Miała zostać pianistką, ale dla 'przybysza z Afryki' rzuciła muzykę. Razem prowadzą kosmetyczne imperium [Z ŻYCIA WYŻSZYCH SFER]

Gdy ktoś powie dziś nazwisko Soszyński, myśli biegną od razu w stronę takich określeń jak luksus, bogactwo i biznes. Na taką renomę pracuje ciężko już kolejne pokolenie. Tuzy polskiego przemysłu kosmetycznego to jednak nie tylko zdolni przedsiębiorcy. Dorota i Wojciech Soszyński są właścicielami firmy kosmetycznej Oceanic oraz firmy Euro Fragrance, dystrybutora marek: Prada, Valentino czy Paco Rabanne. 'Wprost' w 2013 roku umieścił ich na 54. miejscu na liście '100 Najbogatszych Polaków', wyceniając ich majątek na 500 mln złotych.
Wojciech i Dorota Soszyńscy Wojciech i Dorota Soszyńscy Skan z

Wojciech i Ignacy Szoszyńscy

Nim którakolwiek z pań zaczęła wklepywać kremy z AA (firmy Oceanic), Soszyńscy już działali na polskim rynku kosmetycznym. Wszystko zaczęło się od Ignacego Soszyńskiego, z wykształcenia chemika. W 1939 roku w Poznaniu otworzył pierwszą fabrykę perfum "Marsylianka". Przyszła jednak wojna i pionier polskiej przedsiębiorczości musiał uciekać. Ale wrócił, i to z nowym biznesem. W Łodzi otworzył kolejną fabrykę, ale szybko została "znacjonalizowana". Mimo to Soszyński nie poddał się i w 1952 roku w Warszawie uruchomił kolejną produkcję perfum. Scenariusz był znów ten sam, władza zabrała przedsiębiorstwo.

Nie został jednak z niczym. Dostał paszport i w 1955 roku, w wieku 40 lat, wyjechał do Francji, gdzie rozpoczął studia na Sorbonie. Potem przeniósł się do Grasse, które od XVIII wieku jest światowym centrum produkcji naturalnych aromatów. Tam zdobywał wiedzę i doświadczenie w przemyśle perfumeryjnym. Potem przeprowadził się do Paryża. Tam w pokoju otworzył manufakturę i produkował perfumy Givoris.

Wysyłał je m.in. do Polski, gdzie są powiewem luksusu. Modne Polki, które je kupują, szczycą się, że mają perfumy "made in France", w rzeczywistości robione przez Polaka - mówił Wojciech Soszyński w rozmowie z Wyborcza.pl.

Soszyński miał jednak problemy z pobytem. Jako obcokrajowiec nie mógł rozwijać we Francji biznesu, więc znów wyjechał. Najpierw do Algierii, gdzie pracował jako inżynier w firmie, która produkowała soki cytrusowe z użyciem olejków eterycznych. Potem pracował przy wytwarzaniu olejków aromatycznych do ciast. Szło mu coraz lepiej, w końcu założył własną spółkę. Prosperowała na tyle dobrze, że po kilkunastu latach udało mu się przejąć Fragrance Floral, firmę o ponadstuletniej tradycji w produkcji olejków eterycznych. Wtedy zaczął też produkować kosmetyki.

Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie fakt, że rodzina Soszyńskiego, żona z trojgiem dzieci, została w Polsce Ludowej.

Dorota Soszyńska, Wojciech Soszyński. Dorota Soszyńska, Wojciech Soszyński. Kapif

Mały Wojtek

Podczas gdy Ignacy Soszyński mozolnie budował imperium kosmetyczne, rodzina tkwiła w PRL-owskiej rzeczywistości. Żona biznesmena nie straciła jednak determinacji i celu z oczu: połączenia rodziny. Musiała zadbać o wykształcenie dzieci.

Cała korespondencja z ojcem była w języku francuskim. Moja matka pilnowała, aby przygotować dzieci do potencjalnego wyjazdu - mówił Wojciech Soszyński dla Wyborcza.pl.

Gdy Wojciech Soszyński miał 20 lat, wyjechał do Maroka do ojca, którego nie widział od 14 lat. Były lata 70., ze Szczecina do Casablanki płynął tydzień.

Akurat był zamach na króla Hassana II w jego rezydencji pod Rabatem. Cały rząd został rozstrzelany przez wojskowych - opowiadał dalej w tym samym wywiadzie. - Król uciekł. W porcie policja, wojsko, zasieki. Wszyscy są dokładnie sprawdzani. Statki też. Dookoła bariery, zapory. Kapitan pyta, gdzie mój ojciec. Mówię, że nie widzę go w porcie. Kapitan pyta o ojca przedstawiciela polskiego konsulatu w Maroku, który akurat pojawił się na statku. W Casablance takiego człowieka nie ma - słyszy. "No jak nie ma? Przecież mój ojciec ma tu firmę" - protestuję. (...) Poprosiłem o pomoc Marokańczyka, który pracował w porcie. Dałem mu napiwek i poprosiłem: "Jedź pod ten adres i powiadom mojego ojca, że jestem". Dwie godziny później przyjechał. Jak się okazało, w tym czasie nie miał za bardzo kontaktu z ambasadą czy konsulatem.

W Maroko Wojciech Soszyński studiował i pracował w firmie ojca. Razem tworzyli dobrze naoliwioną maszynę.

Należała do nich cała ulica w centrum Casablanki. Obok słynnego hotelu Casablanca. Najbardziej prestiżowe miejsce w mieście - opisywała Soszyńska w rozmowie z Wyborcza.pl.

Gala 20.lecie firmy ROSSMAN, restauracja CONCEPT, Vitkac, 23.05.2013, fot. WBF/Piotr Podlewski

WBF

 

Choć interesy szły więcej niż dobrze, Ignacy Soszyński postanowił wrócić do kraju. Tęsknił. Pod koniec lat 70. państwo pozwoliło Polakom, mieszkającym za granicą, na otwieranie własnych firm, a właściwie małych zakładów rzemieślniczych. W 1978 roku w Poznaniu powstało małe przedsiębiorstwo Ignacego Soszyńskiego. Zajmowało się produkcją kosmetyków i aromatów do ciast. Interesy szły dobrze. Ojciec wezwał syna do Polski.

Nie chciałem tu przyjeżdżać. W Maroku prowadziłem biznes, który dobrze się kręcił. Po co był mi ten PRL? - mówił dla Wyborcza.pl. - Sprzedaj wszystko, przyjeżdżaj do Polski. I sprzedałem. Nie było to łatwe - cytował słowa ojca Wojciech Soszyński.

Soszyński musiał przejąć biznes ojca, stawić czoła nieprzychylnym władzom i odnaleźć się w świecie, od którego uciekł. Jesienią 1982 roku przyjechał do Polski, lecz tylko na 3 dni. Być może wizyta zakończyłaby się całkowitym fiaskiem i Soszyński nie zdecydowałby się wrócić na stałe, gdyby nie jedno spotkanie. Z pewną pianistką.

Dorota Soszyńska i mąż, Wojciech Soszyński. Dorota Soszyńska i mąż, Wojciech Soszyński. WBF

Dorota i Wojciech Soszyńscy

Jest początek lat 80. Urocza blondynka, studentka Akademii Muzycznej bawi się na Wybrzeżu na imprezie u swoich znajomych, którzy opowiadają jej o rajskim życiu Polaków mieszkających w Casablance. Nagle wchodzi przystojny dwudziestokilkuletni chłopak. Długie włosy, piękne ubranie.

Różnił się od znajomych mi chłopaków i młodych mężczyzn sposobem bycia, wyglądem. Wydawał się człowiekiem z innego świata - mówiła Dorota Soszyńska w rozmowie z "Pani". - Nie przypuszczałam nawet wtedy, że przybysz z Afryki odmieni moje życie.

Po pierwszym spotkaniu na imprezie była oczarowana. Szybko jednak romans z "przybyszem z Afryki" włożyła między bajki. On wyjechał, a ją pochłaniała własna kariera. Na fortepianie grała od 5. roku życia i to właśnie z muzyką wiązała plany na przyszłość. Nie była jednak świadoma, komu wpadła w oko. Młody Soszyński był wtedy w kraju przez trzy dni. Gdy wrócił do Maroko, ciągle myślał o pięknej dziewczynie, którą poznał na imprezie.

Była jedyny jasnym punktem tej wizyty - mówił w "Pani". - Ładna dziewczyna, którą zobaczyłem grającą na fortepianie, wywarła na mnie duże wrażenie. I to blondynka! Myślałem o niej po powrocie do swoich marokańskich obowiązków. Chciałem za pośrednictwem naszych przyjaciół zaprosić ją na wakacje do Maroka. Nie była zainteresowana propozycją. Musiałem poprzestać na wieściach o niej.

Dorota Szoszyńska i Wojciech SoszyńskiKapif

Ignacy Soszyński nie ustawał w staraniach, aby sprowadzić syna do kraju. Był już sędziwym wieku, potrzebował pomocy zaufanej osoby w interesach w Polsce. Wojciech dał się przekonać, wrócił na dłużej, ale nie zakładał, że zostanie na zawsze. Czas rozdzielał pomiędzy pracę i kursy na Wybrzeże. Gdy tylko miał wolną chwilę jechał do Doroty.

Walczył o mnie, co zawsze kobiecie imponuje.  Skoro postanowił, że zostanę jego żoną, nie dopuszczał do siebie myśli o możliwości przegranej. Natura zwycięzcy - wspominała w "Pani".

Soszyński dopiął swego, zaręczyny zostały przyjęte. Okazały ślub odbył się w Katedrze Oliwskiej. Nabożeństwo uświetniły występy przyjaciół z Akademii Muzycznej. Śpiewała nawet nauczycielka śpiewu, profesor Brygida Skiba. Wesele zorganizowano w sopockim Grand Hotelu.

Otwarte okna, szum fal... Dobrze pamiętam szczegóły, bo to przecież jeden z tych wyjątkowych dni w życiu - opowiadała w tym samym wywiadzie. - Później mój mąż przesłał mi telegram, który przechowuję do dziś w pudełku przewiązanym wstążką. "Kupiłem dla Ciebie nasz wspólny dom".

Tak samo jak jej egzotyczny ukochany zafascynował ją na początku ich znajomości, tak samo wciągnął  młodą mężatkę biznes prowadzony przez teścia i męża. Z domu wyniosła szacunek do pracy i nauki. Rodzice, ojciec lekarz ginekolog, matka psycholog, stanowili dla niej wzór do naśladowania. Byli oczytani i zadbali o wykształcenie córki.

Utrwalili we mnie przekonanie, że najważniejsze są studia - mówiła w "Pani". - Stąd studia na dwóch wydziałach, znajomość trzech języków obcych.

Świat przemysłu kosmetycznego i perfumeryjnego tak ją zafascynował, że porzuciła dla niego karierę muzyczną.

Udzieliła mi się ich pasja. Przyłączyłam się do nich z własnej woli. Tak już jest, że kobieta częściej przystosowuje się do mężczyzny niż na odwrót - tłumaczyła w tym samym wywiadzie. - Nie mam zadry czy kompleksów, że przerwałam karierę pianistyczną. (...) Bywa, że nie dotykam klawiszy przez parę tygodni. Przychodzi jednak taki dzień, że mam ochotę grać. Mąż i córka, którym muzyka jest bliska, lubią, gdy siadam przy fortepianie.

Jedno nas ratuje: nie jesteśmy pamiętliwi. Nawet jeśli sobie dokuczymy, szybko o tym zapominamy. I życie nadal się toczy tą samą dynamiką, zarówno w pracy jak i w dom. Szkoda nam energii na rozdmuchiwane spraw nieistotnych.

Dorota Soszyńska z Jolantą Kwaśniewską na promocji książki Marioli Bojarskiej-Ferenc Dorota Soszyńska z Jolantą Kwaśniewską na promocji książki Marioli Bojarskiej-Ferenc Fot. KAPiF

Biznes na salonach

Udział młodej mężatki w rodzinnej firmie Soszyńscy traktowali poważnie. To, czym ona ich tak zafascynowała, chcieli zainwestować.

Codziennie słuchałam rozmów biznesowych ojca i syna. Myślę że to był ich podstępny plan, żeby mnie zainteresować branżą kosmetyczną. Może wyczuli we mnie potencjał - mowiła po latach Dorota Soszyńska w rozmowie z Natemat.pl.

Soszyńska nie była inżynierem. Miała za to 23 lata, zapał, cierpliwość i bystry umysł. Branży uczyła się od podstaw, ale za to od najlepszych. Na początku była jedynie obserwatorem. Jeździła z mężem i jego ojcem na spotkania biznesowe, podpatrywała, jak działają ich partnerzy biznesowi. Mogła z nich brać przykład, Soszyńscy współpracowali z takimi światowymi markami jak Helena Rubinstein, Dior czy La Prairie. Potem przyszedł czas na coraz bardziej odpowiedzialne zadania.

[Zaczynałam - przyp. red.] Od działu kreacji, czyli od tworzenia nowych produktów. Nie w sensie technologicznym, bo od tego jest laboratorium i wybitni specjaliści, ale właśnie od obserwowania trendów na świecie, od projektowania opakowań, od budowania strategii marketingowych. Moje wykształcenie pomogło, bo muzyka klasyczna uczy analitycznego myślenia, czyli obserwacji, wyciągania wniosków, a jednocześnie pewnej wrażliwości i estetyki. Dzięki temu szybko się odnalazłam. (...) Było to do przewidzenia, że praca mnie pochłonie i stanie się pasją. Jest nią do dziś - powiedziała w tym samym wywiadzie.

Dorota Soszyńska i mąż, Wojciech Soszyński

WBF

 

Dziś Dorota Soszyńska jest dyrektorem kreatywnym firmy. Odpowiada za marketing, kreacje produktów oraz pełni także funkcję reprezentacyjną. Nadaje się do tego idealnie. Drobna blondynka o nienagannym guście jest wizytówką rodzinnego biznesu. Dziś to organizatorzy zabiegają o jej obecność na wydarzeniach. Ona, choć może przebiera w zaproszeniach, wybiera tylko te na najbardziej prestiżowe imprezy.

Zbigniew Niemczycki, Jan Kulczyk i Dorota Soszyńskafot. WBF

Dorota Soszyńska na Viva Photo AwardsFot. KAPiF

Dorota Soszyńska, córka Nicole Soszyńska. Dorota Soszyńska, córka Nicole Soszyńska. Kapif

Polska dynastia?

W świat interesów Wojciech i Ignacy Soszyńscy wciągnęli nie tylko Dorotę, lecz także jej rodziców. Matka Soszyńskiej została nawet szefem ich sopockiej firmy. Biznes jest dla nich równie oczywistą rzeczą jak powietrze. Praca jest jednak ich pasją i hobby i nigdy nie mogła być wyżej w ich hierarchii niż rodzina. Gdy pięć lat po ślubie na świecie pojawiała się ich córka Nicole, zrozumieli, że muszą dobrze, ale gruntownie przeorganizować życie.

Byłem obecny przy narodzinach naszej córki - mówił Wojciech Soszyński w "Pani". - Byłem trochę przestraszony, czy potrafię odnaleźć się w nowej sytuacji. Dorota zdała ten egzamin. Nie znam chyba drugiej tak dobrze zorganizowanej kobiety jak moja żona. Świetnie prowadzi nasze dwa domy: warszawski i brukselski. Urządziła oba z wielkim smakiem. Stwarza taką atmosferę, że chce się do nich wracać.  Jest konsekwentna w swoich metodach wychowawczych. Ja, niedzielny tatuś, okazuję córce więcej liberalizmu.

Nicole Soszyńskafot. WBF

Podziw dla Doroty Soszyńskiej nie jest na wyrost. Zajmując tak odpowiedzialne stanowisko, dała radę świetnie połączyć obowiązki służbowe z rodzinnymi. Jeździła po córkę do szkoły, gotowała obiady i kolacje dla całej rodziny.

Nie chciałabym, żeby któregoś dnia powiedziała mi: wiesz, inne mamy czekają, a ciebie nie ma... Jadamy razem. Wieczorem sprawdzam, czy jest odpowiednio przygotowana do szkoły - mówiła w wywiadzie z 1998 roku. Nicole miała wówczas 11 lat. - Na końcówkę tygodnia chętnie wypadamy do Brukseli, gdzie czeka drugi dom zawsze gotowy na nasze przyjęcie. W centrum miasta, a z dwóch stron otoczony ogrodami i położony sto metrów od lasu, Bois de la Cambre, w którym jeździmy na rowerach.

Dorota i Nicole Soszyńska

WBF

 

Dziś Nicole ma 26 lat. Jest absolwentką architektury na Ecole Nationale Supérieure d'Architecture Paris-Val de Seine i Master of Art (MA) Freie Universität Berlin. Nie widziała siebie w roli kontynuatorki kosmetycznego imperium rodziców, wykorzystała jednak odziedziczony dryg do biznesu. Otworzyła własną firmę w branży modowej - Desir Paris. Rodzice jednak czekają na nią.

Jestem z niej bardzo dumna. To najlepsza dla niej szkoła - oceniała pomysł wystartowania z własną firmą od zera Dorota Soszyńska w rozmowie z Natemat.pl. - Uczenie się biznesu w praktyce. Krok po kroku. Z własnymi dziećmi nie jest łatwo pracować. Młodzi ludzie są bardzo niecierpliwi i niepokorni, często rady rodziców traktują jak krytykę. Córka bardzo się rozwija. Wierzę, że jak osiągnie pewien poziom wiedzy, doświadczenia i pewności siebie, to odnajdzie się także w naszej firmie.

Dorota Soszyńska

WBF

 

Więcej o: