Wypadek Paula Walkera. "Policjant wziął na barki przyjaciela aktora i przeniósł go"

Najprawdopodobniej samochód aktora był nie do końca sprawny. Śledczy zwracają uwagę na to, że pożar szybko rozprzestrzenił się w przedniej części auta.

Wypadek Paula Walkera wstrząsnął wszystkimi. Próba uratowania aktora i jego przyjaciela była niezwykle dramatyczna. Policja i straż pożarna była na miejscu wypadku kilka minut po uderzeniu samochodem w drzewo. Jak czytamy na portalu Tmz.com, policjant wziął na barki przyjaciela Walkera i przeniósł go z dala od miejsca wypadku. Kilka sekund później było wiadomo, że aktora nie będzie dało się uratować. Pożar wywołany wybuchem auta gasiło kilku strażaków, którzy robili wszystko co w ich mocy, żeby jak najszybciej opanować sytuację.

Pożar szybko się rozprzestrzenił w przedniej części samochodu. Według naszych źródeł, płomieni raczej należałoby się spodziewać w tylnej, gdzie znajdował się silnik... Tymczasem ogień z przodu wzmacnia teorię o wycieku jakiegoś płynu - informuje Tmz.com.

Wypadek Paula WalkeraWH PHOTOGRAPHY / SPLASH NEWS/EAST NEWS/WH Photography / Splash News

Według najnowszych ustaleń policji, aktor i jego przyjaciel mogli brać udział w wyścigu samochodowym. Świadkowie wypadku twierdzą, że porsche Walkera nie było jedynym bardzo szybko jadącym autem w tym momencie, ale tylko oni zjechali do rowu.

Paul Walker zginął 30 listopada w Santa Clarita, na północ od Los Angeles. Sportowym porsche kierował jego przyjaciel, Roger Rodas. Rozpędzone auto wypadło z drogi, uderzyło w drzewo lub slup i natychmiast stanęło w płomieniach. Aktor i Rodas najprawdopodobniej zginęli na miejscu. Bardzo możliwe, że auto, którym jechali mężczyźni, nie było w pełni sprawne. Według wstępnych badań mógł wystąpić wyciek płynu z układu wspomagania kierownicy.

Sportowym porsche kierował jego przyjaciel, Roger Rod

psz

Więcej o: