Planowali ślub, Bieniuk miał się zająć dziećmi, ona swoją karierą. Przybylska przed laty u Pieńkowskiej: Skończy grać, spłaci dług

"Papier nie jest mi na razie do niczego potrzebny".

Jolanta Pieńkowska pytała, ona odpowiadała. Pytania były często osobiste, niełatwe, ona jednak na każde udzieliła odpowiedzi i to ujmująco szczerej. Wywiad z aktorką z 2011 roku zapamiętamy na długo.

Małgorzata Pieńkowska porozmawiała wtedy z Anną Przybylską w swoim programie "Druga strona medalu" o życiu aktorki. O dzieciach, partnerze, planach ślubnych. Były takie, głównie w sferze marzeń, choć aktorka lubiła mówić, że ślub to tylko "papierek".

Ja tego nie czuję. My żyjemy jak małżeństwo - mówiła.

Nie dała się przekonać Jolanty Pieńkowskiej, że jest to jednocześnie forma zabezpieczenia związku. Według Przybylskiej lepszym zabezpieczeniem są dzieci, a ona i jej partner, Jarosław Bieniuk, mają trójkę.

Oczywiście, że może nam się nie udać, że może się nasz związek rozpaść, natomiast papier nie jest mi na razie do niczego potrzebny, ale to, że nie mamy ślubu wynika też z tego, że chcielibyśmy ten ślub jakoś zorganizować - tłumaczyła.

Pieńkowska przyznała, że nie "kupuje" tego. Według niej rezygnacja ze ślubu z powodu związanych z tym trudności "logistycznych" to tylko wymówka.

Co chwilę jest coś. Albo chodzę w ciąży, albo rodzę, albo jestem na macierzyńskim, albo za chwilę jestem na planie. I nie ma tak naprawdę na to czasu. Ślub jest w sferze naszych marzeń i planów i na pewno ten płaszcz dopniemy na ostatni guzik. Natomiast niech Jarek już skończy grać w tę piłkę, osiądziemy w jednym miejscu na stałe i wtedy wiele rzeczy się zmieni - tłumaczyła Przybylska.

Partner Anny Przybylskiej jest piłkarzem. Grywał w różnych drużynach, między innymi w tureckiej. Przybylska pakowała walizki i przeprowadzała się wraz z nim. Kosztem kariery.

Robię to dla dzieci, dom musi być domem. Gdybym ja mieszkała w jednym miejscu, a Jarek grał w piłkę w drugim, ten związek by się rozpadł - przyznała.

Jednocześnie wyraziła nadzieję, że kiedyś Bieniuk "spłaci dług".

Liczę, że kiedyś role się odwrócą, on poświęci się całkowicie dzieciom, a ja będę mogła wtedy, kiedy chcę, realizować się.

Zawsze jednak podkreślała, że to właśnie rodzina jest dla niej najważniejsza, a nie kariera. Mimo tego, że bycie matką niesie być może ze sobą więcej ciężkich chwil niż bycie gwiazdą.

Nie oszukujmy się macierzyństwo to nie są tylko piękne okładki, piękny wygląd. Zdarzają się dramatyczne sytuacje. Czasem ma się ochotę wybiec, walnąć głową w mur i krzyczeć "pomocy". Najtrudniejsza do zniesienia jest dla mnie histeria dziecka. Nie mogą znieść płaczącego dziecka. Nie tylko swojego - wyznała.

Do swojej rodziny Przybylska wniosła bardzo wiele zasad, które wpoili jej właśni rodzice.

Dziecku trzeba dać kręgosłup moralny (...). Uczę też dziecko pracowitości. Bo możesz być niezdolna, może ci się nie udawać, ale nie będę  nigdy tolerować, żebyś była cwana i leniwa. Staram się być konsekwentna, bo niekonsekwencja zbiera żniwo przy wychowywaniu dzieci.

W rodzinie, która często zmienia miejsce zamieszkania, a w dodatku rodzice nie są anonimowi zmusiło Przybylską, aby inaczej podchodziła do kwestii wychowania - zwłaszcza najstarszej córki.

Oliwia nie ma tak do końca normalnych rodziców. Zawsze będzie na świeczniku, bo to zawsze będzie córka tej Przybylskiej i tego Bieniuka. Ja ją muszę uczyć pokory. Ona musi być skromna. Boję się, że ją stłamszę. "Ty nie możesz mieć telefonu komórkowego, nie możesz wchodzić w dyskusję z wychowawcą, ty nie możesz się wyróżniać na komunii. Ty musisz być najskromniejsza

Marzyła, że wraz z wiekiem przyjdą inne role, w których uroda nie będzie miała aż tak dużego znaczenia.

 

alex

Więcej o: