'Warsaw Shore': Czym im płacili i dlaczego wybrali właśnie ich?

Czy zarobili po 100 tysięcy złotych? Czy żałują, że zgłosili się do programu? Poznajcie kulisy powstania "Warsaw Shore" i zobaczcie, co jego uczestnicy mówią po zakończeniu show.

12 odcinków (w tym 2 specjalne), 8 uczestników. Miesiąc wspólnego mieszkania w luksusowej willi z basenem w Falenicy pod Warszawą, gdzie zamontowano 18 kamer. Niezliczona ilość hejtów i całkiem spora, prawie 200-tysięczna widownia. Wczoraj telewizja MTV zakończyła pierwszy sezon „Warsaw Shore”. Ale Ekipa z Warszawy wróciła do swoich rodzinnych miejscowości jeszcze w zeszłym roku, bo nagrania skończyły się 31 października. Właśnie wtedy miało miejsce wielkie wspólne pożegnanie.

Naprawdę było ciężko. Nie mogłam przestać płakać - mówi nam Ania Mała, 21-latka z Będzina.
Przez cały miesiąc wszystko robiliśmy razem. Jedliśmy, sprzątaliśmy, kąpaliśmy się, kłóciliśmy... Jak bracia i siostry. Nic dziwnego, że teraz za sobą tęsknimy - wtóruje jej Eliza, 20-latka z Tuliszkowa w Wielkopolsce.

 

Warsaw Shore, ekipa z warszawy, mała aniaKAPiF

Nawet chłopakom było smutno.

Czasem siadam i oglądam nasze wyjście z domu. Normalnie łzy  wzruszenia - przyznaje Paweł, 23-latek z Poznania.

Jak stali się Ekipą z Warszawy


Czemu to właśnie oni dostali się do programu? Na casting, szeroko reklamowany w MTV latem zeszłego roku, zgłoszenia z ponad 1,2 tysiąca osób (to 3 razy więcej niż np. w Hiszpanii). Po wstępnej selekcji, część osób została zaproszona na nietypowy casting - imprezę do jednego z warszawskich klubów.

W trakcie wieczoru, każda z tych osób odbyła rozmowę z członkami produkcji, podczas której musiała odpowiedzieć na kilka, czasem zaskakujących pytań, np. „jaka była twoja najbardziej szalona impreza?”, czy „jaka jest najbardziej szalona rzecz jaka zrobiłaś/eś”. Taka forma castingu miała na celu obserwację zachowania potencjalnych uczestników show po alkoholu, jak się bawią, czy nie są agresywni - wyjaśnia Agnieszka Odachowska, rzecznik prasowy MTV Polska.
Bawiłem się, wygłupiałem, ale nikogo nie udawałem, byłem sobą. W pewnej chwili wyszedłem na fajkę. Coś mi mówiło, że mnie wybiorą, że już jestem w programie. Musiałem się załapać. Jestem fanem Ekipy z „New Castle”, „Ekipy z New Jersey”. Wszystkie oglądałem, moja mama też - opowiada Paweł.

Dziewczyny tak samo.

Mówiłam znajomym: „Zobaczycie, ja będę w polskiej edycji” - wspomina Eliza. A Ania: - Już na castingu pomyślałam sobie: O Boże, czy ktoś zwróci uwagę na zwykłą dziewczynę z Będzina. Byłam w stanie zrobić wszystko, żeby mnie wzięli.

Jak ich wybrali?

Osoby wyłonione w klubowym castingu przeszły komplet badań psychologicznych, określających m. in. poziom agresji, czy inteligencji emocjonalnej. Kandydaci odbyli również rozmowę z producentami programu - zdradza Odachowska.

Jak się okazuje, pod uwagę brana była nie tylko Warszawa, ale i inne miasta jak Władysławowo, Jastrzębia Góra, Rybnik, Katowice i Chorzów.

Producenci odwiedzali różne kluby i obserwowali jak bawią się potencjalni ekipowicze - dodaje rzeczniczka stacji.

Warsaw ShoreKapif

Ostatecznie producenci tak dobrali uczestników, żeby stanowili miks różnych osobowości i środowisk. Oni sami nie znali innych kandydatów. Do końca nie mieli pojęcia, z kim będą mieszkać. Na dwa tygodnie przed przeprowadzką każdy z nich dostał telefon z produkcji: „Pakuj walizkę i przyjeżdżaj do programu”.

Kto przyjechał pierwszy, mógł sobie wybrać pokój. Ci, którzy się sprowadzili jako ostatni, wzięli to, co zostało. W sumie i tak nie spędzaliśmy w domu zbyt wiele czasu - wspomina Eliza.

Ekipa miała do dyspozycji dwa busy - jeden woził dziewczyny, jeden chłopaków. Jeździli nimi na spotkania czy zakupy. No, chyba że w natłoku imprez nie mieli czasu. Wtedy jedzenie czy inne niezbędne rzeczy przywoził im kierowca. Na większe imprezy (np. na preparty MTV EMA) stacja wynajmowała limuzyny, żeby wiozły Ekipę z dużą pompą. Gdy nimi zajeżdżali, fotoreporterzy biegli robić zdjęcia.

Czy im płacili? Jak się dowiedzieliśmy, każdy z uczestników dostawał tygodniowo kilka stówek (ok. 600-800 zł ) kieszonkowego na osobiste wydatki.

Kupowaliśmy za to jedzenie, kosmetyki. To zupełnie normalne, że dostawaliśmy kieszonkowe, przecież przez miesiąc mieszkaliśmy poza domem i nie mieliśmy możliwości chodzenia pracy, nawet gdybyśmy bardzo chcieli - mówi nam osoba z show. Prosi, by nie podawać jej imienia, bo sprawa pieniędzy w show jest niezwykle drażliwa. - Każdego z nas obowiązuje zachowanie dyskrecji w sprawach finansowych. Nie chcę mieć problemów - tłumaczy.

Dlatego o tym, czy dostali duże pieniądze za udział w show, nikt nie chce rozmawiać.

Czasem ktoś ze znajomych zapyta mnie, ile zarobiłam w „Warsaw Shore”. Czy 50 czy może aż 100 tys. Podchodzę do tego z humorem. Nie chcę, a nawet nie mogę rozmawiać o pieniądzach - ucina Eliza.

Ekipa z Warszawy rusza w świat


O pieniądzach nie rozmawiają. Jednak większość nie ukrywa, że chciałaby po - i dzięki „Warsaw Shore” - zacząć zarabiać. Zwłaszcza, że teraz stali się rozpoznawalni.

Ludzie nas kochają. W klubach podchodzą do mnie i proszą o wspólne zdjęcie. A ci, którzy nas krytykowali, najzwyczajniej w świecie nam zazdrościli, bo chcieli być na naszym miejscu - uważa Ania zwana Anią Małą.

Paweł, Wojtek czy Trybson jeżdżą po klubach w całej Polsce. Są specjalnymi gośćmi imprez, bawią gości. Jednorazowo można w ten sposób zarobić od 800 do 3 tys. zł. Oczywiście stawek nie zdradzają.

Dżentelmani o pieniądzach nie rozmawiają - ucina Trybson, ulubieniec internautów, bohater setek memów. Właśnie jedzie na imprezę do Łodzi. - Ludzie z odległych miejscowości zjawiają się tam, żeby mnie poznać, pogadać. Liczę, że to dopiero początek. Że udział w „Warsaw Shore” otworzy przede mną jeszcze więcej drzwi - zapowiada Trybson.

Na imprezach każdy chce się z nim napić.

Muszę stosować różne sztuczki, żeby nie przesadzać z piciem. I tak już przez te wyjazdy musiałem odpuścić część treningów - mówi Trybson.

Warsaw Shore, ekipa z warszawy, trybson, śmietanaKAPiF

Reakcje ludzi są bardzo pozytywne, a i ja sam się dobrze bawię. Na tym polega życie, żeby się bawić. Choć wiadomo, nie codziennie. Na taką imprezę jadę 1-3 razy w tygodniu. Biorę też udział w sesjach zdjęciowych i szykuję się do wyborów Mistera Wielkopolski - opowiada Paweł.

Ani on, ani dziewczyny nie wstydzą się udziału w show. Mówią, że to przygoda ich życia.

Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to samo. Poszłabym na casting - podkreśla Ania.

Czy MTV uważa program za żenujący?

Nie widzimy za bardzo sensu w rozmowach z krytykami.  Jeśli ktoś jest uprzedzony do „Warsaw Shore”, nie lubi tego typu programów, albo nie rozumie, to jest jego sprawa. Z resztą duża część wcześniejszych krytyków to teraz najwierniejsi fani. Program i bohaterowie ewidentnie bronią się sami. Program nie jest w żaden sposób żenujący pod warunkiem, że nie traktuje się go zbyt poważnie.  W gruncie rzeczy to format telewizyjny o imprezowaniu i dość nieskomplikowanych relacjach między ludźmi. Zalecane jest zachowanie dystansu. Powstał ponieważ wszędzie tam gdzie ma to sens, MTV stara się produkować lokalne wersje swoich najbardziej popularnych i sprawdzonych formatów. To część globalnej polityki programowej - mówi nam Jerzy Dzięgielewski, dyrektor programowy MTV Polska.

Uczestnicy show też poczucia obciachu nie mają. Marzą za to, że udział w „Warsaw Shore” przekują w sukces. Ania chciałaby tak jak chłopaki jeździć po klubach. Eliza chętnie zostałaby twarzą jakiejś marki kosmetycznej. Paweł, ćwicząc na siłowni skrycie marzy o własnej linii odzieżowej. Mariusz po programie zostawił rodzinne miasto i przeniósł się do Warszawy, gdzie otworzył sklep z używkami. Zresztą, póki co, ekipa jest w kontakcie ze sobą i ze stacją.

Bohaterowie „Warsaw Shore” są wolnymi ludźmi i mają różne zajęcia, pasje, marzenia. Tam gdzie możemy, staramy się pomóc w ich realizacji. Mamy codzienny kontakt z uczestnikami programu. Interesujemy się ich przedsięwzięciami, często radzimy, kibicujemy - przyznaje Dzięgielewski.

Nie chce zdradzić, ile stacja zarobiła na programie. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że MTV planuje już kolejny sezon „Ekipy z Warszawy”.

Angelika Swoboda

Więcej o: