Galeria

Gdzie były najlepsze meliny? Jaki był najlepszy "drink"? A po co sięgali jedynie desperaci? Alkohol w PRL-u

Zuzanna Iwińska
04.05.2013 08:36
A A A Drukuj

Reklama wódki Wyborowej

Jak pisze Krzysztof Kosiński w "Historii pijaństwa w czasach PRL", struktura spożycia alkoholu miała w czasach PRL wyraźnie "wódczany" charakter, przede wszystkim ze względu na utrwalanie się proletariackich wzorów picia. Według danych przytaczanych przez autora, tuż po II wojnie światowej aż 92% wszystkich trunków stanowiła wódka. W kolejnych latach ta dominacja nieco zmalała na rzecz piwa i wina. Jednak do lat 90. Polacy najczęściej kupowali właśnie wódkę. Od lat 60. do 80. prowadziliśmy w europejskich statystykach dotyczących jej spożycia. Na Zachodzie wybierano raczej słabsze trunki, "zagrożeniem" dla naszej pozycji lidera były jedynie inne kraje bloku wschodniego.

PRL, alkoholEtykiety polskich wódek z czasów PRL

Skoro polski rynek charakteryzował się największym popytem na wysokoprocentowe trunki, warto sobie zadać pytanie, czy Polacy byli też największymi ich koneserami czy może jakość ustępowała miejsca ilości.

Wszyscy wiedzieliśmy, że z wódek nie należy kupować Bałtyckiej, z win unikać raczej Okęcia - A. Stasiuk "Jak zostałem pisarzem (próba biografii intelektualnej)".

Choć Baltic Vodka cieszyła się wybitnie złą sławą, to ona królowała w sklepach monopolowych. Skazani na nią Polacy sięgali jednak po tę wódkę z przymusu i często nie bez wstrętu.

Znawcy doszukiwali się w niej "aromatu" nafty i proszku do prania IXI - pisze Jarek Kefir na swoim blogu.
Miała dziwny oliwny posmak, zwalała z nóg w bardzo nieprzyjemny sposób - mówi nam jeden z naszych ekspertów, dziś nauczyciel języka polskiego.

Z równą dozą pogardy otaczano takie wódki jak Vistula czy Żytnia Mazowiecka. Obie często wypełniały sklepowe półki, jednak to nie tych etykietek w sklepach szukało oko bardziej wybrednego konesera. Z największym smakiem pito Żytnią i Wyborową. Obie z wódek dostępne są do dziś na polskim rynku, niesłabnącą sławą cieszy się Wyborowa.

Wyborowa jest bardzo smaczna i doceniana na całym świecie wódką, z tradycjami (osobiście jak dla mnie nie odbiega Finlandii i to nie jest jedynie moje zdanie) - napisał na forum.gazeta.pl użytkownik bell8.

PRL, alkoholEtykiety vermouthów z czasów PRL

Jeśli jednak chodzi o "czyste", to na polskich stołach najczęściej jednak można było spotkać tzw. "Wódkę z czerwoną kartką", która miała charakterystyczną czerwoną etykietkę. W sklepie trzeba było za nią zapłacić około 44 złotych. Bardziej zaprawieni w bojach sięgali po Spirytus Młodzieżowy o mocy 70%. Dziś wydaje się to sporo, jednak parę lat temu nie brakowało ludzi, którzy go pijali. Warto też pamiętać, że w czasach komuny wódka miała więcej alkoholu, było to 45%, a nie 40%.

Screen z filmu "Brunet wieczorową porą"Kadr z filmu "Brunet wieczorową porą"

Jeżeli jednak ktoś dysponował jedynie domowej roboty bimbrem w butelce po mleku lub też wódką niezbyt lubianej marki, zawsze mógł ją przystroić. Jeszcze nie tak dawno "ubranka" dla butelek nikogo nie dziwiły, gospodynie domowe prześcigały się w produkcji tego typu cudeniek. Przykład? Oto wódczane wdzianko odnalezione na dnie szafy, motyw zwierzęcy:

ubranko na wódkę, butelkę, alkohol, prl

ubranko na wódkę, butelkę, alkohol, prlArchiwum prywatne - ręcznie robiony pokrowiec na butelkę w kształcie pudelka

Jeżeli przyjęcie było wyjątkowe, wtedy sięgano też po mniej odświętny alkohol, np. po wódki smakowe. Do dziś niesłabnącą renomą cieszy się Śliwowica, Krupnik czy Żubrówka. Polacy ugaszczali też "Angielską Gorzką" czy "Tarniówką". Jeżeli chodzi o inne wysokoprocentowe alkohole kupowano również "Gin z palemką", który nazwę zaczerpnął od rysunku palmy na etykietce. Ogromną elegancją i zasobnym portfelem wykazywał się ten, kto na stole stawiał Slantschew Brjag, czyli ekskluzywną, jak na tamte czasy, bułgarską brandy.

PRL, alkohol

Popularne w PRL Brandy Pliska i Słoneczny brzeg

PRL, alkoholWiniak luksusowy i Ratafia pito w PRL przy ważnych okazjach

Od czasu do czasu Polacy kupowali też inne wódki smakowe, np. cytrynówkę czy pomarańczówkę lub też Ratafię czy porzeczkową wódkę Cassis, jednak te alkohole uchodziły za kobiece. Słodki smak klasyfikował je w grupie trunków deserowych. Z tych Polacy najczęściej sięgali po domowej roboty nalewki lub też drinki z oranżady.

Oranżadę mieszało się ze spirytusem dzień wcześniej, w porcjach 1:1 i zostawiało na noc - zdradza nam przepis jeden z naszych rozmówców.

Oprócz oranżady ze spirytusem na koniec przyjęcia podawano też wiśniówkę lub tzw. kakao-choix, czyli spirytus z mlekiem zagęszczonym lub kakao, w wersji kryzysowej z kawą. Te trunki idealnie pasowały do andrutów przekładanych dżemem lub tortu. Dużą ekstrawagancją, lub według niektórych marnotrawstwem, były ówczesne drinki, choć tak naprawdę jeden: wódka z sokiem pomarańczowym. W późniejszych czasach za rarytas uznawano wódkę z colą.

PRL, alkoholEtykiety polskich wódek z czasów PRL

W dużym uogólnieniu wszystko, co nie było wódką, albo uznawano za alkohol dla kobiet, albo nie traktowano jako alkohol - np. piwo. W PRL-u było ono nieco słabsze niż obecnie (dziś ma średnio 5,2%, wtedy ok. 4,5%), jednak nie było go w aż takich ilościach. Na rynku było dostępne raptem kilka marek. Na początku jedynie Okocim, czyli tzw. "Tańcząca para" (nazwa pochodzi od logo na etykiecie), cieszyło się największą renomą.

Często można było się spotkać z opinią, że do sklepów trafiają odrzuty z eksportu, dlatego Okocim jest lepsze od innych - mówi jeden z naszych rozmówców.

PRL, alkoholEtykiety polskich piw z czasów PRL

Na sklepowej półce można też było dostać piwo Leżajsk, a spod sklepowej lady piwo Żywiec. Komu się poszczęściło, mógł w delikatesach dostać sześciopak buteleczek o pojemności 0,33 l. Równie rzadko można było włożyć do swojej siatki na zakupy "Kuntersztyny", czyli piwa z Browaru Grudziądz. Szeroką ofertą chełpiły się browary regionalne, jednak ze względu na kiepski smak nie znajdowały wielu odbiorców. Swoistym przełomem było, gdy do sklepów weszła Warka i Pułaski, nowe dość smaczne marki. Ale niezależnie od tego, jakie logo widniało na etykiecie, należało zawsze trzymać się określonej reguły przy zakupach.

Niektórzy ludzie do dziś mają ten nawyk - opowiada nam jeden z naszych warszawskich ekspertów. - Jeszcze przed zakupem, butelkę piwa należało odwrócić do góry dnem, żeby sprawdzić, czy widać na nim osad, męty. Jeżeli napój był mętny, znaczy, że piwo jest zepsute - skwaśniało.

Nasz katalog zamykają wina. Te jednak pijano rzadko. W mniejszym przedziale cenowym było tzw. "wino patykiem pisane" (nazwa od projektu graficznego etykietki) oraz popularna Alpaga. Ówcześni koneserzy raczyli się natomiast "byczą krwią", czyli czerwonym węgierskim winem Egri bikavér.

 

PRL, alkoholEtykiety win popularnych w czasach PRL

W Polsce piło się dużo, więc dużo środków też na ten cel przeznaczano. Według danych przytaczanych przez Kosińskiego, w latach 80. przeciętna polska rodzina wydawała na alkohol 70 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że wówczas 36% rodzin żyło na granicy ubóstwa, to zaskakująca rozrzutność. Jednak zliczając wszystkie inne wydatki statystycznych Kowalskich, na trunki wydawali oni około 10% swoich dochodów. Jak zauważa autor "Historii pijaństwa w czasach PRL", skoro Polaków nie stać było na żadne dobra typu elektronika, sprzęt AGD, rozrywka, kultura (bądź też nie były one dostępne), to zakupy w monopolowym stały się substytutem konsumpcji w ogóle.

Zobacz więcej na temat:

  • 22
  • 11
Komentarze (32)
Zaloguj się
  • avatar
  • avatar

    Oceniono 93 razy 71

    hahah to byly czasy - autentyczne sytuacje wtedy;

    - koniec lat 70 -biuro , okolo 13 biurka zestawione imieniny , kanapki , wodka , przychodzi interesant widzi to wszystko - o przepraszam, nie wedzialem imieniny, przyjde jutro wszystkiego dobrego solenizantowi - kultura w PRL
    - ten sam czas - idziemy z kolegami do restauracji przy bufecie zamawiamy pol litra wodki -bufetowa w butelkach nie podajemy i z przekaska prosze -ok prosze piec setek i paluszki - bufetowa otwiera na naszych oczach butelke pollitrowa - rozlewa miarka piec setek i zostaje jej ok 50-70 gram w butelce - zaradnosc PRL

  • avatar
  • avatar

    Oceniono 61 razy 49

    Ciekawe ile z tego pamięta autor? Pewnie nie było go wtedy na świecie. Teraz nazywamy to "melanż", etc. i jest git. Wtedy życie po prostu z racji ograniczeń, braku nocnych sklepów, czy w końcu kartek na alkohol wyglądało inaczej.

  • avatar

    Oceniono 57 razy 37

    Za to na "zachodzie" ten sport uprawiany jest z powodzeniem rowniez dzis. okolo dziesieciu lat temu widzialam w Belgii kobiete w srednim wieku. siedziala sama w tzw ogrodku. pila kolejne piwo. karmiac jednoczesnie niemowle piersia. byla 10 rano w tygodniu. kobieta nie wygladala na "menelke". nasi sasiedzi w uk segreguja szklo. ona jest nauczycielka on architektem. w srode zabieraja szklo. w czwartek w stosownym pudle sa co najmniej cztery flaszki po winie. maja doroslego syna ktory mieszka w Australii. we wtorek maja wypelnione dwa kontenerki...

  • avatar
  • avatar

    Oceniono 41 razy 23

    Taaaaaak...jak zauwazylem,niemal wszyscy rozmowcy "altora" to ludzie z marginesu!! Nie wierdze,ze sie nie pilo,ale nawet te kadry z kronik filmowych,to ordynarna USTAWKA!!! Sam kiedys z kumplem mielismy okazje brac udzial w takiej,co prawda nie dotyczacej alkoholu,do programu "Panorama".A,ze w pracy sie pilo??/I TO JESZCZE JAK!!!! Pracowalem kiedys jako spawacz na budowie szkieletu stalowego wysokosciowca..ca 90 metrow nad ziemia,i zdarzalo sie,ze jedynym trzezwym,byl...kierownik budowy...bo jezdzil Maluchem, na trzezwo niejednemu tak 60 metrow nad ziemia,nogi sie trzesly, a po dwoch-trzech setach....chodzilismy jak cyrkowcy.Kiedys,zorganizowalismy popijawe w kilku(alkohol zakupilo sie w PEWEXIE,bo sprzedawano od rana,a nie od 13 tej),jeden z montazystow,po chlapnieciu kielicha,zdolal go jeszcze odstawic,po czym zwalil sie jak dlugi na ziemie.Byl tez pzypadek,ze jeden z pracownikow,tak sie zalal,ze do domu juz nie dotarl...zmarl przed wlasnym blokiem.Ale z tymi ilosciami wypijanego alkoholu,to gostek PRZESADZIL!!! Statystyczny Angol,czy Jankes,a nawet Francuz,wypijaja go znacznie wieej niz Polacy,tyle,ze oni pija w drinkach,co dziala wolniej,i wolniej zwala z nog,a Polacy...po slowiansku...widzialem juz takich artychow,ktorzy pili "surowy" spirytus 96%,i popijali...zytnia.Czysty spiryt zdarzalo mi sie pijac,ale zeby popijac inna gorzala....Pod namiotem w czasach studenckuich,na weekendowy wypad KAZDY zabieral ze soba kilka konserw i obowiazkowe pol litra spirytusu,kolo mial wielka aptekarska butle,wlewalismy spirt,"dorabialismy" woda z jeziora,i przy ognisku,kielbasce..nocne Polakow rozgowory do bialego rana,przy gitarze,z panienkami....eeeechhh.sie zylo,a teraz...TFUUUU...nawet prawdziwego piwa w Polsce juz sie napic trudno

  • avatar

    Oceniono 18 razy 16

    Świetne "zagajenia" do wspólnego spożywania! Klasa. Dołożyłbym jeszcze nasze z klubu żeglarskiego:
    - Cześć. Która godzina?
    - Też bym się napił!
    albo parę toastów:
    Oby drzewa z których będą nasze trumny rosły jak najdłużej!
    Zdrowie pięknych pań!
    odpowiedź: Może jeszcze przyjdą..

  • avatar

    Oceniono 66 razy 12

    Co niby sie zmienilo? Dalej wszyscy chlaja... moze z wyjatkiem tych co maja autka i boja sie stracic "prafko"

    Moze dlatego w tym kraju tak wielu popaprancow, czlonkow PISu, dresiarzy, politykow z bozej laski, marnych dziennikarzy bo po pijaku zrobieni, mama nie stronila od musztardowki jak byla w ciazy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX