Tabloidy opisują rzekome "starcie" Piotra Adamczyka z paparazzi. Aktor odpowiada

Do bójki miało dojść we wtorek późnym wieczorem na Ursynowie. Aktor nie kazał nam długo czekać na komentarz - wydał oficjalne oświadczenie.

Piotr Adamczyk, za pośrednictwem menedżerki Sylwii Diakowskiej, przesłał do mediów informację, w której zawarł swoją wersję wydarzeń.

W związku z powielaniem nieprawdziwych informacji na temat wczorajszego wydarzenia, jakoby doszło do pobicia z utratą przytomności, w imieniu Aktora Piotra Adamczyka, dementuję powyższe informacje - napisała w oświadczeniu Sylwia Diakowska. -  W opisanej przez media sytuacji nie doszło do użycia przemocy i naruszenia cielesności wobec paparazzo. Prawdą jest, iż grupa paparazzi śledziła aktora i jego partnerkę, a jeden z nich wjechał na teren prywatny. Paparazzo ignorował wielokrotne prośby o opuszczenie posesji oraz zaprzestanie fotografowania. Podczas próby uniemożliwienia sfotografowania poruszającej się o kulach partnerki aktora, doszło do uszkodzenia szyby w samochodzie.

Do tej pory znaliśmy jedynie wersję paparazzo. Jak podał "Fakt", ten miał usiłować sfotografować Piotra Adamczyka i Weronikę Rosati. Według tabloidu, do "starcia" doszło około godziny 15, aktor rzekomo zaatakował fotografa i użył wobec niego siły:

Adamczyk najpierw zaczął wykrzykiwać obelgi, później szarpać klamkę. Gdy nie mógł otworzyć drzwi, wybił szybę. Chciał zabrać aparat. Wsunął się do pasa do auta, lecz nie udało mu się przechwycić sprzętu - opowiedział tabloidowi świadek zdarzenia.

Jak czytamy dalej, paparazzo wezwał policję i pogotowie, na twarzy miał kilka zadrapań. Obydwaj panowie zostali przewiezieni na komendę policji, gdzie mieli złożyć potrzebne wyjaśnienia.

Fotoreporter zarzuca aktorowi naruszenie nietykalności, ten z kolei zarzuca mu naruszenie miru domowego.

jus

Więcej o: