Dramatyczna historia córki Henryki Bochniarz: Rozwód, pożar domu, a potem rak

Wydawać by się mogło, że córka byłej minister przemysłu, Henryki Bochniarz, jest czepku urodzona. Zamożni i wykształceni rodzice, szerokie perspektywy, wachlarz życiowych możliwości. Jednak los Joannie Bochniarz przyszykował znacznie mniej różowy scenariusz. Nie przypuszczała, jak bardzo kręta i wyboista będzie jej ścieżka.
Henryka Bochniarz Henryka Bochniarz Fot. Marcin Mizerski

Henryka Bochniarz

Henryki Bochniarz większości nie trzeba przedstawiać: wybitna ekonomistka, minister przemysłu w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, prezydent Konfederacji Lewiatan. Na swoim koncie ma Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, nagrodę Kisiela, miejsce w rankingu "Wprost" najbardziej wpływowych Polaków. Jako wiceprezes zarządu Fundacji Sztuki im. Stanisława Ignacego Witkiewicza i współfundatorka Nagrody Literackiej "Nike" jest też z otwartymi ramionami przyjmowana w kręgach ludzi kultury i sztuki. Do tego należy doliczyć jeszcze działalność na rzecz Kongresu Kobiet i rysuje nam się obraz spełnionej zawodowo kobiety, która na miano "VIP" zasłużyła nie dlatego, że zaświeciła tyłkiem w kolorowym magazynie.

Dwoje jej dzieci, ze związku z wykładowcą akademickim Zbigniewem Bochniarzem, miały przed sobą wszystkie drzwi otwarte. Wydawać by się mogło, że rodzice zapewnią im bezproblemowy start. Chociaż jednak znane nazwisko otwiera wiele drzwi, nie jest gwarantem szczęście. Boleśnie przekonała się o tym Joanna Bochniarz, córka byłej minister, której los zgotował niełatwą drogę do przejścia.

Od zawsze miałam za wzór dwoje bardzo ambitnych ludzi i sama postawiłam sobie poprzeczkę wysoko. To był plan: studia prawnicze, małżeństwo, kariera. Dzieci zaraz po studiach, żeby urodzić i zdążyć rozkręcić się zawodowo - mówiła w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" Joanna Bochniarz. - Byłam pokazywana rówieśnikom jako przykład udanego startu w dorosłość.
Henryka Bochniarz z mężem i córką Joanną Henryka Bochniarz z mężem i córką Joanną REPORTER/Wojda/REPORTER

Praca

Joanna Bochniarz rówieśnikom była stawiana za wzór. Po maturze poszła na prawo. Kierunek będący synonimem wielkiej kariery, prestiżu społecznego i pieniędzy. Po studiach zaczęła pracować w dużej amerykańskiej kancelarii prawniczej. Przez 15 lat spędzała w biurze po kilkanaście godzin dziennie, zarabiając po kilkanaście tysięcy miesięcznie. Weszła do elity finansowej i społecznej, jednak nie czuła się jak w luksusowej enklawie, lecz raczej w więzieniu. Powoli zaczęły pojawiać się frustracja oraz brak poczucia sprawstwa.

Kiedy mówiłam, że się w pracy nie realizuję, słyszałam, że jestem rozpieszczona. To rozpoczęło proces oddalania się od siebie - powiedziała w "Wysokich Obcasach".

Choć dziś nie deprecjonuje faktu, że lata pracy w kancelarii dały jej dużo bezcennego doświadczenia, bilans zysków i strat, jest dla Bochniarz jasny.

Dziś wiem, że popełniłam błąd, bo przy okazji zgubiłam siebie. Swoją żywiołowość i spontaniczność - opowiadała Joanna Bochniarz w "Twoim Stylu". - Poświęciłam pasję, jaką była praca społeczna, a także marzenia artystyczne jak śpiewanie i rysunek.
Joanna Bochniarz Joanna Bochniarz Screen z Youtube.com

Małżeństwo

Joannie Bochniarz wiodło się nie tylko na polu zawodowym, lecz także prywatnym. Wyszła za mąż. Szybko postanowiła, że będzie grała rolę nie tylko świetnej pani prawnik, jak również idealnej matki. Urodziła troje dzieci, Kubę, Marysię i Zuzię, które posłali z mężem do dobrych stołecznych szkół. Wiedli życie z pozoru idealne: piękne, 120-metrowe mieszkanie na warszawskim Rakowcu, wakacje w ciepłych krajach, a w sezonie zimowym wypad na narty w Alpy.

Aby doskoczyć do ideału perfekcyjnej pani domu i prawniczki musiała dużo poświęcić. Pogodzenie tych ról było wyzwaniem, któremu nie dało się sprostać bez szkody dla jednej nich.

Po urodzeniu Kuby wróciłam po czterech miesiącach, Marysi - po ośmiu, Zuzi - już po trzech miesiącach. Szybko, bo do zrobienia był prospekt emisyjny dużego koncernu medialnego - powiedziała w "Wysokich Obcasach".

Koszty życia, jako idealnej "Joasia", o której z zachwytem opowiadali sobie rodzice jej rówieśników, były wysokie. Jak bardzo? Miała się wkrótce przekonać.

Któregoś dnia, stojąc z dziećmi w korku między Rakowiecką a rondem ONZ, usłyszałam: "Mamo, nie możesz z nami dzisiaj posiedzieć?". Odpowiedziałam: "Muszę iść do pracy". Następnego dnia scena się powtórzyła. W tym samym korku, w tym samym miejscu. Zrozumiałam, że nie chcę dawać im takiego przykładu - mówiła w tej samej rozmowie. - Dorastały, zaczynały widzieć, że ich matka jest niespójna. Bo cze- go innego je uczy, żyje wbrew własnym zasadom. Starałam się im pokazywać, że świat jest ciekawy: "Sprawdź, co cię interesuje. Malarstwo? Sport? A może matematyka?". A tymczasem swoim życiem pokazywałam, że nie wolno zajmować się własnymi potrzebami. Podobnie ze stylem życia. Męczyła mnie Warszawa, ale bałam się wyprowadzić. Próbowałam własnym dzieciom wpoić coś, na co sama nigdy się nie odważyłam - żeby szły za swoimi marzeniami.
Joanna Bochniarz Joanna Bochniarz Screen z Youtube.com

Przełom

Bochniarz nie brakowało w pracy profesjonalizmu. Nie była jednak najlepsza w swojej kancelarii. Oddech konkurencji na plechach, rosnące rozgoryczenie i brak kontroli nad życiem sprawiały, że coraz z większą śmiałością wracała do swoich marzeń: pracy z pasją, mieszkaniu na wsi, brakowało jej odwagi, aby je zrealizować.

Gdy przyszedł kryzys, straciła pracę. To było impulsem, aby przewrócić życie do góry nogami. Odeszła od męża. Miała przed sobą czystą kartkę, którą mogla zapisać własną historią, tak, jak chciała.

W grudniu 2008 roku przyszłam do rodziców - opowiadała w "Wysokich Obcasach". - "Nie mam pracy. I przeprowadzam się na wieś" - powiedziałam. Są ekonomistami, zrobili szybką kalkulację. "Z czego będziesz żyć?" - zapytali. Bez pracy, z kredytem do spłacenia. Sprzedałam mieszkanie na Rakowieckiej, spłaciłam kredyt, spłaciłam byłego już męża - w międzyczasie się rozwiedliśmy.

W międzyczasie zaczęła charytatywną pracę w organizacjach pozarządowych, tam poznała Jorge, który zachęcał ją do zmian. Bochniarz się bała. Była sama z trojgiem dzieci i dochodem 2,5 złotych miesięcznie. Nie stać jej było, by prowadzić takie życie jak wcześniej. Dzieci nie mogły już chodzić na lekcje tenisa, czy basen do Pałacu Kultury. Nie było łatwo, ale zaryzykowała. Razem z Jorge wybudowali dom na wsi pod Olsztynem.

Dzieci chodziły na piechotę do szkoły w naszej wsi. To było dla nich nowe doświadczenie i myślę, że bardzo wartościowe. Otworzyło im oczy, że mają znajomych innych niż ci z Warszawy, a co wcale nie znaczy że gorszych. Wręcz przeciwnie, to było bardzo ciekawe, że mieszkają w tak pięknym otoczeniu - żurawie witają je codziennie rano. Powiedziałam im, że to jest tylko część ich doświadczenia, zaraz sami będą decydowali, co dalej - opowiedziała Joanna Bochniarz w "DD TVN".
Joanna Bochniarz Joanna Bochniarz EAST NEWS/MICHAL WARGIN

Kryzys

W hollywoodzkim filmie w tym momencie najprawdopodobniej pojawiłyby się napisy końcowe. Główna bohaterka zmieniła swoje życie. Przerwała wyścig szczurów, zaczęła wymarzoną pracę w fundacji prospołecznej, uciekła od zgiełku miasta. Bajka. Życie szybko zweryfikowało te idylliczne plany. Krótko po tym, jak Bochniarz postawiła dom, wybuchł pożar. Spalił się cały dobytek. Na szczęście nikt nie ucierpiał.

Z pożaru wyratował nas Tom Hanks w "Zielonej mili". Po prostu świetnie grał, nie zasnęliśmy przy telewizorze i zdążyliśmy uciec. Psy zaczęły szczekać, a płomienie były już dwa metry nad dachem, pod którym spała Zuza. Cały dom spłonął. Zwarcie instalacji elektrycznej - mówiła w "Wysokich Obcasach".

Gdy wszystko stracili, z pomocą przyszli sąsiedzi. Bochniarz nie chciała wrócić do Warszawy, żyć na garnuszku rodziców.

Dostaliśmy paczki żywnościowe. Mieszkaliśmy u sołtyski, jedliśmy u niej, mogliśmy się jedzeniem z paczek podzielić. To był dobry, ważny czas. Wtedy poczułam, że to moje miejsce. I że jestem częścią tej społeczności - mówiła w tej samej rozmowie.

Powoli zaczęli stawać na nogi. Nie bez znaczenia była nowa praca Bochniarz, jako prezes Zarządu w fundacji im. Profesora Romana Czerneckiego, która zajmuje się edukacją dzieci z ubogich wiejskich rodzin.

(...) Duży wpływ mieli na mnie rodzice, którzy działają społecznie od lat. Dla mnie naturalne było, żeby angażować się w działania na rzecz innych - mówiła w Natemat.pl.

 

Joanna BochniarzEAST NEWS/JAN KUCHARZYK

 

Wtedy znów Joanna Bochniarz musiała zmierzyć z poważnym wyzwaniem. W 2012 roku Joanna zachorowała na raka. Przeszła mastektomię i chemioterapię. Nie zrezygnowała jednak z działalności społecznej, pozbawiona włosów, wyniszczona przez chorobę, lecz rozświetlona szerszym niż dawniej uśmiechem nadal pojawiała się w mediach. Opowiadała o Fundacji Czarneckich, jej celach i osiągnięciach. Była żywym dowodem, że można w życiu być wygranym.

02.12.2013 Bukwald . Joanna Bochniarz , zalozycielka Fundacji Edukacyjnej imienia prof. Romana Czerneckiego .  Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: PortretFot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Rok po chorobie Bochniarz nadal patrzy z optymizmem w przyszłość. Praca ją uskrzydla, w końcu też może dać swoim nastoletnim dzieciom, taki przykład, jaki zawsze chciała.

(...) Wyszłam z tego doświadczenia wzmocniona. Bardzo pomogła mi rodzina i przyjaciele. Pomogli też sąsiedzi. Utwierdziłam się w przekonaniu, że wyprowadzka ze stolicy i podjęcie pracy z misją to były dobre zmiany.

 

 

Więcej o:
Komentarze (7)
Dramatyczna historia córki Henryki Bochniarz: Rozwód, pożar domu, a potem rak
Zaloguj się
  • dd5

    Oceniono 160 razy 140

    brawo Pani Joanno..!!
    Zaimponowała mi Pani..!!
    Życzę zdrowia,bo jak widać z resztą Pani sobie poradzi.

  • seznam

    Oceniono 73 razy 63

    I taka historia zasługuje, zdaniem redaktorów gazety, na obecność akurat na Plotku!? Jezuuuuu!

  • dzidka17

    Oceniono 60 razy 44

    Podziwiam dzielną Panią Joannę i jestem pewna,że ze swoim optymizmem wygra walkę z chorobą i długo będzie cieszyć się szczęśliwym życiem,czego życzę Jej i Jej Bliskim z całego serca.
    Pani Joanno trzymam kciuki aby Pani wróciła do pełni sił i żyła w zgodzie ze swoimi Marzeniami:)

  • petelkowa

    Oceniono 15 razy 11

    "brak poczucia sprawstwa" - piękne:D

  • anasa

    Oceniono 7 razy 3

    Ona poszła za marzeniami - usiłuje przeżyć sprzedając obrazki na allegro po 25 zł http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=26497600

  • k1a2s3k4a

    Oceniono 40 razy -16

    .Taa, ale pracę w fundacji to mamusia załatwiła. jak zwykle.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX