Figura wyznaje: Byłam poniżana, bita, latami ukrywałam prawdę

Poznali się w 1998 roku, w Hollywood. Przez lata uchodzili za bardzo zgodną parę. Dopiero niedawno pojawiły się doniesienia o kryzysie w ich związku. Kilka dni temu do sądu w Warszawie wpłynął pozew o rozwód. A teraz Katarzyna Figura zdecydowała się zdradzić całej Polsce, dlaczego rozstaje się z mężem Amerykaninem Kaiem Schoenhalsem.
Katarzyna Figura, Kai Schoenhals. Katarzyna Figura, Kai Schoenhals. Kapif

To więcej niż wywiad?

To była szarpanina, plucie w twarz, bicie w głowę, kopanie. Wiesz, jak bardzo boli, jak cię ktoś kopnie w kość piszczelową? - wyznaje z zadziwiającą szczerością dziennikarce "Vivy!" Katarzyna Figura.

Wywiad, którego udzieliła aktorka w najnowszym numerze magazynu, to przekroczenie kolejnej granicy. Gwiazda opowiada o tak intymnych i bolesnych sytuacjach w swoim życiu, o których nawet za zamkniętymi drzwiami gabinetu psychoterapeuty trudno jest mówić.

 Katarzyna Figura, Kai Schoenhals

Katarzyna Figura, Kai Schoenhals. Katarzyna Figura, Kai Schoenhals. Kapif

"Żyłam w strachu"

Przez lata ukrywałam, jak naprawdę wygląda moje prywatne życie. Dlaczego? Która kobieta chce przyznać, że tkwi w toksycznym związku? Że jest poniżana, upokarzana, bita? I, co najgorsze, pozwala na to! W końcu postanowiłam się wyzwolić - wyznaje aktorka.

Na pytanie dziennikarki "Vivy!" dlaczego właśnie teraz postanowiła odejść od męża, Figura odpowiada, że wcześniej nie miała na to siły. Odważyła się teraz, bo boi się o swoje dzieci. Wspomina straszny incydent, do którego doszło podczas jej nieobecności w domu:

Ich tata nie mógł opanować gniewu i roztrzaskał krzesło na oczach dziewczynek. A potem rzucił w jedną z nich butem i uderzył ją w czoło.

Córki Figury przebywają teraz u swojej babci, a aktorka zgłosiła na policję, że w jej rodzinie była przemoc. Ponoć dziewczynki nie chcą widzieć własnego ojca.

Figura Katarzyna Kasia corka dziecko dzieci

Katarzyna Figura, Kai Schoenhals. Katarzyna Figura, Kai Schoenhals. Kapif

Zdolny do wszystkiego?

Katarzyna Figura boi się też o własne bezpieczeństwo. Jak twierdzi, udzielając tego wywiadu, naraża się na gniew swojego męża, który, jej zdaniem, zdolny jest do wszystkiego. W wywiadzie wspomina pewną sytuację, która ma być tego dowodem:

Zdecydowaliśmy się pójść z córeczkami na kolację do restauracji. Liczyłam na to, że dojdzie do spokojnej rozmowy o tym, jak mają się układać nasze relacje po rozwodzie. Ale do żadnych ustaleń nie doszło. Po kolacji mój mąż doniósł na policję, że jechałam samochodem po kieliszku wina. Nasze dzieci były bezpośrednimi świadkami tej sytuacji. Słyszały, jak mój mąż dzwoni na policję. Gdyby nie moja teściowa, która zapłaciła za mnie kaucję, nie wiem, czy do dziś nie tkwiłabym tam w więzieniu.

 Figura Katarzyna, Kai Schoenhals

Katarzyna Figura i Kai Schoenhals. Katarzyna Figura i Kai Schoenhals. kapif

Winny zawodowym porażkom?

Katarzyna Figura obwinia swojego męża nie tylko o zniszczenie życia rodzinnego i jej wyobrażeń o szczęśliwym, bezpiecznym domu. Twierdzi też, że przez niego nie wykorzystała w pełni swoich zawodowych możliwości. Tu także przytacza konkretną sytuację:

Szykowałam się na spotkanie z Robertem Altmanem. Przygotowywał wtedy swój kolejny film, w którym miałam nadzieję zagrać. Wyglądałam naprawdę wspaniale. Tuż przed wyjściem, bez powodu, doszło do potwornej awantury. Zaczęłam płakać, byłam roztrzęsiona, rozpłynęłam się jak kałuża. Zadzwoniłam do Altmana i powiedziałam, że popsuł mi się samochód, próbując przełożyć spotkanie. Ale następnego dnia w produkcji filmu nikt nie chciał ze mną rozmawiać.

Final XXX Festiwalu Polskich Filmow Fabularnych w Gdyni. Katarzyna Figura i Kai Schoenhals.

To wydarzenie miało miejsce dawno temu. Wtedy Figura była już w Polsce wielką gwiazdą i próbowała swoich sił za oceanem. Dlaczego trwała tak długo w związku, który nie tylko nie dawał jej ciepła i emocjonalnej stabilizacji, ale też był przeszkodą w realizacji planów aktorskich?

Wszyscy w jakiś sposób tworzymy wizję samych siebie. Żyłam w rozdarciu - chciałam mieć dom, męża, dzieci, stabilizację. Naprawdę wierzyłam, że kiedyś będzie dobrze, że on się zmieni. Ale się nie zmieniał.

 Figura Kasia, Schoenhals Kai z c?reczk? i ?wi?ty Miko?aj

Aktorka twierdzi, że nie była w stanie kontrolować swojego życia, bo mąż w sposób "przemyślany i perfidny" nią manipulował. Wiedział, jak ją "jeszcze bardziej stłamsić" .

On tak kieruje sytuacją, że po potwornej awanturze niespodziewanie wszystko odwraca się o 180 stopni i nagle robi się miło. Jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Katarzyna Figura i Kai Schoenhals. Katarzyna Figura i Kai Schoenhals. kapif

Kto katem, a kto ofiarą?

Figura nakreśliła w wywiadzie obraz człowieka, który nie tylko nie jest niezdolny do miłości, ale też z premedytacją próbował przez lata zniszczyć życie swoim najbliższym osobom, żonie, córkom, a nawet własnej matce:

Od ponad roku trwa między nimi konflikt. To ona powiedziała mi (teściowa aktorki - przyp. red.), że kiedy nie zgodziła się sfinansować jego kolejnego przedsięwzięcia, ten śmiertelnie się obraził i poprzysiągł jej zemstę.

 Figura Katarzyna, Kai Schoenhals

"Jako człowiek jestem pełna strachu, niepewności" - przyznaje Figura w wywiadzie i twierdzi, że jej mąż ją, swoją ofiarę, doprowadzał do ostateczności, by potem ofiarować pomoc i wsparcie.

On doprowadza do sytuacji, w której tak bardzo się boisz, że spadasz w przepaść. Pogrąża, pogrąża, a potem łaskawie wyciąga rękę: to jest ostatnia dla ciebie deska ratunku. I co wtedy robisz? Oczywiście, że chwytasz tę rękę, nie pójdziesz przecież na śmierć.

I dopiero po latach Figura "doznała oczyszczenia" i "wyzwoliła się". A teraz, świadoma tego, co zrobił jej mąż, opowiada swoją historię, by ostrzec kobiety w podobnej sytuacji i "dać im siłę i wiarę, że też mogą zmienić swoje życie".

Figura Katarzyna Kasia corka dziecko dzieci

Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze "Vivy!".

Więcej o:
Komentarze (166)
Figura wyznaje: Byłam poniżana, bita, latami ukrywałam prawdę
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • art_102

    Oceniono 107 razy 89

    Laska ukrywająca przez lata przemoc fizyczną i psychiczną ma wreszcie odwagę powiedzieć głośno ile wspólnego miało jej medialne sielskie życie z rzeczywistością, a zamiast ze wsparciem i uznaniem, spotyka się z kolejnym kopem. Jak ktoś nie miał nigdy styczności z przemocą, to jej nie zrozumie, więc deklaracje "ja bym nie pozwoliła", można sobie darować. Nie byłaś w takiej sytuacji, nie wiesz. Natomiast jest to ważny głos dla wszystkich maltretowanych kobiet, szczególnie z tak zwanych "dobrych domów", a tym bardziej domów z czołówek gazet, gdzie niejedna tragedia się dzieje, a ze wstydu, "dla dobra dzieci", ze strachu przed odrzuceniem przez środowisko, co jak widać nie jest nieuzasadnione, milczą i nie widzą dla siebie wyjścia, a bezkarni tyrani błyszczą na ekranach i salonach, rozsiewając model katolickiej i kochającej się rodziny. Przypomnę historię pierwszego męża Hanny Lis, znanego i "nieskazitelnego" adwokata i senatora Roberta Smoktunowicza. Jego druga żona, modelka Zofia Ragankiewicz, po latach walki o godność przyznała się, że jest ofiarą przemocy fizycznej i znęcania się psychicznego. Ciągnięta po podłodze za włosy, bita i poniewierana, ponoć nie raz wzywała policję, ale kto ruszy senatora. Na procesie oczyszczono Smoktunowicza z zarzutów, ale jakoś mnie to nie dziwi. Dziwiłoby, gdyby uznano jego winę, bo to by znaczyło, ze sądy zaczynają działać tak jak powinny i że tak jak powinny są bezstronne, a przecież tak nie jest...
    Smoktunowicz czyściutki dalej świeci blaskiem na salonach a Ragankiewicz pomaga w fundacjach innym maltretowanym kobietom i zbiera się do życia. Jedyny gest wsparcia, jaki otrzymała, to od Kwaśniewskiej, która długo zabiegała, żeby Zosia zgodziła się wystąpić w jej programie, przerwać zmowę milczenia i zrobić pierwszy krok do nie zamiatania takich historii pod dywan, tym bardziej jak mamy do czynienie z senatorem i adwokatem, który powinien być wzorem, a nie katem. Pozostała celebrycja siedziała cicho, ze strachu o własne celebryckie stołki. Następny krok wykonała aktorka Monika Kwiatkowska, składając doniesienie, w którym oskarża męża, znanego reżysera Macieja Dejczera, o przemoc i znęcanie się. Nie można napiętnować nagłaśniania takich spraw, bo po pierwsze, ze względu na znane nazwiska anonimowości i tak nie da się zachować, a po drugie, może to da odwagę innym kobietom w podobnej sytuacji, również tych ze świecznika, a takich jest więcej. Ostatnio Biedroń wypowiadał się w mediach, że o pomoc do jednej z organizacji, z którymi współpracuje, zwróciła się o pomoc żona znanego polityka, która doświadcza przemocy w domu, a nie zgłaszała na policję, bo boi się mediów. Może teraz weźmie przykład z innych znanych osób i nabierze odwagi. Kobiety się boją, bo zamiast wsparcia, mogą liczyć jedynie na środowiskowe odrzucenie. W Polsce mamy wciąż syndrom kopania leżącego. Trzymamy stronę kata, bo on jest pozornym zwycięzcą. Ofiarę się dobija, odrzuca, ucieka od niej, tak jak od chorych czy kalekich ludzi. Lepiej udawać, że nie ma problemu. Tak lubimy patrzeć na Amerykę, to może weźmiemy przykład z tamtej postawy społecznej i kar dla celebrytów. Nie ma dla nich taryfy ulgowe, top modelka Naomi Campbell szorowała kible w ramach prac społecznych za kolejną przemoc wobec sekretarki, a celebrytka Paris Hilton, mimo potężnych koligacji rodzinnych wylądowała w "pasiaku" w pierdlu. Kiedy Mel Gibson okazał się być damskim i niemowlęcym bokserem odwróciło się od niego niemal całe środowisko, reklamodawcy i stracił kilka ról filmowych. U nas zlinczowano by kobietę, która to ujawniła. Ot, trzeci świat...w wydaniu PL - najważniejsze, że na pokaz wszystko jest ok.

  • warszawianka

    Oceniono 111 razy 73

    O przełamaniu kolejnych granic mówiono gdy Kylie zdecydowała sie mówić o swojej chorobie - raku piersi a Farah o raku jelita grubego. Dzięki nim setki tysiące kobiet poszło sie zbadać, wielu z nich uratowało to życie czy zdrowie. Tu mamy do czynienia z tym samym. Osoba publiczna zdecydowąła się powiedzieć prawdę, kóra jest starannie kamuflowana. W wielu polskich domach także profesorskich, lekarskich, artystycznych, oficerskich: o znęcaniu się nad rodziną, o syndromie sztokholmskim, o wstydzie, aby powiedzieć, co się stało i samego siebie ratować, o przekonaniu wpajanym przez znęcajavcego się nad rodziną, że samemu sie na to zasłużyło. Jestem dziennikarką. Przeprowadzałam wywiad z tym Kaiem, jako restauratorem: krzyczał na mnie jak śmiem mu zadawać takie pytania (o fiasko restaurcaji na Mazurach), szydził, ze słabo znam angielski, (sam ledwo mówi po polsku, a i rozmawialiśmy w Warszawie) a na koniec wyzwał Polaków od nieudaczników, którzy go nie potrafią zrozumieć i docenić. Ja po tym doświadczeniu Pani Katarzynie Figurze wierzę absolutnie. A jej szczery wywiad i podany nizej telefon może pomoże innym kobietom. Oby!

  • miruna

    Oceniono 60 razy 52

    Oczywiście współczuję Figurze ale może zamiast nagłaśniać jej indywidualny przypadek, zrobi się coś z tysiącami takich przypadków, których ofiary to nie bogate celebrytki przed którymi Viva stoi otworem. Figura spadnie na cztery łapy - za alimenty od tego knura opłaci dobrego psychoterapeutę, pośle dzieci do najlepszych szkół i jeszcze jej zostanie na Waciki, ale największe ofiary domowych psychopatów w dalszym ciągu pozostaną bez pomocy!

  • teklanietekla

    Oceniono 87 razy 47

    Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że idiotka z niej i wywnętrza się tylko po to, żeby zaistnieć w pudelku czy plotku. Jak się przez parę lat znosi taką traumę, kiedyś musi się ulać. A jak się jest osobą publiczną, lepiej zrobić to publicznie. To jest też rodzaj jakiejś polisy - ona na pewno wciąż się go boi, a teraz. kiedy powiedziała o tym w mediach, boi się także on.
    A swoją drogą zawsze mnie dziwiło, ze Figura - znakomita aktorka i ciągle jeszcze laska - związała się z taką kupą, jak ten facet. Który na dodatek okazał się damskim bokserem. Ale, jak mawia klasyk, baby są jakieś inne...

    http://kobietyihistoria.blogspot.com/

  • zanzebi

    Oceniono 51 razy 41

    Trzeba przezyć samemu albo pracaowac z ofiarami przemocy w rodzinie , by wiedzieć co czuje i o czym pisze Katarzyna Figura . W tym przypadku nie jest znana postacią , celebrytką ... jest ofiarą - wyizolowaną , zduszona , zawstydzoną . Tak , przede wszystkim wstyd. Musi dojść do tragicznego momentu , kiedy kobieta zaczyna bać się nie o swoje ale o bezpieczeństwo dzieci . Wówczas zdobywa się na krok . O ratunek . Nie , terapia to za późno i nic nie da . Trzeba postawić grubą kreskę . I walczyć , bo wbrew męskiej opinii ( nie do przyjecia) kobieta , żona nie jest własnością niczyją , nawet męża.
    Trzeba to przeżyć ., by rozumieć.

  • stanislaw13

    Oceniono 49 razy 39

    Dla wszystkich dookoła musiała być silną wielką gwiazdą a wewnątrz czuła się jak śmieć. Współczuję jej i innym kobietą poniżanym i bitym !!!

  • yakbry22

    Oceniono 58 razy 36

    No tak, jak kobieta mowi, ze jest przez meza bita, to zle, pewnie przesadza i sobie za duzo pozwala. Jak zostanie juz tak pobita, ze slowa z siebie nie wydusi, to sie nazywa: "no to przeciez trzeba bylo mowic! " Nie wiem, czy dla rozglosu (w sumie jest znana aktorka i takich chwytow nie potrzebuje) opowiadalaby az tak zmyslone historie. Czytam tu typowe reakcje ludzi, ktorzy nie potafia sie wczuc w drugiego czlowieka: kobieta jest bita, wiec pewnie sama sobie winna i mocno przesadza. Jak pobite zostana i dzieci, to bedzie bardo bardzo winna, bo niczemu nie zapobiegla (...mimo ze zglaszala i sie zalila). No to moze choc tak raz troche wiecej konsekwencji?!

  • rilwen1

    Oceniono 35 razy 29

    Zdarza sie... rozumiem ja bardzo dobrze - jakbym czytala o sobie i swoim bylym. I cale to udawanie przed ludzmi, ze wszystko jest ok, kiedy w domy dzieje sie prawdziwy horror... Ja z takiego zwiazku zostalam wydarta sila, przez kogos, kto zdolal sie nam dobrze przyjrzec. Do tej pory nie rozumiem, czemu mojego nowemu partnerowi chcialo sie w to wszystko dla mnie wilkac i doprowadzac nie do pionu. Bez jego uporu (wbrew mnie samej) trwalabym w tym lajnie do dzis albo dawno sie juz zabila. Teraz mam pelne i szczesliwe zycie, a moj facet twierdzi, ze jest najwiekszym szczesciarzem na swiecie - tak z milosci, na wyrost ;-)

  • majaeczka

    Oceniono 65 razy 29

    Smutne.Wierzę Kasi,nie ma powodów,żeby kłamać,a mówi o tym publicznie,ponieważ być może czara goryczy się przelała.Status gwiazdy,obligował ją do tego,zby milczeć,być może naprawdę boi się o siebie,dlatego postanowiła sprawę nagłośnić?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX