Barack Obama i Bear Grylls razem! "Pokazał ludzką twarz". Owszem, ale i tak najlepsza jest anegdota o niedźwiedziu

Z polityką Baracka Obamy można się zgadzać, bądź nie, ale trzeba mu przyznać, że jego występ w programie słynnego Beara Gryllsa był wizerunkowym strzałem w dziesiątkę. Prezydent towarzyszył ekstremalnemu podróżnikowi w dzikiej Alasce. Były wyzwania, żarty, a gdzieś między nimi przemycone poważne tematy dotyczące ochrony środowiska.

Kojarzycie programy Beara Gryllsa? Tak, to ten koleś, który jest w stanie przeżyć w nawet najbardziej ekstremalnych warunkach i pokazuje, jak to zrobić w swoim programie telewizyjnym. W dziczy nie ma dla niego rzeczy niemożliwej, nawet jeśli krańcowe warunki zmuszają go do zaspokojenia pragnienia własnym moczem...

W nowszych sezonach jego show towarzyszą mu goście (także sławni, np. Kate Hudson, Ben Stiller czy Channing Tatum), którzy starają się dotrzymać mu kroku, co już samo w sobie jest niełatwe i wywołuje skrajne emocje. Prawdziwą bombą był jednak czwartkowy odcinek "Running Wild with Bear Grylls", bo pojawił się w nim... Barack Obama!

To był jeden z najlepszych dni mojej prezydentury. Po pierwsze - nie jestem w gabinecie, po drugie nie jestem w garniturze - podsumował swój występ Obama w jednym ze zwiastunów.

Obama bawił się dobrze, ale chyba nie lepiej niż widzowie, którzy go oglądali. Na przykład wtedy, kiedy Bear Grylls opowiadał prezydentowi o niedźwiedziach, które najbardziej niebezpieczne są wówczas, gdy nakryje je się podczas stosunku.

To samo można powiedzieć o ludziach - zażartował Obama.

Przy okazji Obama także opowiedział anegdotę o swojej ochronie. Choć komenda "niedźwiedź jest na wolności" brzmi trochę jak z parodii filmu szpiegowskiego, okazuje się, że pada naprawdę.

Mówią tak, gdy niezapowiedzianie oddalę się od Białego Domu np. na lunch - opowiadał Obama.

@POTUS such special moments all through this journey. & what you are doing to help protect our planet is inspiring.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Bear Grylls (@beargrylls)


Bear Grylls słynie ze stawiania siebie i gości w ekstremalnych sytuacjach. Tym razem nie było aż tak ostro jak zazwyczaj. Zresztą Obama zaznaczył, że niektórych rzeczy nie zrobi, np. nie wypije swojego moczu.

Gdyby doszło do jakiejś krytycznej sytuacji i alternatywą miałaby być śmierć, zrobiłbym to. Ale na pewno nie stałoby się to moim zwyczajem - żartował - i prawdopodobnie nie zrobiłbym też tego przed kamerą.

A co Barack Obama przed kamerą zrobił? Odważył się na przykład skosztować przysmaków Beara Gryllsa. W tym odcinku serwował rybę. A właściwie coś, co zostawił z niej niedźwiedź.

Fakt, że zjedliśmy coś, co dało się z identyfikować, był budujący. Ale to, że ryby nie dojadł niedźwiedź, mógł zostawić dla siebie - komentował swój obiad z Gryllsem Obama.

Barack Obama i Bear GryllsScreen z Youtube.com

W praktyce Obama i tak został przyjęty z honorami. Grylls rybę upiekł (sam pewnie zjadłby ją na surowo). To jednak nie jedyne odstępstwo, na jakie zdecydował się podróżnik i były żołnierz Special Forces. Musiał pogodzić się z obstawą prezydenta, która towarzyszyła im na każdym kroku, choć dla widzów nie była widoczna.

Niesamowite Służby Specjalne, helikoptery w powietrzu, snajperzy w górach i masa innych rzeczy, których nawet nie było się w stanie dostrzec - to wszystko bardzo mnie stresowało - opowiadał w rozmowie z nowojorskim "Timesem" Grylls.

Wizyta Baracka Obamy nie odbyła się jednak w celach jedynie czysto rozrywkowych. Chodziło o zwrócenie uwagi na szkody, jakie globalne ocieplenie wywołało na Alasce i na świecie.

Mam dwie córki. Chciałbym mieć wnuki, choć oczywiście nie zbyt szybko, ale w ogóle tak i w związku z tym chciałbym mieć pewność, że to [naturalny krajobraz - przyp. red.] będzie też dla nich, a nie tylko dla nas.

Prawda, że dobrze to wymyślono? Z jednej strony najpotężniejszy człowiek świata, z drugiej sławny na cały glob podróżnik, a pośrodku jeden z najważniejszych problemów ludzkości. Nic dziwnego, że o występie Obamy pisały nie tylko show-biznesowe media, ale też tytuły ze świata dziennikarstwa gospodarczego i politycznego, takie jak "NY Times", "Newsweek" czy "Business Insider".

Obama pokazał swoją ludzką stronę - krzyczy tytuł TheDailyBeast.

To zdanie trafia w punkt, bo dobrze tłumaczy, dlaczego Obama u Gryllsa to sensacja. Głowę państwa rzadko możemy oglądać bez garnituru i sztywnej oficjalnej oprawy (co zresztą zauważył sam Obama), a w praktyce normalność ludziom się znacznie bardziej podoba niż patos i niedostępność. Obama tymczasem nie dość, że pokazał ludzką twarz i w ludzki sposób mówił o zmianach klimatu, to jeszcze po raz kolejny udowodnił, że ma duże poczucie humoru i dystans do siebie.

Po raz kolejny, bo to nie pierwszy raz, kiedy uczłowiecza urząd. Pamiętacie odcinek "Between Two Ferns" z udziałem Obamy? Można było płakać do łez, bo okazuje się, że niezależnie od polityki, jest po prostu fajnym człowiekiem. Kiedy nasi politycy zejdą z piedestału i wejdą na "ludzki poziom"? Mieliśmy prezydentową Annę Komorowską w "DD TVN" i... I na tym koniec. Choć podobnie jak Kuba Wojewódzki, ciągle mamy nadzieję, że Andrzej Duda skorzysta z zaproszenia showama i wystąpi w jego programie.

Zuzanna Iwińska

Pobierz darmową aplikację Plotek na telefony z Androidem

POLUB NAS

Więcej o:
Komentarze (3)
Barack Obama i Bear Grylls razem! "Pokazał ludzką twarz". Owszem, ale i tak najlepsza jest anegdota o niedźwiedziu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: fakir

    Oceniono 3 razy -1

    Najgorszy prezydent w historii USA.

  • Gość: tuturutu

    Oceniono 1 raz 1

    "Bear Grylls słynie ze stawiania siebie i gości w ekstremalnych sytuacjach. Tym razem nie było aż tak ostro jak zazwyczaj. Zresztą Obama zaznaczył, że niektórych rzeczy nie zrobi, np. nie wypije swojego moczu." ekhm, ekhm... ^^

  • browaryr

    Oceniono 2 razy 2

    dobrze że go nie zjadł w ekstremmmmalnej sytuacji...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX