Eurowizja 2016. Mniej kiczu, więcej powagi. Najważniejsze: coraz więcej ciekawych piosenek

Półfinał Eurowizji 2016 za nami. Świetny występ Michała Szpaka to nie wszystko. Czyżby coś się zmieniało w formule festiwalu?
Poważniejsza Eurowizja Eurowizja 2016: Mniej kiczu, więcej powagi. Półfinał Eurowizji 2016 za nami. Świetny występ Michała Szpaka to nie wszystko. Czyżby coś się zmieniało w formule festiwalu? Półfinał Eurowizji 2016 za nami. Świetny występ Michała Szpaka to nie wszystko. Czyżby coś się zmieniało w formule festiwalu? Michał Szpak znalazł się w finale konkursu Eurowizja 2016. Zapewne wszyscy się cieszymy. Ładnie brzmiąca piosenka, idealnie skrojona pod oczekiwania widzów takiego właśnie festiwalu, nie miała prawa się nie podobać. Michał Szpak piosenką "Color Of Your Life" świetnie zmieścił się w konwencji. - No i dobrze. Michał swoją robotę zrobił - podsumował jego występ Artur Orzech. Takich piosenek było więcej. Świetnie poradził sobie Donny Montell z Łotwy piosenką "I've Been Waiting for This Night" czy fantastyczna Dami Im z Australii, która z piosenką "Sound Of Silence" jest uznawana za faworytkę. Niepodobna jednak oprzeć się wrażeniu, że to, co najciekawsze na Eurowizji, z Eurowizją ma coraz mniej wspólnego. Najmocniejszą wypowiedzią artystyczną (tak, użyłem tego słowa świadomie) tego wieczoru był występ Dżamali z Ukrainy, która piosenką "1944" pokazała, że nawet na festiwalu kiczu i tandety można zaprezentować się z poważnym przekazem. Dżamala, w której żyłach płynie krew krymska i tatarska, napisała tę piosenkę w oparciu los Tatarów krymskich podczas II wojny światowej.

Michał Szpak w finale konkursu Eurowizja 2016. Zapewne wszyscy się cieszymy. Ładnie brzmiąca piosenka, idealnie skrojona pod oczekiwania widzów takiego właśnie festiwalu, nie miała prawa się nie podobać. Jej największym atutem jest prosta i łatwo w padająca w ucho melodia, od której piszący te słowa nawet w tym momencie nie potrafi się uwolnić. Takie właśnie powinny być piosenki eurowizyjne i Michał Szpak piosenką "Color Of Your Life" świetnie zmieścił się w konwencji.

No i dobrze. Michał swoją robotę zrobił - podsumował jego występ Artur Orzech.

Bez entuzjazmu, ale i nie nazbyt krytycznie. Bo - pomijając emocje związane z tym, że to "nasza" piosenka i jej kibicujemy - specjalnie nie wyróżnia się ani na plus ani na minus spośród dziesiątek podobnych piosenek. Jest, by tak rzec, idealnie przeciętna.

<< TAK WYGLĄDAŁ PÓŁFINAŁ >>

Takich piosenek było więcej. Świetnie poradził sobie Donny Montell z Litwy piosenką "I've Been Waiting for This Night" czy fantastyczna Dami Im z Australii, która z piosenką "Sound Of Silence" jest uznawana za faworytkę.

Niepodobna jednak oprzeć się wrażeniu, że to, co najciekawsze na Eurowizji, z Eurowizją ma coraz mniej wspólnego. Zupełnie, jakby publiczność coraz bardziej miała dość formuły, w której co roku słychać zestaw tak samo brzmiących przebojów i wypatrywała czegoś świeżego. Stąd powodzenie zupełnie nie festiwalowej piosenki, którą wykonali Gruzini Nika Koczarow i Young Georgian Lolitaz, "Midnight Gold". Gitarowe riffy i perkusja - panowie wyglądali jak młodsi członkowie ZZ Top i w pełni zasłużenie awansowali do finału.

Brawo chłopaki - powiedział po prostu Artur Orzech.

W ogóle wydawało się, że Orzechowi najbardziej w festiwalu przypada do gustu to, co jest na bakier z jego formułą.

Najmocniejszą wypowiedzią artystyczną (tak, użyłem tego słowa świadomie) tego wieczoru był występ Jamali z Ukrainy, która piosenką "1944" pokazała, że nawet na festiwalu kiczu i tandety można zaprezentować się z poważnym przekazem. Jamala, w której żyłach płynie krew krymska i tatarska, napisała tę piosenkę w oparciu los Tatarów krymskich podczas II wojny światowej.

Zaręczam państwu, że to będzie ważne wystąpienie - zareklamował jej występ Artur Orzech i takie w istocie było.

A Jamala w pełni sprawiedliwie została głosami widzów wybrana do zaśpiewania w finale. Bo oprócz tego, że zaangażowana, to jej piosenka była jeszcze po prostu piękna.

Eurowizja nie zmieni swojej formuły. To zawsze będą gładkie i bezpretensjonalne piosenki. I jak wcześniej, sobotni zwycięzca będzie przez kilka miesięcy fetowany na całym świecie, a potem świat o nim zapomni. Chyba, że jak Celine Dion albo Abba, będzie mieć szczęście i zrobi międzynarodową karierę.

Oznak zmęczenia festiwalową formułą nie przeceniałbym. Piosenki zaangażowane albo brzmiące inaczej niż pozostałe zawsze były i stanowiły głównie miłe urozmaicenie festiwalu. Widzowie mogą tęsknić za odmiennością, ale kochają ten festiwal za to, jaki jest i za to, że się nie zmienia. Bo to właśnie do nich jest adresowany: do wszystkich tych, którzy chcą słuchać głównie takich piosenek, jakie już doskonale znają. I zapewne jedna z takich piosenek wygra w sobotę.

Jacek Zalewski

Więcej o:
Komentarze (53)
Eurowizja 2016. Mniej kiczu, więcej powagi. Najważniejsze: coraz więcej ciekawych piosenek
Zaloguj się
  • pannamigootka

    Oceniono 2 razy 0

    Nie podobała mi się , nie podoba i nie będzie mi sie podobać
    polska piosenka ale trzeba przyznać Michal wykonał ją na scenie ,moim zdaniem świetnie . Nic innego nie pozostaje jak tylko życzyć powodzenia w finale.

  • Gość: Gabi

    Oceniono 2 razy 2

    Grand Prix dla Michała za pwodzenie w necie ! żaden inny spośród tylu wykonawców nie osiągnął takiego sukcesu. Jednak mamy sukces !!

  • Gość: Gabi

    0

    Po raz pierwszy chyba autor wkurzył mnie. Jak przeciętna piosenka Michała?, skoro ma 7 mln odtworzeń na YOUTUBE?? I nawet jeśli w większości to Polacy, to NIKT nie powtórzył tego sukcesu oraz jest on tak IMPONUJąCY, że wypadałoby o tym trąbić w świecie PRZED finałem, w celu zwrócenia uwagi na naszego ORŁA, bo faktycznie konkurencję ma olbrzymią. Wokal Michała zasługuje na najwyższe uznanie, tak poza tym. Znakomicie nas prezentuje, wyglądam, formą, kulturalnymi wypowiedziami. Bardzo młody człowiek. Brawo:

  • Gość: Eurotram

    Oceniono 2 razy 0

    Mniej kiczu? A jak określić występ Bułgarki?
    Poza tym piosenki,nad którymi autor tekstu tak się rozpływa (Gruzja,Ukraina czy widoczna na pierwszej focie reprezentantka Słowenii), zupełnie mi nie podpasowały; za to przykrą niespodzianką było odpadnięcie Norwegii (naprawdę ładny,zmienny w stylu kawałek). A nasz ptaszek,no cóż... ciężko ocenić jego szanse,bo poziom (poza zdecydowanymi faworytami) wydaje się wyrównany; może być trzeci,a może być i dwudziesty...

  • norbertrabarbar

    Oceniono 2 razy 0

    To był dobry wybór bo Szpak to taka polska Conchita Wurst - tylko zamiast porządnej brody ma zrobioną brazylijkę...

  • stachun

    Oceniono 4 razy 4

    Brawo Michał!

  • Gość: idonius

    Oceniono 1 raz 1

    Sprostowanie. Donny Montell nie jest przedstawicielem Łotwy, tylko Litwy. Dżamala z kolei jest pochodzenia tatarsko-ormiańskiego, a nie tatarskiego i krymskiego, jak pisze autor tekstu.

  • emil zieba

    Oceniono 1 raz 1

    hmm, wszystkie piosenki pisane przez Szwedów przewidywalne do bólu. Koszmar i kicz. Po 3 już nie dawałem rady tego słuchać i poznawałem już od początku, która jest pisana przez szwedzkich producentów. Za to te pisane przez narodowych autorów dobre, różniące się od siebie i zapadające w pamięć, jak Justs, Dami Im czy Jamala.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX