Mieszkaniec Kielc wczoraj po południu przypiął się kajdankami do barierki i oblał benzyną przed budynkiem Telewizji Polskiej na Woronicza. W ręku trzymał zapałki i groził podpaleniem, jeśli nie wyjdzie do niego Jan Pospieszalski.
Policja zabezpieczyła teren, aby przechodnie i gapie nie denerwowali mężczyzny. Pospieszalski w rozmowie z portalem Gazeta.pl wyjaśnił powody desperacji mężczyzny.
Przyniósł mu dokumenty dotyczące ciągnącej się i nierozwiązanej sprawy sądowej.
Mężczyznę pobito. Rozpoznał sprawców, ale nie zostali ukarani.
Pospieszalskiemu udało się go przekonać, aby nie używał zapałek. Desperat rozkuł się i przekazał dokumenty sprawy dziennikarzowi. Został zabrany na policję. Po wszystkim prowadzący program "Warto rozmawiać" powiedział:
Nic mi się nie stało, tylko trochę śmierdzę benzyną.
Kilka lat temu desperat groził samobójstwem jeśli nie porozmawia z Ryszardem Cebulą z programu interwencyjnego "Uwaga". Na szczęście wszystko też skończyło się dobrze.
Janus