Była niezwykle seksowna, ale o swojej urodzie mówiła z dystansem i poczuciem humoru: Bez retuszu moja pupa wychodziła na monstrualną

Od zawsze przykuwała wzrok, jej dziewczęca uroda budziła zachwyt, a w oczach ciągle tliły się ogniki. Miała duże poczucie humoru, lubiła śmiać się z siebie. Mawiała, że naturalność to najseksowniejsza rzecz na świecie.

Uroda Anny Przybylskiej przykuwała uwagę wszystkich. Została wybrana najpiękniejszą polską gwiazdą 2013 roku w rankingu "Viva! Najpiękniejsi". Z kolei magazyn "Glamour" wybrał ją Kobietą Dekady. Dwa razy wystąpiła w rozbieranych sesjach dla "Playboya". Jej okładki zrobiły furorę, wszyscy mówili o tych zdjęciach z wypiekami na policzkach. Ale miała swoje kompleksy.

Moim największym kompleksem było zawsze to, że wyglądałam na małolatę. Dlatego wolę siebie dziś. Zresztą uważam, że im kobieta starsza, tym lepsza - mówiła w wywiadzie dla "Playboya”.

Początki nie były łatwe. Zaczęła od modelingu. Mimo urody było jej trudno przebić się w tym trudnym świecie. W drugiej klasie liceum zgłosiła się do agencji modelek. Bywała hostessą oraz fotomodelką w różnych gazetach modowych, grała też w teledysku w reżyserii Lecha Nowickiego.

Ja generalnie przyjechałam do Warszawy, żeby dostać się do agencji modelek. Usłyszałam, że jestem za niska, za gruba i mam krzywe zęby. Ale tej dziewczynie chyba zrobiło się mnie szkoda, bo mówi: "Tu mam taki tekst, na Chełmskiej jest casting do filmu, idź, zobacz, bo na modelkę się nie nadajesz”. A ja zawsze miałam taki plan, żeby przez agencję modelek trafić do filmu! Oczywiście pojechałam. Reżysera w ogóle nie znałam. Nie kojarzyłam, że to ten od "Pociągu do Hollywood". Patrzę, jakiś wariat w koszuli, wokół niego mizdrzą się te wszystkie znane modelki - z rozbawieniem wspominała początki kariery w rozmowie z "Galą".

Urodę i naturalność miała po prostu w genach. Nie musiała się zbyt mocno starać by wyglądać pięknie. Mówiła o sobie, że nigdy nie była ani grubasem, ani chudzielcem. W każdej ciąży przytyła równo po 9 kg.

Mężczyźni zawsze twierdzili, że Przybylska miała erotyczny głos - śmiała się z tego.

Podobno mężczyźni lubią mnie słuchać. Ale ja siebie samej nie, bo uważam, że mój głos jest skrzekliwy. Agnieszka, moja siostra, jak mi chciała dokuczyć, mówiła: "Ty nigdy nie będziesz śpiewać, nigdy nie zrobisz kariery, bo masz głos jak pijak spod budy z piwem" - mówiła.

Anna PrzybylskaKapif

Przyznała się, że sesje do "Playboya" były poprawiane przez grafików. Nie czuła się z tym źle, po prostu wiedziała, że takie są wymogi rynku. Potrafiła ją zresztą z uśmiechem skomentować.

Przyznaję się bez bicia - jeśli mówimy o retuszu, to on oczywiście był użyty w mojej sesji dla "Playboya", włącznie z pomniejszeniem pupy, która na nieretuszowanych zdjęciach wychodziła na monstrualną. Dorobili mi nawet komputerowo majteczki i inne takie tam... - śmiała się w rozmowie z Interia.pl.

Z kolei w rozmowie z "Playboyem" zdradziła, że sama na pewno nie chciałaby się znaleźć na okładce. Za to z inną kobietą, czemu nie?

Ostatnio podoba mi się Ania Dereszowska. Uważam, że tworzyłybyśmy idealną parę. Ona jest bardzo kobieca, zmysłowa, a ja mam w sobie dużo pierwiastka męskiego. Uwielbiam kobiety i nie ukrywam, że bardzo mi się podobają. Ale biseksualna nie jestem. Jestem po prostu wrażliwa na piękno - wyznała.

Jedną rzecz po prostu uwielbiała robić - makijaż. Dla niej był jak świętość. Jakie były jej największe triki, dzięki którym wyglądała tak pięknie?

Moją największą tajemnicą jest to, że pod podkład nigdy nie nakładam kremu. Cera nie świeci się, a makijaż nie spływa. Wieczór wcześniej obficie kremuję twarz. Dzięki temu, po przebudzeniu skóra jest zawsze dobrze nawilżona. Dodatkowo, tonizuję twarz, a kiedy jest już sucha - nakładam podkład. Mogę podzielić się również wypróbowanym sposobem na gęste i długie rzęsy. Najpierw nakładam warstwę odżywki, dopiero potem tusz. To są takie moje ulubione triki - wyznała Onetowi.

O poprawianiu mówiła wprost i bez żadnych ogródek. Uważała, że jeśli robi to dla siebie i za własne pieniądze, to nie widzi w tym nic złego.

Po botoksie kobieta wygląda tak, jakby ktoś zwyczajnie jej przyłożył. Uważam jednak, że naturze trzeba pomagać. Jeżeli ktoś jest niezadowolony ze swojego wyglądu, to czemu ma nie skorzystać z możliwości, jakie daje mu chirurgia plastyczna? Grunt to robić to z umiarem - powiedziała w rozmowie z Interia.pl.

Miała swój styl ubierania, ale jakoś nigdy nie starała się o to. Czuć było naturalność. Ale śmiała się, że w sobie coś z hipstera. Nie potrafiła jednak wydawać fortuny na ubrania. Ubierała się w sieciówkach.

Zawsze taka byłam [chłopczyca], dlatego nie mogę pojąć rankingów, w których wygrywam i jestem obwoływana seksbombą albo całkowicie wyjątkową boginią seksu! To do mnie nie pasuje, bo u nas w domu obowiązuje "szatniarska" bajera. Lubię piłkarskie poczucie humoru - ten rodzaj prymitywizmu, cynizmu i przaśności. Kocham żarty sięgające dna - wyjaśniała "Playboyowi".

O swojej urodzie, którą wszyscy się zachwycali, mówiła z chłodną rezerwą. Jak mawiała: nawet Cindy Crawford powiedziała, że rano nie wygląda jak Cindy Crawford. A ja rano nie wyglądam jak Ania Przybylska. Uważała, że skóra, zęby i włosy są najpiękniejszą biżuterią kobiety.

Zawsze miała do dystans do siebie i innych. Opowiedziała kiedyś historię, o tym jak Jan Frycz powiedział do niej: "Ty w ogóle nie masz wnętrza. Ty jesteś, k...a, za ładna. Uwielbiam go, nie tylko za to."

Anna Przybylska zmarła 5 października po długiej walce z chorobą.

Anna PrzybylskaEast News

Teo

Więcej o: