiec nabrałem wstrętu do muzyki. Po skrzypcach było pianino - mówił w rozmowie z Muzyka.onet.pl.

Co ciekawe, uważał wtedy muzykę za zajęcie dla... kobiet.

Gdy byłem mały i wychowywałem się na Ukrainie, nie wiedziałem nic. Nie miałem dostępu do świata. Uczyli mnie klasycznych kawałków, a ja nie rozumiałem, po co jest to potrzebne. Nie miałem skąd czerpać inspiracji. Nie wiedziałem, jakie muzyka daje możliwości. Uważałem, że muzyka jest dla kobiet, a życie z muzyki jest niemęskie.

Artem FurmanTVN/X-News

Artem Furman Artem Furman TVN/X-News

Studia i podróże

Kiedy miał 19 lat, przyjechał do Polski. Zamieszkał w Rzeszowie, gdzie zaczął studia informatyczne. W tym czasie zupełnie zrezygnował z muzyki. Jak sam mówił, całkowicie zapomniał wszystkiego, czego się dotąd nauczył grać. W czasie studiów wyjechał na 5 miesięcy do USA, gdzie imał się różnych zajęć zapewniających mu utrzymanie.

W Stanach pracowałem non stop po 18-19 godzin dziennie. Byłem kelnerem, barmanem, pomocnikiem w kuchni, menadżerem motelu, a nawet ratownikiem na plaży. Pierwszy raz poleciałem w 2008 roku. Los Angeles, Las Vegas - bardzo dużo zwiedziłem - wspominał w cytowanym wywiadzie.

Przełom nastąpił w 2010 roku w Stanach.

Pamiętam, że zobaczyłem duży sklep z gitarami. Wszedłem. Nagle poczułem się jak w bajce. Od razu wpadła mi w oko jedna gitara. Dotknąłem jej i poczułem, że to jest to. Musiałem ją mieć. Kupiłem ją wtedy za 600 dolarów. Wtedy miałem motywację, bo wydałem na nią dużo pieniędzy.

Artem FurmanTVN/X-News

Artem Furman Artem Furman TVN/X-News

Ulica

Po powrocie do Polski zmotywowany Artem dużo ćwiczył na swojej gitarze. Codziennie przez kilka godzin nie wypuszczał instrumentu z ręki. Pomocy szukał między innymi na Youtubie. Żeby zarobić na życie, grywał w rzeszowskich knajpach.

Najważniejsza jest motywacja, taki kop w d*pę, który zmusza cię, żeby coś robić - mówił w rozmowie z dziennikarzem serwisu "CGM".

Granie w knajpach szybko przestało mu wystarczać. Ciągnęło go na ulicę, ciekawili go muzykujący tam artyści.

Ułożyłem repertuar i zacząłem grać po knajpach, jednak cały czas byłem ciekawy, dlaczego ludzie siedzą na ulicy i tam właśnie grają. Nie rozumiałem, dlaczego grają na ulicy, skoro można grać w knajpie. Zachciało mi się spróbować, to była w dodatku zima. Przez całą zimę się przygotowywałem. Kupiłem sobie dobry muzyczny sprzęt, combo specjalnie do grania na ulicy: mikrofon, statyw. Stresowałem się. Przyszedłem na ulicę 3. Maja w Rzeszowie i pomyślałem: "Co ja tu robię? Masakra, przecież nie umiem grać ani śpiewać, a tu tylu ludzi!". Jakoś zmusiłem się i kiedy pierwszy gość podszedł i wrzucił monetkę, to wszystko zniknęło i zrozumiałem, że to jest mój klimat.

Szło mu całkiem nieźle.

Stówa to nie jest żaden problem... Da się z tego czasami żyć, jeżeli się mocno w tym siedzi. Kiedy wyszedłem pierwszy raz, siedziałem 6 godzin, non stop śpiewania bez końca.

Jego ulubionym miejsce w Rzeszowie była ulica 3 Maja. Szybko zdobył pseudonim "Artem z Rynku", "Chłopak z 3. Maja".

Artem FurmanTVN/X-News

Artem Furman Artem Furman Kapif

Artem kontra straż miejska

Kiedy już zasmakował w grze ulicznej, ruszył w Polskę.

Ulica to jest najlepsza scena i jednocześnie największa próba. Poznajesz nowych ludzi, rozmawiasz. Dostajesz nowe propozycje, zapraszają cię na koncerty. Poznałem dużo muzyków... i dziewczyn.

Gra na ulicy to moc przygód i anegdot na każdą okazję. Jedną z nich opowiedział w cytowanym wywiadzie.

W zeszłym roku pojechałem na weekend do Krakowa. Zacząłem grać na Rynku. Zebrałem tłum ludzi wokół siebie, ale przegoniła mnie policja. Czułem, że nie czas wracać do Rzeszowa. Pojechałem do Katowic. Później Wrocław, Poznań, Szczecin, Międzyzdroje, Wybrzeże, Hel, Sopot. I tu dłuższy przystanek. Od razu zrozumiałem, że to raj dla ulicznego muzyka. Totalny luz, turyści, morze. Są wniebowzięci, jak ktoś gra. Po tygodniu musiałem wracać. Ostatniego dnia wydarzyła się ta słynna akcja ze Strażą Miejską. Sto ludzi stanęło w mojej obronie. Odgrodzili mnie od policji i kazali grać. To było tak niesamowite i zrobiło na mnie takie wrażenie, że wróciłem do Rzeszowa, spakowałem się i przeprowadziłem do Sopotu. Trzy dni mieszkałem w samochodzie, zanim znalazłem mieszkanie.

Sytuacja faktycznie nie była przyjemna.

Grałem na Monciaku w Sopocie. Podszedł chamski strażnik i powiedział, cytuję, "zwijać się". Drugi podjeżdżał samochodem i najechał jednemu ze słuchaczy na nogę... Co było dalej - widać na nagraniu - napisał muzyk pod filmem udostępnionym na Youtubie.

Inaczej to wyglądało z perspektywy funkcjonariuszy.

Strażnik podjął czynności służbowe wobec osoby, która naruszała porządek prawny. Granie na ulicach Sopotu wymaga zezwolenia, które wydaje Wydział Kultury i nie zgadza się na używanie nagłośnienia. Film nie pokazuje całego zdarzenia. Zanim padło "Zwijaj się", które chyba nie jest jednak obraźliwe, a gdy ktoś stawia opór, trzeba zacząć używać innych argumentów, strażnik kilka razy prosił tego pana, żeby opuścił plac Przyjaciół Sopotu - tłumaczył Tomasz Dusza, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Sopocie. Jego wypowiedź cytuje Gazeta.pl.

Film do tej pory doczekał się już prawie 270 tysięcy wyświetleń i możecie go obejrzeć poniżej.

Artem FurmanKapif

Artem Furman Artem Furman Kapif

Majdan

Kiedy w Polsce trwały eliminacje do programu, na ojczystej Ukrainie Artema płonęły barykady na Majdanie. Muzyk przeżywał to niezwykle silnie. Nie tylko dlatego, że czuje silną więź ze swoim krajem. Artem martwił się także o rodzinę.

Bardzo ciężko jest brać udział w programie podczas takich wydarzeń. Najtragiczniejszy dla mnie moment na Majdanie był pod koniec lutego, gdy zginęło najwięcej osób. Wtedy na placu była moja mama. Kiedy dotarły do mnie pierwsze doniesienia o zabitych, zacząłem do niej dzwonić. Nie odbierała. Cały czas czytałem wiadomości, oglądałem on-line i słuchałem transmisji telewizyjnych. Wpadłem w panikę. Chciałem wracać pierwszym samolotem do Kijowa, ale nie mogłem. To były najgorsze godziny w moim życiu. Dopiero nad ranem udało mi się z nią skontaktować. Okazało się, że razem z kilkoma osobami schowali się do podziemi i przesiedzieli tam całą noc, podczas gdy na powierzchni działo się prawdziwe piekło.

Artem FurmanKapif

Artem Furman Artem Furman Kapif

X Factor

Zanim zwyciężył w "X Factorze", próbował szczęścia w innych programach typu "talent show".

Nie było to marzeniem mego życia, ja naprawdę miałem to już gdzieś i uważałem, że nic mi się nie uda w tym programie, bo już byłem na kilku castingach. Byłem w Rzeszowie na "Mam talent", chyba nawet 2 razy i nikt nie zadzwonił. A tu z "X Factora" zadzwonili i z "Must Be The Music" i jeszcze do tego musiałem wybierać! - zdradził w rozmowie z "CGM".

Nie każdy młody muzyk ma takie szczęście, że aż dwa programy biją się o niego. Nigdy nie dowiemy się, jak poradziłby sobie w "Must Be The Music", ale wybór "X Factora" okazał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę.

Wybrałem "X Factor". Dzwonili do mnie kilka razy z "MBTM", ale byłem zdecydowany. Wybrałem instynktownie. Nie zakładałem nic zgłaszając się do tego programu - mówił dla portalu Muzyka.onet.pl.
Artem Furman Artem Furman Kapif

Finał

W finale "X Factor" liczyły się głosy publiczności, a nie jurorów, więc to osoby oglądające program w telewizji rozstrzygnęły o zwycięstwie Artema. Kiedy się o tym dowiedział, ze wzruszenia odebrało mu na chwilę mowę.

Ja... dziękuję serdecznie wszystkim, to po prostu... Ja nie mam klimy w samochodzie, więc przyda się na pewno - powiedział oglądając kluczyki wręczone mu przed momentem przez prowadzącą. - Dziękuję serdecznie wszystkim, wszystkim, wszystkim! Prosiła mnie na Facebooku jedna dziewczynka, żebym zaśpiewał 100 lat, ona ma dzisiaj... Ja jej nie znam w ogóle... Sto lat, sto lat... - zaczął śpiewać. - Wszystkich pozdrawiam, dziękuję wam serdecznie za głosy i wszystkie piękne słowa, które mi pisaliście. To najlepsze, co może być - mówił ze sceny.

Artem Furman wygrał 100 tysięcy złotych, kontrakt płytowy i nagrodę specjalną: samochód. Kiedy trochę ochłonął, obiecał uczcić wygraną dużą ilością czegoś mocniejszego.

Ja nie piję w ogóle. Ja przez trzy lata nawet piwka nie wziąłem do buzi, a obiecałem, że jak wygram - nie wiem, po co, takie głupie, po prostu powiedziałem i wszyscy za to uczepili się - obiecałem, że jak wygram, to upiję się po prostu po same uszy. Nie wiem, jaki w tym sens, dla mnie to nie jest potrzebne wcale, bo ja mogę bawić się świetnie bez żadnego dopingu. Mnie to nigdy nie przeszkadzało. Dla mnie nie było problemu, by otworzyć się do ludzi. Ale dzisiaj będzie! Przy tym, że jutro mam śpiewać koncert, będzie ostrożnie, ale myślę, że będzie impreza bardzo duża.

Koncert na którym ma zaśpiewać to gala "Ludzie Wolności". Miejmy nadzieję, że będzie na nim w równie dobrej formie, co w finale programu "X Factor".

Artem Furman i Patricia KazadiKapif

Więcej o:
Komentarze (7)
Był barmanem w USA i uważał, że muzyka to niemęskie zajęcie. Teraz wygrał 'X Factor'. Co wiemy o Artemie Furmanie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • krzepki_harry

    Oceniono 23 razy 11

    Brawo Artem, fantastyczny głos! Pozdrowienia z Rzeszowa :)

  • maksimum

    Oceniono 8 razy 2

    Ciekawe dlaczego Artem nie bral udzialu w amerykanskim "Mam Talent"?

  • 24alert

    Oceniono 41 razy -3

    A jak on dostał się do Polski? Ma wizę?

  • peter.fox

    Oceniono 66 razy -14

    Może to wynik rozkwitu przyjaźni polsko-ukraińskiej, a może to znajomy kogoś, ale z całą pewnością ten człowiek nie wygrał swoim głosem i śpiewem, bo wszyscy słyszą, że on śpiewać zwyczajnie nie potrafi. Chłopak wyje, zawodzi, używa koziego wibrato, ale nie można nazwać tego śpiewem. Powód jego wygranej więc jakiś jest, ale raczej go nie poznamy:(

  • stefanek

    Oceniono 162 razy -52

    Kawal ukrainskiego cwaniaka! Byl w Ameryce wiec taki biedny nie jest - a dali mu jeszcze w prezencie kase, auto i wiele mozlliwosci na wybicie sie za friko.... a tym czasem dziewczyna, ktora miala piekny glos i nalezaca do grupy zwyklych Polakow, ktorzy na kasie nie spia - poprostu odpadla! A i tak juz bogaty ukrainiec teraz sie cieszy, ze pogral na uczuciach Polakow i wygral gruba kase!! Znow sprawdza sie powiedzenie, ze " Cudzych chwalicie a swego nie znacie..."!!! - Ta wygrana nalezala sie Marcie!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX